Chiny zamkną ponad dwa tysiące fabryk
Chiny podejmują bezprecedensowe kroki, by utrzymać konkurencyjność swojej gospodarki. Pekin nakazał zamknięcie ponad 2 tys. zakładów, które zużywały najwięcej energii i najbardziej szkodziły środowisku.
Do władz Państwa Środka dotarło, że marnotrawstwo energii oraz ignorowanie ekologicznych skutków rozwoju powoduje wzrost kosztów produkcji. A nie jest w stanie zniwelować tego zjawiska niskimi kosztami pracy, bo ostatnio pensje zwiększyły się nawet o połowę. Na dodatek Pekin musi się liczyć z tym, że z powodu energetycznego rozpasania na zbliżającej się konferencji klimatycznej Narodów Zjednoczonych zostanie potraktowany równie surowo jak kraje uprzemysłowione, jak np. Stany Zjednoczone.
- Przyspieszenie procesu zamykania zakładów, które zużywają ogromne ilości energii, jest konieczne dla utrzymania wzrostu gospodarczego. Ich zamknięcie jest też konieczne dla wprowadzenia niezbędnych zmian w naszym przemyśle, co zaowocuje poprawą jakości i zwiększeniem efektywności - poinformował w lakonicznym komunikacie resort przemysłu.
Właściciele mają czas do końca września na zamknięcie wskazanych zakładów - a są wśród nich m.in. stalownie, huty, papiernie, gorzelnie oraz garbarnie. Krnąbrni przedsiębiorcy nie będą dostawać bankowych kredytów, państwo nie będzie zlecać im produkcji, najbardziej opornym będzie odcinana energia elektryczna.
Pekin ma z czym walczyć - z danych Banku Światowego wynika, że chińskie firmy zużywają nawet 100 proc. więcej energii na wyprodukowanie takiej samej rzeczy niż fabryki w USA czy Japonii. Dlatego już w maju premier Wen Jibao zapowiedział, że żelazną ręką wymusi oszczędzanie. Jego celem jest jak najszybsze ograniczenie zużycia energii o co najmniej 20 proc. w porównaniu z rokiem 2005.
Rosnące koszty produkcji to niejedyny powód ostatniej decyzji Pekinu. Pod koniec ubiegłego miesiąca Międzynarodowa Agencji Energetyki (IEA) podała, że Chiny prześcignęły Stany Zjednoczone i stały się największym konsumentem energii na świecie.
Z danych IEA wynika, że w ubiegłym roku chińska gospodarka pozyskała energię z węgla, ropy oraz gazu ziemnego, elektrowni wodnych i nuklearnych, która odpowiada spaleniu 2,252 mld ton ropy naftowej. To o 4 proc. więcej niż pogrążona w kryzysie gospodarka USA (2,170 mld ton ropy naftowej).
Stało się teraz jasne, że skoro Chiny są największym konsumentem energii, to są też największym trucicielem na świecie. A to oznacza, że na jesiennej konferencji ONZ w Meksyku, na której być może uda się w końcu przyjąć ograniczenia w emisji dwutlenku węgla, będą potraktowane równie surowo jak uprzemysłowione państwa Zachodu. To wiązałoby się z nałożeniem na gospodarkę Państwa Środka takich samych restrykcji jak na USA czy Japonię. Do tej pory Pekin domagał się ulgowego traktowania, wskazując na swoje gospodarcze zacofanie. Teraz nie miałby już takiego alibi.
@RY1@i02/2010/155/i02.2010.155.000.011a.001.jpg@RY2@
Fot. AP
Chiny chcą ograniczyć zużycie energii o 20 proc.
Piotr Czarnowski
piotr.czarnowski@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu