Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Energetyka

Widmo bankructw na górniczym zapleczu

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Firmy żyjące z węglowych zleceń i świadczące na rzecz tej branży usługi starają się zapełnić lukę w zleceniach

W sytuacji zagrożenia utratą pracy żyje teraz nawet 150 tys. osób. To więcej niż pracuje we wszystkich kopalniach węgla w Polsce - komentuje Tadeusz Donocik, prezes Regionalnej Izby Gospodarczej w Katowicach. Przedsiębiorstwa pracujące dla kopalń nie dostają wynagrodzenia albo otrzymują je z dużym opóźnieniem. - Członkowie izby, którzy dostarczają maszyny, odzież, świadczą usługi, czekają na pieniądze nawet ponad 180 dni - dodaje szef katowickiej RIG.

Skala zjawiska rośnie. Do izby dochodzą sygnały, że niektóre firmy mogą być zagrożone upadłością.

Są też problemy innej natury. Z powodu strajku w JSW koncern ArcelorMittal Poland zmuszony był sięgnąć po zagraniczny węgiel. Ta wymuszona sytuacją zmiana może obniżyć jakość produkowanego przez tę grupę koksu i spowodować awarie baterii koksowniczych. - Uszkodzenie wszystkich dziewięciu baterii oznaczałoby wielomiliardowe straty - mówi nam Sylwia Winiarek, rzeczniczka ArcelorMittal Poland.

- Dla piekarni, małej firmy rzeźniczej czy wędliniarskiej zamknięcie kopalni to dramat - dodaje Michał Wójcik, dyrektor naczelny Izby Rzemieślniczej oraz Małej i Średniej Przedsiębiorczości w Katowicach. Dla takich zakładów kopalnia bywa głównym, a nawet jedynym odbiorcą. Położone w sąsiedztwie sklepy zarabiają też na realizacji bonów na posiłki regeneracyjne przysługujące pracownikom górnictwa. - Wśród protestujących na ulicach śląskich miast było też wielu rzemieślników - uważa Wójcik.

- Kopalnie oszczędzają, zmniejszają zamówienia, a serwisy sprzętu wykonują własnymi siłami, nie licząc się z utratą gwarancji - opowiada Tadeusz Sobierajski, prezes spółki Telkom-Telos, która produkuje specjalistyczne aparaty telefoniczne m.in. dla górnictwa. Dziś rodzime kopalnie odpowiadają najwyżej za 15 proc. przychodów firmy, a dwa razy tyle uzyskuje ona z kontraktów z przedsiębiorstwami wydobywczymi z Czech, Węgier, Ukrainy i Turcji.

Zagraniczne przychody Grupy Kopex, czołowego producenta maszyn górniczych, wzrosły w 2013 r. do 47 proc., trzy lata wcześniej wynosiły 33 proc. - Eksport jest gwarantem naszego dalszego wzrostu - przyznaje Mirosław Bendzera, prezes konkurencyjnego Famuru. Z zagranicy pochodzi ok. 15 proc. przychodów firmy.

- Jeszcze nie ma konieczności dokonywania zwolnień, ale jesteśmy na granicy - nie ukrywa Jerzy Kulisz, szef Opa Ekspert, spółki specjalizującej się w remontach maszyn i urządzeń górniczych. - Gdy skończą się te zlecenia, które realizujemy teraz, a nie będzie nowych, część pracowników będzie musiała odejść - dodaje. A kopalnianych zleceń tego typu, jak realizowane przez Opa Ekspert, jest coraz mniej. - W ciągu ostatnich trzech miesięcy ich liczba spadła o 50-60 proc. - wylicza Kulisz. Dlatego jego przedsiębiorstwo już w 2014 r. rozszerzyło działalność o roboty elektryczne dla szkół, spółdzielni czy wspólnot mieszkaniowych.

Także spółki transportowe starają się różnicować źródła dochodów i zapełnić lukę węglową. - Węgiel to dla nas podstawowy transportowany produkt, stanowi niemal połowę przewożonej masy - przyznaje Jacek Neska z zarządu PKP Cargo.

Gwarancją zleceń krajowych dla spółki są grupy energetyczne, które budują nowe bloki węglowe np. w Opolu i Jaworznie. Problemem jest załamanie się eksportu węgla, który z powodu wysokich kosztów wydobycia nie wytrzymuje konkurencji z tym z zagranicy.

W 2014 r. PKP Cargo przetransportowało 51,3 mln ton węgla kamiennego, czyli o prawie 6 proc. mniej niż rok wcześniej. To właśnie ta firma obsługuje większość węglowych zleceń eksportowych - głównie do bałtyckich portów, ale też do Czech i do Niemiec. W 2013 r. przetransportowała tak 10 mln ton, a w zeszłym aż o połowę mniej. To oznacza, że utracone z powodu węglowej zapaści przychody mogą sięgnąć 175 mln zł.

