Brak pomysłów i środków na alternatywną energię
Mimo wczorajszego apelu unijnych ministrów środowiska o jak najbardziej ambitny wynik szczytu klimatycznego, grudniowe spotkanie w Kopenhadze najprawdopodobniej zakończy się fiaskiem.
To zła wiadomość dla entuzjastów poszukiwania alternatywnych źródeł energii. Ustanowienie wiążących celów walki z globalnym ociepleniem miało zmusić świat do zwiększenia inwestycji w energię słoneczną czy wiatrową. Zachód wprawdzie od dekady deklaruje, że energia odnawialna jest kluczowym wyzwaniem przyszłości. W rzeczywistości jednak na finansowanie pionierskich przedsięwzięć najczęściej brakuje pieniędzy, bo są one przez inwestorów uważane za zbyt ryzykowne i w konsekwencji nierentowne.
W poniedziałek Niemcy otworzyli swoją pierwszą elektrownię wiatrową na pełnym morzu. Tzw. projekt Alpha Wenus to 12 potężnych wiatraków położonych 45 km od wyspy Borkum na Morzu Północnym. Kosztujący 250 mln euro projekt ma zaopatrywać w energię rocznie 50 tys. niemieckich gospodarstw domowych. Aby przedsięwzięcie zaczęło się opłacać, podobnych instalacji musi powstać więcej. Dlatego według ogłoszonych dwa lata temu planów niemiecki rząd chce do 2030 r. zbudować elektrownie wiatrowe, które będą wytwarzać rocznie ok. 25 tys. megawatów (MW) energii, co odpowiada potrzebom ok. 25 mln niemieckich domostw. Brytania zamierzała do 2020 r. uzyskiwać tą drogą 33 tys. MW, a Holandia 6 tys. MW. Plany te bez inwestycji będą bardzo trudne do realizacji. - Problemem jest przekonanie inwestorów, kiedy inwestycje zaczną się zwracać. Początkowo ustawianie wiatraków na morzu wydawało się idealne. Gdy jednak nadszedł czas wykładania pieniędzy, inwestorzy zaczęli się kruszyć, bo przeraziły ich koszty - mówi nam William Blyth, ekspert energetyczny z uniwersytetu w Oxfordzie. Na te zastrzeżenia nałożył się jeszcze kryzys, który zmniejszył finansowe możliwości gwarantujących ukończenie projektów europejskich rządów.
Praktyczne problemy z rozwijaniem energetyki wiatrowej sprawiły, że wielu inwestorów i ekspertów zdecydowało się na ucieczkę do przodu w świat wizjonerskich projektów. W ten sposób modny stał się tzw. Desertec, pomysł ustawienia na Saharze olbrzymiej elektrowni słonecznej. W październiku w sądzie w Monachium zarejestrowane zostało konsorcjum złożone głównie z niemieckich firm energetycznych, do których dołączyć mają wkrótce Francuzi i Hiszpanie. Spekulowano, że na czele projektu stanie były szef niemieckiej dyplomacji Joschka Fischer. - Desertec to energetyczny plan stulecia. Według jego zwolenników słońce Sahary miałoby zapewnić w długim okresie nawet 15 proc. europejskiego zapotrzebowania energii, nie mówiąc już o potężnym planie elektryfikacji Afryki - mówi nam Karel Beckman, szef wydawanego w Hadze magazynu European Energy Review. A według Wupertalskiego Instytutu Klimatycznego, jeśli inwestycja doszłaby do skutku do roku 2050, produkowałaby rocznie prąd o rynkowej wartości 2 trylionów euro. Wielu ekspertów zaznacza, że to, co dobrze wygląda na papierze, w palących piaskach Sahary może okazać się fatamorganą. - To prawda: na pustyni jest dużo słońca, które może być źródłem energii, ale jak ta energia ma być bez strat sprowadzona do Europy? Jak w warunkach najgorętszej pustyni świata przeprowadzać prace konserwatorskie i zabezpieczające przed burzami piaskowymi - krytykuje projekt Hermann Scheer, szef organizacji Eurosolar i Światowej Rady Energii Odnawialnej.
W sytuacji ograniczonych środków liczą się dobre pomysły. Jednym z nich jest projekt opracowany właśnie przez hamburskiego wynalazcę Hartmutha Drewsa. Kilkanaście miesięcy temu niemiecki inżynier został wynajęty do zbudowania repliki starego XIX-wiecznego młyna w jednej z wiosek w Szlezwiku Holsztynie. Podczas prac konstruktorskich Drews zauważył, że w tradycyjnym projekcie można dokonać pewnych usprawnień, niewielkim kosztem podnosząc efektywność młyńskiego koła. Szybko okazało się, że prototyp produkuje dużo więcej energii, niż można zużyć na potrzeby gospodarstwa. Właściciel i konstruktor zaczęli więc sprzedawać prąd lokalnej rozdzielni. Zachęceni tym sukcesem wynalazcy zaczęli przygotowywać się do masowej produkcji. Drews już wyliczył, że w Niemczech jest 25 tys. miejsc, gdzie jego koło młyńskie można natychmiast zastosować.
rafal.wos@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu