Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Klimat i środowisko

Mądrzejszy Czech po szkodzie

4 października 2024
Ten tekst przeczytasz w 10 minut

Czechy są krajem mocno dotykanym przez powodzie. Nawet słynny most Karola postawiono po tym, jak w 1342 r. wielka woda zniszczyła most Judyty – jedną z najstarszych kamiennych przepraw w regionie (miejscowy kronikarz pisał wówczas, że „jakoby padła korona królestwa, gdy rozpadł się most”). W 1890 r. pierwszy profesor meteorologii na praskim uniwersytecie František Augustin notował, że „noc z 3 na 4 września była jedną z najstraszniejszych, jakich kiedykolwiek doświadczyła ludność Pragi. W zalanych domach stale podnosił się poziom wody, brakowało sprzętu ratowniczego, a wezwania pomocy nie mogły zostać zrealizowane. (…) A oprócz wszystkich okropności, w mroku poranka rozeszła się zdumiewająca wiadomość: most Praski [czyli most Karola] się zawalił!”.

Powodzie zaprzątały umysły czeskich planistów przestrzeni, melioratorów gruntów i budowniczych infrastruktury. Starano się wzmacniać wały i budować tamy, a zasadniczym imperatywem było jak najszybsze pozbycie się wody z kraju. Pomagało w tym ukształtowanie terenu i położenie na – jak lubią mówić czescy naukowcy – „dachu Europy”, na jednym z głównych europejskich rozlewisk rzecznych. W ostatnim stuleciu powierzchnia mokradeł i terenów zalewowych zmniejszyła się o 80 proc. (co odpowiada 13 proc. obszaru kraju), a bieg rzek skrócono o 30 proc. Równocześnie jednak osuszone obszary zostały pozbawione naturalnego elementu chłodzącego, a sucha gleba miała gorsze właściwości zatrzymywania wody. Stało się to prawdziwym wyzwaniem w latach 2014–2020, gdy na długofalowe zjawiska obniżające retencję nałożyły się zmniejszone opady atmosferyczne. W rezultacie Czechy dotknęła susza o intensywności nienotowanej od co najmniej 500 lat (okres, który naukowcy byli w stanie pod tym kątem ocenić).

Susze i powodzie wiążą się z procesem zmian klimatu. W ich rezultacie opady stały się rzadsze, ale intensywniejsze, co jest dodatkowym czynnikiem utrudniającym wchłanianie wody opadowej przez glebę. Wiele dni suchych i gorących w połączeniu z krótkotrwałymi, ale silnymi opadami oznacza też, że dochodzi do erozji gleby. Obydwa zjawiska – susze i powodzie – mogą wystąpić z większą intensywnością, gdy gorsza jest jakość gleby, a tym samym jej zdolność do retencji wody. Na pogorszenie owej jakości wpływają wyręby lasów, stosowanie chemicznych środków ochrony roślin czy utwardzających glebę coraz cięższych maszyn rolniczych oraz wielkie monokultury bez miedz. Czescy naukowcy szacują, że zdrowa gleba byłaby w stanie zatrzymać o prawie dwie trzecie więcej wody niż obecnie. Dla wyrównania tej różnicy potrzebna byłaby budowa 340 dużych zbiorników retencyjnych. Szacuje się, że w trakcie „powodzi tysiąclecia” z 1997 r. lasy i łąki na Morawach wchłonęły trzykrotnie więcej wody niż wszystkie zbiorniki retencyjne w dorzeczu Odry i Morawy (ta ostatnia to dopływ Dunaju). Nie oznacza to, że budowa zbiorników retencyjnych jest pozbawiona sensu – nad Wełtawą wskazuje się, że ma ona uzasadnienie np. na obszarach z niewielkimi zasobami wód podziemnych. Minister rolnictwa Marek Výborný z chadeckiej KDU-ČSL zarzucał zresztą we wrześniu środowiskom ekologicznym, że blokowanie przez nie (od pierwszych decyzji z 2008 r.) budowy dużego zbiornika na Opawie znacząco wpłynęło na skalę zniszczeń powodziowych w miastach w jej pobliżu, choćby w graniczącym z Polską Karniowie.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.