Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Energetyka

Przez przepisy o redukcji emisji CO2 Europa traci na konkurencyjności

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 7 minut

Na toczącej się właśnie konferencji klimatycznej ONZ w Durbanie zapadną kluczowe decyzje dotyczące celów w zakresie zmniejszenia emisji dwutlenku węgla

Przyjęty przez Unię Europejską pakiet klimatyczno-energetyczny wciąż budzi wielkie emocje. Wielu ekspertów uważa, że stwarza on poważne zagrożenia dla konkurencyjności wytwarzania energii elektrycznej. Kraje UE narzucają sobie bowiem ostre rygory emisyjne, co skrupulatnie wykorzystają firmy z USA, Chin, Rosji czy Japonii, które trują na potęgę. - W efekcie nieprzemyślanych działań Brukseli w sprawie polityki klimatycznej może się obniżyć konkurencyjność unijnej gospodarki na rynku globalnym, a zwłaszcza gospodarki Polski - alarmuje rodzima branża energetyczna.

Biznes opowiada się za zmianami w pakiecie. Jak przekonuje nie chodzi o to, by produkować brudną energię, ale by zachować zdrowy rozsądek. Najlepszym sposobem redukcji emisji CO2 jest np. budowa bardziej efektywnych elektrowni. Międzynarodowa Agencja Energii ocenia, że 5-proc. poprawa efektywności elektrowni skutkować będzie 8-proc. spadkiem emisji CO2. O tym, w jakim kierunku pójdzie polityka klimatyczna Unii i reszty świata rozstrzygać będą członkowie ONZ podczas toczącej się od 28 listopada do 9 grudnia konferencji klimatycznej w Durbanie (RPA).

Przyjęcie pakietu Europa 20-20-20 wyznaczył UE cele do 2020 roku to: 20-proc. ograniczanie emisji gazów cieplarnianych w stosunku do poziomu z 1990 r., a także zwiększenie udziału energii odnawialnej w miksie energetycznym oraz 20-proc. zmniejszenie zużycia energii. Cele te są celami całej Unii Europejskiej, ale niekoniecznie wszystkich krajów członkowskich. I tak dla Polski ustalono wzrost zużycia energii ze źródeł odnawialnych z 7 do 15 proc. oraz zwiększenie efektywności energetycznej o 20 proc. Priorytety te zapisano w "Polityce energetycznej Polski do 2030 roku". UE chciałaby teraz dodatkowo zmniejszyć emisję dwutlenku węgla ponad ustalony już poziom. Parlament Europejski przegłosował rezolucję, w której wezwał UE do zwiększenia celu redukcji emisji CO2. W rezolucji PE podkreśla, że "bez względu na wynik międzynarodowych negocjacji, w interesie UE jest mierzyć wyżej niż cel 20 proc., bo przyniesie to jednocześnie nowe, zielone miejsca pracy oraz pobudzi wzrost i zwiększy bezpieczeństwo". Choć nie ma tam mowy o tym, do ilu procent cel ten miałby być zwiększony, to wiadomo, że Komisja Europejska prowadzi analizy dotyczące osiągnięcia 30-proc. redukcji do 2020 roku. Postulat ten nie ma jednak solidarnego poparcia wśród krajów UE. Polska gospodarka oparta na węglu mogłaby ucierpieć w wyniku dalszej redukcji emisji CO2. - Dlatego domagamy się, by KE przedstawiła analizę kosztów zwiększenia redukcji emisji z 20 do 30 proc. Będziemy naciskać na KE, by pokazała takie analizy, jak wyglądają korzyści i obciążenia w skali całej UE - zapowiada Joanna Maćkowiak-Pandera, wiceminister środowiska. Eksperci przyznają, że dopiero z takimi analizami w ręku można dyskutować o zwiększaniu klimatycznych ambicji Unii. Gotowe mają być w pierwszym półroczu 2012 r.

Analitycy podkreślają, że zwiększenie redukcji emisji CO2 do 30 proc. ma sens tylko wówczas, gdy cele polityki UE przyjmą również kraje spoza Wspólnoty. Ograniczenie emisji na jednym terytorium bez porównywalnych redukcji na innych obszarach jest kontrproduktywne. Ocieplenie klimatu nie jest zjawiskiem dotyczącym tylko strefy UE, lecz ma wymiar globalny. Doświadczenie Wielkiej Brytanii pokazuje, że ograniczanie emisji CO2 z produkcji na terenie kraju, w ramach dezindustrializacji, idzie w parze ze zwiększaniem emisji z brytyjskiej konsumpcji pochodzącej z importu, który jest bardziej emisyjny niż przeniesiona produkcja, jak ma to miejsce w przypadku sprowadzania stali wytwarzanej w Chinach, gdzie nie obowiązują restrykcyjne normy ochrony środowiska UE.

Tymczasem szanse na zainteresowanie krajów spoza strefy unijnej są niewielkie. Wiceminister Maćkowiak-Pandera przyznaje, że obecna sytuacja na świecie nie sprzyja podejmowaniu zobowiązań klimatycznych przez partnerów UE, głównie USA, Chiny, Japonię i Rosję. - W obecnej sytuacji chcielibyśmy, aby ktokolwiek przyłączył się do celu 20 proc. - zaznacza.

Za nieco ponad rok znikną darmowe uprawnienia do emisji dwutlenku węgla, które dziś otrzymujemy. To pokłosie rozpętanej przez Komisję Europejską w 2008 r. krucjaty przeciwko emisji gazów cieplarnianych. UE chce do 2020 r. ograniczyć emisję CO2 o jedną piątą, a Polska będzie za to słono płacić, nawet biorąc pod uwagę fakt, że część uprawnień otrzyma za darmo (z każdym rokiem będzie ich bowiem mniej - począwszy od 70 proc. w 2013 r. do 0 proc. osiem lat później). Do realizacji ambitnych celów ograniczania emisji gazów cieplarnianych KE przygotowała kij i marchewkę. Ten pierwszy to obowiązek kupowania od 1 stycznia 2013 r. uprawnień do emisji dla wszystkich, którzy nie mieszczą się w ustalonych normach. Marchewką jest możliwość handlowania uprawnieniami.

W kwietniu tego roku KE przyjęła warunki przyznawania darmowych uprawnień i znów polski przemysł nie może powiedzieć, że jest pieszczochem Brukseli. Eksperci ustalili, jakim firmom rozdać darmowe uprawnienia dla przemysłu. Uzgodnili w tym celu limity emisji CO2 zwane benchmarkami. Obliczono je dla całej UE, a nie poszczególnych krajów, co oznacza branie pod uwagę najbardziej przyjaznych środowisku technologii w rozwiniętych krajach. Benchmarki odzwierciedlają emisję 10 proc. najbardziej wydajnych instalacji w UE w latach 2007 - 2008. Z tego wynika, że ze względu na oparte na węglu technologie polskie firmy będą musiały kupić więcej uprawnień na aukcjach. W ten sposób setki milionów euro popłyną do gospodarek nowoczesnych, bo te będą dysponować częścią uprawnień przyznawanych za darmo według zasady: im mniej emisji CO2, tym więcej bezpłatnych praw do emisji. Polski rząd zaskarżył już decyzję do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości.

Michał Duszczyk

michal.duszczyk@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.