Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Energetyka

Pół Polski bez prądu

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Załamanie pogody w kraju. Efekt: pozrywane linie energetyczne, ewakuacja mieszkańców, chaos na drogach

Kilkaset tysięcy domów nie miało prądu. Na Podlasiu 95 tysięcy, na Mazowszu pół miliona, na Podkarpaciu 56 tysięcy, prawie tyle samo w Małopolsce. W niektórych miejscowościach elektryczności może nie być jeszcze dziś.

Eksperci podkreślają, że awarie tak wielkie jak ta mogą powtórzyć się w każdej chwili, bo jedna trzecia linii przesyłowych energii elektrycznej wymaga natychmiastowej modernizacji. Ale nie ma na to pieniędzy, bo naprawa tylko tych najstarszych fragmentów sieci pochłonęłaby 55 miliardów złotych. Dla porównania, w 2008 roku inwestycje wszystkich 14 dystrybutorów działających w Polsce planowane były na 3,9 mld zł. W tym roku na 4,3 mld.

Dlaczego rozmiary awarii były tak duże? Od wczesnego rana wiał bardzo silny wiatr, sypał śnieg z deszczem. Mokry i ciężki osadzał się na konarach drzew, które łamały się, zrywając kable energetyczne. - Dodatkowo sytuację pogarszał fakt, że na drzewach są jeszcze liście, które przytrzymują ciężkie warstwy śniegu - wyjaśnia prof. Władysław Mielczarski z Politechniki Łódzkiej.

Kolejna przyczyna to właśnie fatalny stan linii przesyłowych. - Są w tak złym stanie, że nie gwarantują niezawodnych dostaw prądu, aż 30 proc. z nich kwalifikuje się do wymiany - mówi Artur Różycki, prezes Polskiego Towarzystwa Przesyłu i Rozdziału Energii Elektrycznej. - Niektóre z nich nie były modernizowane od ponad 30 lat - dodaje.

Najbardziej ucierpiały te linie, które przechodziły przez lasy. Na Podlasiu została zerwana sieć o napięciu 400 tys. woltów, która dostarcza prąd dla Białegostoku i okolic. To dlatego przez kilka godzin nie było prądu w całych Siemiatyczach. Ucierpiał tam szpital. Jak nam relacjonował jego dyrektor Robert Maksimiuk, placówka przeszła na zasilanie z generatora prądotwórczego. W tym rejonie sytuacja zaczęła powracać do normy około godziny 14.

To był jednak krytyczny moment dla Mazowsza. O tej porze nawet 600 tys. domów było bez elektryczności. Awarie dosięgnęły okolic Warszawy: Wołomina, Otwocka, Wesołej, Sulejówka czy Celestynowa. Prądu nie było też w większych miastach, takich jak Mińsk Mazowiecki, Siedlce czy Garwolin. Tam nie działały sklepy, banki czy stacje benzynowe.

Stan był tak poważny, że głos zabrał premier. - To nie black-out, panujemy nad sytuacją - uspokajał Donald Tusk.

Jednak straty mogą wynieść nawet kilkaset milionów złotych. Najwięcej stracą elektrownie, które dostarczają prąd do rejonów zasypanych przez śnieg. Koszty awarii liczą też dystrybutorzy energii. To oni zapłacą za naprawę sieci.

Ale pogoda sparaliżowała nie tylko energetykę. Chaos panował także w komunikacji. Z opóźnieniem przyjeżdżały pociągi, na niektóre relacje PKP wysłały komunikację zastępczą, bo na torach leżały konary połamanych drzew.

Na Okęciu z powodu warunków pogodowych nie wylądowało 12 samolotów - zostały odesłane do innych portów lotniczych.

Z kolei władze Elbląga musiały ogłosić ewakuację leżącej na Zalewie Wiślanym Wyspy Nowakowskiej. Wiatr wtłaczał wodę z zalewu na ląd. Silna wichura spowodował sztorm na Bałtyku. Fale uszkodziły sopockie molo.

@RY1@i02/2009/202/i02.2009.202.000.001a.001.jpg@RY2@

700 tysięcy Polaków było odciętych od energii

Artur Grabek

artur.grabek@infor.pl

współpraca id, zir, ds, ich

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.