Zakład LNG zastąpi rury pod Morzem Czarnym
Zamiast morskiego odcinka rurociągu South Stream powstanie zakład LNG na czarnomorskim wybrzeżu Rosji. Opracowanie takich zmian w projekcie zlecił ministerstwu energetyki Władimir Putin.
Surowiec ma być dostarczany statkami, a nie tłoczony po dnie Morza Czarnego. To - zdaniem Putina - zlikwiduje dwie główne bariery na drodze do realizacji South Streamu: wysokie koszty oraz kapryśnych pośredników.
Projekt zmian ma trafić na biurko premiera najpóźniej do końca tygodnia. - Pomysł Władimira Putina ma sens. Rosjanie zaoszczędziliby nie tylko na kosztach projektu, ale też nie byliby już skazani na konkretnych odbiorców. W dodatku odpadłby problem z Turcją, która od lat żongluje swoim terytorium jako trasą przebiegu dwóch konkurencyjnych projektów - South Streamu i europejskiego Nabucco - mówi "DGP" Dmitrij Abzałow, analityk z Centrum Koniunktury Politycznej Rosji.
Rosjanie od niemal dwóch lat usiłują uzyskać zgodę Ankary na położenie gazociągu w gospodarczej strefie Turcji. Tymczasem - jak doniósł rosyjski dziennik "Kommiersant" - 9 marca Turcy ponownie odroczyli termin podjęcia ostatecznej decyzji. Na turecką zgodę przyjdzie Rosjanom czekać aż do listopada.
Jak zaznaczył Putin na spotkaniu z ministrem energetyki Siergiejem Szmatko, budowę zakładu LNG w Rosji należy zsynchronizować z europejskimi planami instalacji kolejnych terminali do odbioru gazu płynnego oraz integracji sieci energetycznej poprzez budowę interkonektorów gazowych.
Zgodnie z planami Unii do 19 istniejących terminali ma dołączyć kolejnych pięć, m.in. w Konstancy w Rumunii oraz w Warnie w Bułgarii. - To do tych dwóch portów mógłby trafić rosyjski gaz, na wypadek gdyby przeładowana statkami turecka cieśnina Bosfor została zablokowana dla Rosjan - mówi Abzałow.
Czarnomorski zakład LNG jest drugim - obok zakładu skraplania gazu na półwyspie Jamał - projektem Rosji służącym zdobyciu europejskiego rynku za pomocą nowych technologii. W obydwóch przypadkach monopol Gazpromu na eksport gazu zostanie przełamany. Jamalski projekt należy do największego niezależnego producenta gazu Nowatek. A korzystać z czarnomorskiego zakładu mogliby także Rosnieft oraz prywatny Łukoil.
Rosja poprzez Gazprom od lata usiłuje zająć strategiczne pozycje na światowym rynku gazu skroplonego. Działający od roku jedyny rosyjski zakład LNG na wyspie Sachalin pozwolił Rosjanom zdobyć 5 proc. rynku. Ale wskutek kryzysu w ostatnich dwóch latach Gazprom zrezygnował z dwóch projektów LNG - bałtyckiego w obwodzie leningradzkim oraz sztokmanowskiego na Morzu Barentsa.
Projekt South Streamu, którym rosyjski gaz ma popłynać do Europy z ominięciem tranzytowych usług Ukrainy, według pierwotnych planów miał przebiegać na dnie Morza Czarnego z Rosji do Bułgarii. Po czym podzielić się na dwie nitki: północną przez Serbię i Węgry do Austrii i Słowenii oraz południową przez Grecję do Włoch. Jego przepustowość to 63 mld m sześc. rocznie, a koszt budowy to ok. 15,5 mld dolarów.
Nino Dżikija
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu