Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Energetyka

Certyfikaty gwarantują opłacalność budowy

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 10 minut

Szacunki wykazują, że moc farm wiatrowych w Polsce daje się wykorzystać tylko w 20-25 proc. Zainteresowanie ich budową jednak nie słabnie, ponieważ skutecznie działa system wspierania produkcji prądu z odnawialnych źródeł.

Koncerny energetyczne tłumaczą, że ceny prądu ciągną w górę rosnące obowiązki sprzedaży energii elektrycznej z odnawialnych źródeł energii. Z drugiej jednak strony same koncerny inwestują olbrzymie kwoty w budowę farm wiatrowych. RWE, niemiecki koncern energetyczny, w 2007 roku zapowiedział, że zainwestuje w Polsce około 100 mln euro w budowę farm o mocy około 70 MW.

Wynika z tego, że 1 MW zainstalowanej mocy miałby według ocen koncernu kosztować około 1,4 mln euro. To niemal tyle, ile kosztuje budowa 1 MW mocy w konwencjonalnej elektrowni cieplnej opalanej węglem. Elektrownia konwencjonalna może pracować pełną mocą przez około 8000 godzin w roku, tymczasem wiatrowa tylko około 2000-2500 godzin. Oznacza to, że efektywnie można wykorzystać jedynie 25 proc. swojej mocy.

Wszystko zależy jeszcze od warunków wietrzności w miejscu usytuowania elektrowni wiatrowej. Koncern RWE w przypadku budowanego Parku Wiatrowego Suwałki o mocy zainstalowanej 41,4 MW (ma on ruszyć jeszcze tej jesieni) ocenił, że farma ta będzie rocznie produkowała przynajmniej 80 tys. MWh rocznie energii elektrycznej. To oznacza, że przewiduje, że w przeliczeniu na pełną zainstalowaną moc farma będzie pracowała około 1932 godzin rocznie. Zdaniem specjalistów jest to opłacalne przedsięwzięcie.

- Działający w Polsce system wsparcia produkcji energii elektrycznej zapewnia opłacalność inwestycji w farmy wiatrowe - ocenia Maciej Stryjecki, prezes Konsulting, firmy zajmującej się doradztwem w zakresie energetyki odnawialnej, a zarazem pełnomocnik PGE Polskiej Grupy Energetycznej do spraw budowy farm wiatrowych na morzu.

Inwestycje w farmy wiatrowe bronią się dzięki istniejącym w Unii Europejskiej systemom wspierania produkcji energii elektrycznej z odnawialnych źródeł energii.

W Polsce prawo gwarantuje producentom energii elektrycznej z tych źródeł, a więc także elektrowniom wiatrowym, zbyt zielonej energii w 100 proc. Tak zwani sprzedawcy z urzędu, czyli spółki obrotu energią, które powstały po podziale dawnych zakładów energetycznych na spółki obrotu i dystrybucji muszą tę energię kupować od producentów po tzw. średniej ceny na rynku konkurencyjnym w roku poprzedzającym rok sprzedaży energii elektrycznej. Cenę tę wyznacza Urząd Regulacji Energetyki i w 2008 roku wyniosła ona 155,44 zł za 1 MWh.

Nie jest to jedyne źródło przychodów właścicieli farm wiatrowych. Jeszcze większe przychody w przeliczeniu na 1 MWh uzyskują oni ze sprzedaży tzw. zielonych certyfikatów, czyli świadectw pochodzenia energii wytworzonej w odnawialnych źródłach energii. Tymi świadectwami legitymują się przed URE z wykonania w danym roku obowiązku sprzedaży energii elektrycznej. Wielkość tego obowiązku stale wzrasta. W 2005 roku wynosił on 3,6 proc. energii ogółem sprzedanej odbiorcom, a w tym wynosi już 8,7 proc. Zgodnie z obecnie obowiązującym prawem ma wzrosnąć do 12,9 proc. w 2017 roku.