Przewoźnik kolejowymi węgarkami wysyła do klientów inne produkty. - Dzięki transportom kruszyw, rudy i drewna udało nam się zrekompensować część spadków - twierdzi Neska. Tych pierwszych grupa przewiozła w 2014 r. o 10 proc. więcej niż rok wcześniej. O tyle samo wzrosły przewozy drewna. Od jesieni wagonami PKP Cargo ruszyły też transporty kamienia hydrotechnicznego do umocnienia brzegów morskich - z Dolnego Śląska np. w okolice Ustki i Łeby. Mimo to udział firmy w przewozach spadł w 2014 r. pod względem masy do 47,9 proc.

Problem ma też numer dwa - firma DB Schenker Rail Polska, której "masowy" udział w polskim rynku zmniejszył się w 2014 r. z 19,2 do 18,5 proc. - Przewozy dla tradycyjnych kolejowych rynków węgla i stali stanowią istotną część naszego portfela, ale już nie dominują - informuje prezes firmy Marek Staszek.

Spółka podjęła kroki w celu dywersyfikacji portfela zamówień i wykorzystuje do tego dostęp do międzynarodowej sieci DB Schenker. - Dzisiaj ponad 50 proc. przewozów firmy stanowią te transgraniczne, wśród których istotną grupą są towary wysoko przetworzone. Nasz udział w rynku transportów intermodalnych przekracza 20 proc. - wylicza Staszek.

Do nowej sytuacji musi dostosować się też Grupa CTL z 5,7-proc. udziałem w rynku, która też w dużej mierze bazuje na przemyśle górniczym. Jej prezes Jacek Bieczek już wcześniej zapowiadał rozbudowę oferty logistycznej. W 2014 r. zawarła umowę m.in. na obsługę elektrowni należących do EDF i dwuletni kontrakt na wożenie szyn dla ArcelorMittal.

@RY1@i02/2015/022/i02.2015.022.00000020b.806.jpg@RY2@

Andrzej Grygiel/PAP

Na ulicach śląskich miast przeciwko głębokim cięciom w branży węglowej oprócz górników demonstrowali także przedsiębiorcy, których firmy funkcjonują w głównej mierze dzięki kopalnianym zleceniom

Rząd odpowiada rolnikom: nie mamy z czego pomagać

Rolnicy zapowiadają nasilenie protestów. Wczoraj blokowali drogę krajową nr 2 pod Siedlcami, dziś mają manifestować przed urzędami wojewódzkimi. A jutro ponownie będą blokowane drogi. Protest prowadzą dwie organizacje: Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych Rolników i Organizacji Rolniczych oraz NSZZ Solidarność Rolników Indywidualnych.

Zakres żądań protestujących jest bardzo szeroki. Główne to:

Rekompensaty za dwuletni zakaz uboju rytualnego (straty szacowane są na 1 mld zł). - Trybunał Konstytucyjny uznał przepisy za niekonstytucyjne, co umożliwiło wznowienie produkcji. Ale orzeczenie otwiera dopiero drogę do powrotu na rynki, na które eksportowano wołowinę.

Przywrócenie opłacalności na rynkach rolnych, m.in. mleka i trzody chlewnej. Niskie ceny na tych rynkach są efektem sytuacji w całej Europie. Także rosyjskiego embarga. Rolnicy chcieliby interwencji rządu np. w postaci dopłat do eksportu wieprzowiny.

Odszkodowania za szkody wyrządzone przez dziki w uprawach. - Rząd ma 100 mln euro na pożyczkę dla Ukrainy, a nie ma 7 mln zł, by zrekompensować nam zniszczone uprawy - mówił szef protestującego OPZZ Sławomir Izdebski.

Protestujący chcą również zakazu sprzedaży ziemi cudzoziemcom oraz zakazu prywatyzacji lasów.

Rząd jest skonsternowany protestami. Minister rolnictwa Marek Sawicki mówił wczoraj, iż nie może łudzić rolników, że w cudowny sposób znajdą się dodatkowe pieniądze. Zadeklarował pomoc, o ile będzie to możliwe. Podkreślał, że już obecnie w różnych formach trafia do nich 53,5 mld zł, podczas gdy roczna wartość produkcji to 160 mld zł.

Rząd przygotował i wysłał do Sejmu projekt ustawy o Funduszu Stabilizacji Dochodów Rolniczych. Ma na niego wpływać część dochodów ze sprzedaży produktów rolnych. Rolnicy, których dochody m.in. z powodu zaburzeń rynkowych spadły o ponad 30 proc., mogliby liczyć na rekompensaty z tego funduszu. Warunkiem byłoby udokumentowanie transakcji, czyli prowadzenie przynajmniej uproszczonej rachunkowości w gospodarstwie. Rocznie do funduszu wpływałoby 100 mln zł.

W kwestii zakazu sprzedaży ziemi cudzoziemcom Polska nie może wprowadzić tego w sposób bezpośredni z uwagi na prawo unijne. W Sejmie jest jednak projekt zgłoszony przez PSL, który przewiduje jeszcze większe niż obecnie restrykcje w obrocie ziemią. Odbywałby się on za pośrednictwem Agencji Nieruchomości Rolnych, a sąsiedzi sprzedającego mieliby prawo pierwokupu. W pośredni sposób utrudniłoby to nabywanie ziemi cudzoziemcom.

Gos IAR

Bartłomiej Mayer

Konrad Majszyk

dgp@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.