PGE gra w zielone. Liczy na rząd i pieniądze z Unii
Polska Grupa Energetyczna chce być głównym rozgrywającym na polskim Bałtyku. Liczy na kilkaset milionów euro kredytu od EBI, a w przyszłości nie wyklucza kupowania udziałów w innych projektach
Największa z kontrolowanych przez państwo grup energetycznych ma aż trzy projekty morskich farm wiatrowych na Bałtyku. W przypadku dwóch z nich (w sumie 2,5 GW) prowadzi wyłączne negocjacje z globalnym liderem na tym rynku, duńską firmą Ørsted. Po wybudowaniu ok. 3,5 GW w ramach własnych projektów PGE nie wyklucza finansowego udziału w innych projektach na polskim Bałtyku.
W harmonogramie na przyszły rok spółka celowa grupy, PGE Baltica, przewiduje dokończenie badań geologicznych, zawarcie umowy o przyłączenie do sieci drugiego z projektów przewidywanych do realizacji z Ørstedem (pierwszy ma już taką umowę), a także zakończenie badań wietrzności na Bałtyku. W latach 2023–2024 PGE Baltica chciałaby domknąć finansowanie i mieć uzyskane pozwolenie na budowę oraz zawarty z rządem kontrakt różnicowy na odbiór energii z farm na morzu na co najmniej 20 lat. Na takich umowach opiera się system wsparcia dla morskich farm m.in. w Wielkiej Brytanii, Niemczech i Holandii. Jeśli aktualna cena rynkowa różni się od uzgodnionej w długookresowym kontrakcie, jedna ze stron wyrównuje różnicę. Rynek takiego samego rozwiązania oczekuje w Polsce.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.