Energia zielona czy czarna?
Gospodarka potrzebuje stabilnych i tanich dostaw energii elektrycznej. Wiatr i słońce takiej gwarancji nie zapewniają, a w polskich warunkach trudno o pewną alternatywę dla węgla
Na koniec marca 2013 r. łączna moc elektrowni produkujących zieloną energię w Polsce przekroczyła 4,6 tys. MW, a produkcja wyniosła 6,5 GWh energii elektrycznej. Oznacza to wzrost rok do roku o 18 proc. i udział w krajowym zużyciu prądu na poziomie 4 proc. (w 2011 roku było to 3,4 proc.). Kolejny rok z rzędu najistotniejszy przyrost mocy i produkcji odnotowała energetyka wiatrowa. Aż o 41 proc. wzrosła ilość wytwarzanego przez nią prądu. W 2012 r. wiatraki wygenerowały 4 GWh. Urząd Regulacji Energetyki na koniec marca naliczył aż 743 farm wiatrowych. Wybudowane w nich wiatraki mają moc niemal ponad 2,6 tys MW. To aż o 1000 MW więcej niż rok wcześniej (wzrost o ponad 40 proc.). Na wsparcie zielonych źródeł energii odbiorcy energii dorzucają rocznie około 5 mld zł.
Wysokie koszty wsparcia byłyby do przełknięcia w imię walki z globalnym ociepleniem, gdyby nie "efekty uboczne" zielonego boomu. Energia wytwarzana w farmach wiatrowych i słonecznych w opinii coraz większej liczby ekspertów rozmontowuje elektroenergetyczny system, grożąc poważnymi konsekwencjami dla całej gospodarki w krótkiej i długiej perspektywie.
Dlaczego? Hurtowa cena energii z wiatru i słońca jest bardzo niska, bo wykorzystane do ich produkcji paliwo jest za darmo. Opłaca się tylko dlatego, bo do kieszeni właścicieli czystych elektrowni płyną subsydia, a to daje gwarancje spłaty zaciągniętych kredytów i atrakcyjny zwrot z zainwestowanego kapitału. Efekt - w ciągu dekady udział energii ze źródeł odnawialnych w całkowitej finalnej konsumpcji energii w UE podwoił się i w 2012 r. zbliżył się do 15 proc. Kraje Unii obowiązuje kontrakt, że do 2020 r. ten poziom wyniesie 20 proc.
Problem w tym, że tania i w dodatku uprzywilejowana energia z OZE (operator systemu musi ją wpuścić do sieci bez kolejki) zbija ceny prądu wytwarzanego w tradycyjnych elektrowniach węglowych, gazowych oraz atomowych. I tu pojawia się problem, bo energii nie można magazynować i kiedy potrzeba jej najwięcej, np. gdy ludzie wracają po pracy do domów, kosztuje drożej niż wtedy, gdy śpią.
Dziś ani nawet jutro wiatraki i panele nie wystarczą do zaspokojenia potrzeb obywateli i przedsiębiorstw w szczycie, gdy zapotrzebowanie sięga zenitu. Z drugiej strony utrzymywanie gigantycznych elektrowni konwencjonalnych, czyli wykorzystujących węgiel, gaz czy atom, nie będzie się opłacać, jeśli mają służyć tylko do zapewnienia bezpiecznych dostaw energii, gdy potrzeba jej najwięcej. Właściciel będzie musiał do niej dokładać. Żeby interes się kręcił, bloki węglowe muszą pracować co najmniej przez 7 tys. godzin w roku. Dzisiaj z powodu rosnącego udziału energii z OZE coraz częściej muszą stać bezczynnie, zwłaszcza te z wyższymi niż średnie kosztami.
Paweł Smoleń, prezydent Euracoal - Europejskiego Stowarzyszenia Węgla Kamiennego i Brunatnego, uważa że od energetyki konwencjonalnej nie ma jednak ucieczki.
- Jeżeli nawet w 2050 roku w Niemczech energetyka odnawialna będzie miała 80-proc. udział w produkcji energii elektrycznej, to - jak pokazują tamtejsze analizy - i tak trzeba będzie wybudować kilkadziesiąt nowych elektrowni konwencjonalnych, żeby zapewnić produkcję energii na wypadek braku produkcji w niestabilnych, zależnych od pogody źródłach OZE - mówił Smoleń branżowemu serwisowi wnp.pl.
Energetyka węglowa nie tylko służy do zabezpieczenia stabilnych dostaw energii, ale w porównaniu z innymi technologiami jest tania. Pod względem kosztu instalacji mocy średniej węgiel kamienny jest droższy jedynie od gazu i wynosi 8,3 mln zł. Numerem jeden jest pod względem kosztu wyprodukowanej energii, która wynosi ponad 280 zł za MWh. Droższy jest prąd z atomu i gazu. Zdecydowanie więcej zapłacimy za energię z odnawialnych źródeł energii. Na korzyść węgla kamiennego bardzo dobrze wypada również porównanie średniego współczynnika wykorzystania mocy zainstalowanej, czyli mocy szczytowej osiągalnej przy optymalnych warunkach. Podczas gdy w farmach wiatrowych wynosi on ok. 0,25, co oznacza, że dla uzyskania średniej mocy 1 MW trzeba zainstalować wiatraki o mocy 5 MW, to w przypadku węgla aż 0,8. Najsłabiej wypada wskaźnik dla paneli fotowoltaicznych.
@RY1@i02/2013/103/i02.2013.103.21400040m.802.jpg@RY2@
Maciej Szczepaniuk
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu