Dziennik Gazeta Prawana logo

Branżę chemiczną znów czekają problemy z kluczowym surowcem

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Rosjanie zapowiadają rekordowe ceny gazu. Na podwyżkę polscy odbiorcy muszą się przygotować jeszcze tej zimy. Skok z około 350 dol. do 500 dol. za 1000 m sześc. nastąpi prawdopodobnie już w grudniu.

Według Andrzeja Sikory, prezesa Instytutu Studiów Strategicznych, to bardzo zła informacja, zwłaszcza dla krajowych zakładów chemicznych, dla których gaz to podstawowy surowiec.

Zapowiedziana przez Gazprom podwyżka ma dotyczyć całego gazu sprzedawanego do Europy. Według koncernu wzrost cen to efekt szybujących notowań ropy naftowej, od których uzależniona jest cena gazu w kontraktach terminowych (nie inaczej jest w kontrakcie jamalskim zawartym między Polskim Górnictwem Naftowym i Gazownictwem a Gazpromem). Po czterech miesiącach tego roku baryłka kosztowała średnio 108,7 dol., choć cena w połowie kwietnia przekroczyła 127 dol. Ostatni raz za ropę płacono tyle pod koniec lipca 2008 r. Pod koniec 2008 roku mieliśmy również do czynienia z najdroższym w historii gazem.

- Wówczas też ceny surowca oscylowały wokół 500 dol. za 1000 m sześc. - wyjaśnia Andrzej Szczęśniak, niezależny analityk rynku paliw.

Tak wysokie ceny gazu mogą być zabójcze dla polskiej chemii, która jest głównym klientem PGNiG. Konkurencyjność rodzimych firm spadnie w stosunku do koncernów z innych krajów Europy, które taniej kupują gaz i dysponują alternatywnymi źródłami zaopatrzenia. Firmy chemiczne wciąż liczą, że PGNiG uda się wynegocjować zmianę formuły cenowej w kontrakcie jamalskim. Gdyby tak się stało, cena byłaby niższa o 10 proc. Jak zapewnia Joanna Zakrzewska z PGNiG, rozmowy w tej sprawie trwają.

- Wbrew doniesieniom medialnym nie mamy zamiaru rezygnować z negocjacji dotyczących obniżki cen gazu w całym kontrakcie jamalskim - podkreśla Joanna Zakrzewska.

Andrzej Sikora uważa jednak, że trudno będzie negocjować PGNiG zmianę formuły cenowej, bo Rosjanie notują istotny wzrost przychodów ze sprzedaży przy jednoczesnym wzroście zapotrzebowania na surowiec w Europie. PGNiG wierzy jednak w powodzenie rozmów z Gazpromem.

- Zarząd PGNiG w 2010 roku wynegocjował upust cenowy na dostawy gazu, które wypełniły lukę po wygaśnięciu 31 grudnia 2009 roku kontraktu ze spółką RosUkrEnergo. Upust obowiązuje do 2015 roku. Dzięki upustowi spółka może zaoszczędzić około 250 mln dol. Wymierne korzyści klienci PGNiG odczuli już 1 stycznia 2011 r., kiedy została wprowadzona obniżka cen gazu - wyjaśnia Joanna Zakrzewska.

Od czerwca czeka nas jednak podwyżka. Urząd Regulacji Energetyki rozpatruje bowiem nowy wniosek taryfowy PGNiG, który zakłada wzrost cen. A - jak przekonują eksperci - to na pewno nie ostatnia podwyżka w tym roku.

- Mamy nadzieję, że nie dojdzie do radykalnych zmian w taryfach cenowych dla odbiorców przemysłowych. Po ostatnich inwestycjach zwiększających zdolności produkcyjne konsumujemy już 1 mld m sześc. gazu ziemnego. Surowiec ten stanowi 46 proc. naszych kosztów i udział ten jest ściśle powiązany z ceną tego surowca. Nawet jeśli czekają nas podwyżki, to ceny gazu w kraju nie powinny w sposób istotny odstawać od cen tego surowca w pozostałych krajach UE. Efektywność naszych instalacji amoniakalnych jest bardzo wysoka (ok. 845 m sześc. na tonę amoniaku, podczas gdy średnia światowa to 1100). Dzięki temu możemy konkurować produktami przy cenach surowca nieznacznie wyższych niż w pozostałych krajach UE, ale jak konkurować z takimi producentami europejskimi, którzy np. w roku ubiegłym mieli ceny gazu dwukrotnie niższe od naszych? - pyta Wojciech Kozak, członek zarządu Zakładów Azotowych Puławy, odpowiedzialny za zakupy surowców strategicznych i produkcję.

W tej sytuacji trudno się dziwić planom firm chemicznych, które chcą same sprowadzać gaz. Polska Izba Przemysłu Chemicznego (PIPCh) ma już gotowy projekt budowy interkonektorów łączących nasz system gazowy z systemem niemieckim, a także czeskim i słowackim. Plan zakłada budowę tylko jednego rurociągu. Według Jerzego Majchrzaka, dyrektora PIPC, najbardziej prawdopodobny jest pierwszy wariant. Ten pozwoliłby importować do Polski m.in. gaz z Nord Streamu. Dzięki niemu od strony Niemiec chemia mogłaby sprowadzać nawet 3 mld m sześc. gazu rocznie. To o 0,5 mld więcej, niż zakłady kupują od PGNiG. Budowa takiego łącznika może kosztować około 100 mln euro (firmy chemiczne część pieniędzy chcą wyłożyć same, większość sfinansowałby inwestor - przyszły dostawca gazu - a także UE). - Koszty są niewielkie w stosunku do korzyści - zapewnia Jerzy Majchrzak.

Gotowe jest już studium wykonalności tej inwestycji. Wystarczy wybudować od 65 do 160 km rurociągu.

Według analityków są spore szanse na interkonektor ze Słowacją. Rurociąg o długości 170 km może kosztować 709 mln zł. To sporo, ale interkonektor z Czechami jest jeszcze droższy (należy ułożyć aż 240 km rur, co będzie kosztować prawie 1 mld zł).

@RY1@i02/2011/091/i02.2011.091.167.004b.001.jpg@RY2@

Chemia szuka tańszego gazu

Michał Duszczyk

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.