Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Biznes

Arabski biznesmen atrakcyjniejszy dla Anglików niż rosyjski oligarcha

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Arabski inwestor stał się cennym dobrem w europejskim futbolu. Egon Franck, profesor ekonomii na uniwersytecie w Zurychu, powiedział, że wkrótce większość klubów będzie miała zagranicznych właścicieli miliarderów.

A najlepszy właściciel to taki, który w dobie kryzysu przejmie na siebie długi, do tego dokupi kilka gwiazd, będzie kontaktowy i przewidywalny. Na przykład arabski szejk. Jak powiedziała nam jedna z osób będąca blisko UEFA, duże europejskie kluby z jednej strony walczą z kryzysem tak jak powinny - tnąc wydatki na pensje, rozwijając marketing itd. Jednak z drugiej strony zatrudniają ludzi odpowiedzialnych za znalezienie nowego, nieliczącego się z pieniędzmi właściciela. Tacy specjaliści muszą znać się między innymi na rynku arabskim.

- To nowy typ skautów: poszukiwacze bogatych inwestorów - twierdzi nasz rozmówca. Tacy "skauci" zaczynają działać w klubach, które chcą być wielkie już jutro i nie zamierzają mozolnie, rok po roku budować swojej potęgi.

- W niedalekiej przyszłości utrzymają się tylko dwa modele finansowania klubu. Pierwszy działa obecnie tylko w kilku klubach, takich jak Manchester United czy Barcelona. Polega na stworzeniu dużej, medialnej marki, dzięki której można zarabiać na nowych piłkarzy - twierdzi Franck. - Natomiast ten drugi model sprowadza się do prostego działania: znajdźmy sobie arabskiego szejka, który kupi nasz klub i będzie go traktować jak zabawkę.

Podobno takich poszukiwaczy przebogatych inwestorów przybywa w klubach włoskich, hiszpańskich, francuskich i holenderskich. One wciąż muszą mieć do czynienia z właścicielami, którzy są albo politykami, albo deweloperami, albo... producentami filmowymi (prezes Napoli). Często skąpymi, bojaźliwymi i nieprzewidywalnymi.

W najlepszej sytuacji są Anglicy. Do najbogatszej ligi świata wielcy miliarderzy i bilionerzy wręcz lgną. - Nad Zatoką Perską panuje wielka miłość do Premier League - uważa James Montague, autor książki "Futbol w strefie wojny". - W tej miłości nie chodzi o zysk, ale o prestiż. Na przykład Abu Dhabi Group, konsorcjum, które należy do rodziny królewskiej, zamierza po prostu wsadzić flagę w piasek i zaznaczyć swoją obecność na mapie.

W 1997 roku Mohammed Al-Fayed kupił - wówczas drugoligowy - Fulham. Obecnie londyński klub występuje w ekstraklasie, a jego wartość jest trzy razy większa niż dziesięć lat temu. Jednak falę przejęć angielskich klubów przez milarderów rozpoczął dopiero Roman Abramowicz, który w 2003 roku kupił Chelsea Londyn. Po nim kluby kupowali inni Rosjanie, Hindusi, Tajowie, a przede wszystkim Arabowie. W zeszłym roku Szejk Mansour bin Zayed Al-Nahyan za 210 mln funtów kupił Manchester City. To brat władcy Abu Dhabi. Tego lata wydał 120 mln funtów na transfery.

Latem bliskowschodnie konsorcjum Munto Finance kupiło czwartoligowe Notts County. Na początek zatrudniono Svena-Gorana Erikssona w roli dyrektora klubu. Obecnie książe saudyjski Faisal Bin Fahad Al Saud negocjuje z amerykańskimi właścicielami Liverpoolu. Obie strony ponoć podpisały już wstępne porozumienie. Wkrótce Portsmouth ma zostać przejęte przez Ali Al Faraja, przedsiębiorcę z Arabii Saudyjskiej. Al-Faraj odkupi klub od Sulaimana Al-Fahima.

- To naturalna kolej rzeczy. Bogaci milionerzy, którzy wciąż przejmują się kryzysem, są zastępowani przez jeszcze bogatszych miliarderów, którzy kryzysem nie przejmują się w ogóle - uważa Franck. I jeśli kryzys nie ustąpi, proces będzie postępował. Czy się to komuś podoba, czy nie. Działaczom i kibicom pozostaje tylko mieć nadzieję, że nowi dobrodzieje okażą się Arabami.

W Anglii szejkowie wzbudzają o więcej sympatii niż rosyjscy oligarchowie. Rosjanie wciąż są podejrzani, bardziej zamknięci we własnym kręgu. Zwraca się uwagę, że arabscy biznesmeni są o wiele lepiej wykształceni i komunikatywni - Roman Abramowicz dokształcał się dopiero po trzydziestce. Książe Al-Saud kształcił się w Bostonie, Sulaiman Al-Fahim jest doktorem, prezesem związku szachowego w ZEA (niedawno grał towarzysko z Kasparowem i Karpowem). To nie są ludzie, którzy strzelają z wiatrówki do dziennikarzy ze swoich ekskluzywnych jachtów. Raczej siadają w klubowej koszulce między kibicami.

Fani to doceniają. Oczywiście nie liczy się to, jakim kto jest człowiekiem, ale ile pieniędzy może zainwestować w klub. A dla większości klubów taki szczodry Arab może z przeciętnego klubu zrobić nową Chelsea. - Przewaga szejków nad Rosjanami jest taka, że Rosjanie w czasie kryzysów zaczynają liczyć pieniądze. Szejkowie raczej nie - uważa Franck. Dla tych, którzy są przeciwni zagranicznym inwestorom w klubach, pozostaje już chyba tylko przyśpiewka fanów Celticu, którzy na początku ostatniego meczu z Manchesterem City krzyczeli ironicznie (na melodię "Yellow Submarine" The Beatles): "All we need is an Arab millionaire... An Arab millionaire" (wszystko czego potrzebujemy, to arabski milioner). Niestety, ostatecznie Celtic przegrał 1:2.

@RY1@i02/2009/195/i02.2009.195.000.019a.001.jpg@RY2@

Sulaiman Al-Fahim

Action Images/Forum

Kibice mieli nadzieję

Na pomoc szejków bardzo liczą włoskie kluby. Niedawno pojawiła się informacja, że arabskie konsorcjum ma przejąć Milan. Kibice mediolańskiego klubu przez chwilę byli w siódmym niebie - wreszcie ich drużynę przejmie ktoś rozsądniejszy niż Silvio Berlusconi. Niestety właściciel Milanu zaprzeczył doniesieniom mediów.

Daniel Rupiński

daniel.rupinski@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.