Umarł CSR, niech żyje Zielony Ład
T o może zabrzmieć z lekka obrazoburczo, ale coraz bardziej zaawansowane budowanie zielonej gospodarki oznacza koniec, i to w miarę szybki, tego, co określaliśmy społeczną odpowiedzialnością biznesu – CSR. Brzmi z pozoru paradoksalnie, bo CSR jednoznacznie kojarzył się z zazielenieniem gospodarki. I to skojarzenie jest słuszne, ale procesy zarówno w sferze regulacyjnej, finansowej, jak i realnej poszły tak daleko, że hasło „CSR” staje się anachronizmem. Szczególnie gdy pełnego znaczenia nabrały określenia „rozwój zrównoważony” i „Zielony Ład dla Europy”.
CSR na początku wieku stał się forpocztą nowego prądu w myśleniu o wzroście gospodarczym. Miał za zadanie wprowadzić do świadomości zbiorowej, a szczególnie biznesu, nowe elementy, wcześniej pomijane lub traktowane marginesowo. Chodziło głównie o ochronę środowiska i efekty uboczne gospodarowania dla sfery społecznej.
Nowe zjawiska w gospodarce światowej powodowały potrzebę swoistej standaryzacji, co zwykle w takich procesach zaczyna się od nazwy, a potem obrasta w doktrynę, by nie powiedzieć ideologię. Etykieta „społeczna odpowiedzialność biznesu” okazała się wyjątkowo udana, chociaż trochę na wyrost. W warunkach narastającej krytyki „maksymalizacji wartości dla akcjonariuszy”, wzmocnionej odpowiedzialnością za kryzys finansowy lat 2007–2009, CSR okazał się świetnym lekarstwem, w dodatku bardzo tanim i łatwym do zastosowania. Przy tak pojemnej definicji firmy mogły poprawiać swoją reputację często pozornymi, bardzo płytkimi działaniami, nie naruszając swoich modeli biznesowych. W wielu przypadkach nie różniło się to wiele od działań public relations, przy lekkich korektach dotychczasowych akcentów i użyciu modnych haseł.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.