Na rynku brakuje jednak zielonej energii do wypełnienia nałożonych obowiązków, a tym samym świadectw jej pochodzenia. W 2008 roku obowiązek sprzedaży czystej energii wynosił 7 proc. sprzedaży ogółem dla odbiorców końcowych, a świadectwami jej pochodzenia dało się wypełnić go w około 5,5 proc. Za brakujące około 1,5 proc. sprzedawcy zapłacili tzw. opłatę zastępczą. W tym roku spodziewają się, że sytuacja się powtórzy.

- Energii z odnawialnych źródeł jest za mało i w przyszłym roku lepiej nie będzie - uważa Piotr Rudziński, wiceprezes zarządu EnergiiPro Gigawat. W efekcie ceny zielonych certyfikatów trzymają się wysoko, blisko wartości opłaty zastępczej. W tym roku wynosi ona około 258 zł za 1 MWh. Ceny zielonych certyfikatów na Towarowej Giełdzie energii oscylują wokół 251 zł za 1 MWh.

Notowany poziom cen oznacza, że producent energii elektrycznej z wiatru jest w stanie uzyskać za 1 MWh ponad 400 zł: ponad 150 zł, sprzedając prąd sprzedawcy z urzędu i ponad 250 zł za świadectwo pochodzenia 1 MWh. Cena 400 zł za 1 MWh to ponad dwa razy więcej niż wyniosła w ostatnim przetargu organizowanym przez PGE Electra hurtowa cena energii na 2010 rok.

Istniejący system wsparcia nie gwarantuje jednak nadzwyczajnie szybkiego zwrotu z inwestycji. Prof. Halina Lorenc z Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej ocenia, że inwestycje w farmy wiatrowe zwracają się po siedmiu latach, ale to może różnie się układać, w zależności od lokalizacji, wietrzności terenu, struktury finansowania projektu, czy kursu złotego do euro. Kurs ma niebagatelne znaczenie, gdyż aż 75 proc. kosztów farmy to zakup turbiny wiatrowej, a tych się w Polsce nie produkuje. Konieczny jest import. Głównymi dostawcami turbin wiatrowych do projektów w Polsce są duńskie firmy Vestas i Nordex oraz niemiecki Siemens, który dostarczył turbiny do farmy wiatrowej RWE na Suwalszczyźnie.

Oprócz inwestycji w farmy wiatrowe o mocy kilkudziesięciu i więcej MW powstają też relatywnie projekty niewielkich parków wiatrowych o mocy kilku MW, czy pojedyncze wiatraki o mocy nie przekraczającej 1 MW. W systemie elektroenergetycznym wielkiej roli one nieodegrają. Jak przewiduje Polskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej, inwestycje takie zanikną, jeśli wejdzie w życie obowiązek płacenia zaliczek na poczet kosztów przyłączenia w wysokości 30 tys. zł za 1 MW.

- Wprowadzenie opłat byłoby ułatwieniem dla dużych inwestorów. Jeśli nie uporządkujemy spraw przyłączeń, nie ukrócimy handlu projektami farm, w których często nie ma nic poza warunkami przyłączenia, to nie ruszymy z energetyką wiatrową w Polsce - uważa prezes Maciej Stryjecki.

Na razie chcących budować farmy nie brakuje. W odpowiedzi na interpelację posła Romualda Ajchlera w sprawie farm wiatrowych resort gospodarki ujawnił, że od 2007 roku prawie do końca sierpnia 2009 roku do samej Enei Operator wpłynęło 630 wniosków o wydanie warunków przyłączenia farm wiatrowych. W 306 przypadkach zostały wydane warunki przyłączenia, w 144 przypadkach wnioski o zawarcie umowy przyłączeniowej zostały załatwione pozytywnie przez operatora, a w 26 przypadkach trwają spory co do treści umów przyłączeniowych dla farm wiatrowych.

@RY1@i02/2009/202/i02.2009.202.152.001a.001.jpg@RY2@

Opłacalność inwestycji w duże firmy wiatrowe

Ireneusz Chojnacki

ireneusz.chojnacki@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.