Kryzysowy test zarządów
Wyraźnie widać, że kryzys przerósł część menedżerów i obnaża słabość kadr zarządzających. W sumie nie ma się co dziwić, bo wielu z nich po raz pierwszy w życiu spotyka się z drastycznym spadkiem popytu, kłopotami z płynnością czy radykalnymi działaniami banków zmierzającymi do wcześniejszego odzyskania pożyczonych firmom pieniędzy.
Zarządy spółek w nadzwyczajnej sytuacji, jaką jest obecny kryzys, starają się stosować znane z podręczników narzędzia obniżania kosztów. Klasyczną metodą jest cięcie zatrudnienia, zamrażanie lub wręcz obniżka płac, a także zmniejszanie wszelkich wydatków niezwiązanych z podstawową działalnością. Czasami działania podejmują zbyt późno, bo wcześniej nie docenili ryzyka, licząc zapewne na to, że jakoś tam będzie.
Nie każdy sięga po zwolnienia. Są firmy, w których panuje przekonanie, że dobrą kadrę łatwo stracić, a trudno odbudować. Na dodatek zwolnienie to nie tylko koszty odpraw, ale – w przyszłości – wydatki na ponowne szkolenia nowo przyjętych. Przedstawiciele tak myślących zarządów przyznają, że to podejście jest niepopularne wśród akcjonariuszy nastawionych na krótkoterminowe zyski. Ci lubią proste, ale efektowne medialnie rozwiązania, które krótkoterminowo zagwarantują im dywidendę i jeśli nie wzrost, to przynajmniej stabilizację kursu akcji.
Z drobnymi wyjątkami nie słyszałem jednak, by działania zarządów zmniejszające koszty wynagrodzeń dotyczyły członków zarządu. Tymczasem jest to praktyka nierzadka w zachodnich firmach i jest to publicznie ogłaszane. Co ciekawe, w części firm znikają bonusy pieniężne, jakie zarządy dostają za zrealizowanie wyznaczonych im celów premiowych. Zamiast premii gotówkowej menedżerowie mogą – jeśli zrealizują cele – dostać premię w akcjach.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.