Klienci wolą firmę, która dzieli się z biednymi
Skończyły się już czasy, kiedy jedyną społeczną odpowiedzialnością biznesu była odpowiedzialność za zysk i pomnażanie majątku. Trzeba też pomagać tym, którym się nie poszczęściło - uważają właściciele Atlasu
Warren Buffett, jeden z najbogatszych ludzi świata, zawsze uważał pieniądze za rodzaj czeków wystawionych mu przez społeczeństwo, więc od lat jest także najhojniejszym filantropem. Z podobnego założenia wychodzą właściciele Grupy Atlas. Dostałeś do ręki miliony? Nie wszystko ci się należy. Część oddaj państwu, część przekaż na pomoc tym, którzy jej potrzebują. Dla twórców Fundacji Dobroczynności Atlas działalność charytatywna to forma obywatelskiego podatku. W ciągu czternastu lat jego wartość wyniosła 45 mln zł.
Kilkanaście lat temu, kiedy społeczną odpowiedzialność biznesu kojarzono z amerykańskim snobizmem, a fundacje z pralniami pieniędzy, potrzebujący po prostu słali listy. Do burmistrza, pracownika opieki społecznej, księdza lub prezesa firmy. Atlas dostawał ich wyjątkowo dużo, bo szybko zdobywał kolejne procenty lukratywnego rynku. Im więcej przedsiębiorstwo sprzedawało kleju i zaprawy tynkarskiej, tym większą popularnością cieszyło się wśród biednych i chorych. - Z dziesiątków listów zrobiły się nagle setki. Przyjęliśmy wówczas zasadę "nulla dies sine... pomoc". I z tą łacińsko-polską sentencją wyciągaliśmy z worka jeden list, odpowiadaliśmy na prośbę, nie analizując dokładnie, komu daliśmy pieniądze i na co. Po jakimś czasie doszliśmy do wniosku, że trzeba to robić z większym sensem - opowiada jeden ze wspólników Grupy Atlas Roman Rojek.
W 1996 roku powstała więc Fundacja Dobroczynności Atlas, której prezesem jest żona Rojka Jolanta. Największym źródłem dochodu fundacji są datki od głównych właścicieli Atlasa: Grzegorza Grzelaka, Andrzeja Walczaka, Romana Rojka oraz Mariusza Jurkowskiego. Wpływają regularnie co miesiąc. W tym roku to już ponad 2 mln zł. - Czasy, kiedy jedyną społeczną odpowiedzialnością biznesu była odpowiedzialność za zysk i pomnażanie majątku, zbliżają się ku końcowi - mówi "DGP" wiceprezes Atlasu Jacek Michalak.
W konkursie Liderzy Filantropii 2010 Grupa Atlas zajęła bardzo wysokie, piąte miejsce w kategorii firm, które przekazały na cele społeczne największy procent swoich dochodów - 2,08 proc. Firma wyprzedziła m.in. Danone (1,17 proc.) i EnergięPro (1,08 proc.).
Wachlarz beneficjentów fundacji jest szeroki. Wśród milionerów modne stało się dotowanie Kościoła, ale właściciele Atlasu wolą wspomagać domy dziecka, szkoły i ośrodki wychowawcze. Najbardziej znanym przedsięwzięciem jest wybudowanie w 2004 roku kosztem 4 mln zł pierwszego hospicjum w Sopocie dla osób z chorobami nowotworowymi. Czyn spektakularny nie tylko dlatego, że otrzymał błogosławieństwo abp. Tadeusza Gocłowskiego, ale też stał się podstawą do przyznania fundacji tytułu dobroczyńca roku.
W tym roku fundacja pomogła czterystu rodzinom, w minionym ponad sześciuset, a w sumie w ciągu ostatnich 14 lat - ponad piętnastu tysiącom. Nikt już nie sięga do worka z listami i nie losuje szczęśliwca, któremu zostaną wysłane pieniądze. Czasy się zmieniły: teraz liczy się efektywność pomocy. Sam list już nie wystarczy. Potrzebny jest kwestionariusz. Co, kto, jak, kiedy, dlaczego. Jesteś chory? Udowodnij. A nawet jak udowodnisz, to i tak pieniędzy jeszcze nie dostaniesz. Fundacja sprawdzi cię najpierw u osób trzecich - w domach opieki czy ośrodkach społecznych.
Po otrzymaniu pieniędzy trzeba pokazać, na co zostały wydane - najlepiej wysyłając fundacji rachunki i faktury. Wtedy filantrop ma pewność, że jest filantropem, a nie głupcem. Na tym bowiem, zdaniem właścicieli Atlasu, polega nowoczesna pomoc - nie na dobrym geście, ale na skuteczności. W końcu zarabianie to tylko rzemiosło, a sensowne i skuteczne wydawanie pieniędzy stało się sztuką. Buffet 80 proc. swojego majątku nie przekaże rodzinie, zielonym, Kościołowi, MCK, ani tym bardziej ONZ, tylko fundacji Billa i Melindy Gatesów. Wie bowiem, że organizacja twórcy Microsoftu to sprawnie działające przedsiębiorstwo, które ogląda każdego dolara dwa razy i nie znosi marnować kapitału. Pieniądze z fundacji nie trafią więc jako gotówka do somalijskiego watażki, który kontroluje dystrybucję pomocy humanitarnej, tylko w formie sprzętu do szpitala w Mogadiszu.
Nowoczesna filantropia (albo po prostu filantrokapitalizm - jakby Buffet powiedział) jest również transparentna. Fundacja Atlasu jako organizacja pożytku publicznego musi publikować coroczne raporty ze swojej działalności. W sprawozdaniu za miniony rok można przeczytać m.in., że na osoby znajdujące się w ubóstwie i chorobie wydano ponad 3,2 mln zł, a na instytucje nieco ponad 200 tys. Poza tym w każdej chwili można sprawdzić, ile fundacja wydała rok po roku od początku swojego istnienia. W 1996 roku było to 161 tys. zł, rok później (powódź) już 2,43 mln. Poniżej tej kwoty fundacja zeszła tylko dwa razy.
Zdaniem Rojka pieniądze wydane przez fundację są swoistym podatkiem płaconym przez właścicieli Grupy Atlas, którzy mieli więcej szczęścia niż inni. Według drugiego z właścicieli, Andrzeja Walczaka, to po prostu odruch serca i bezinteresowność. Jednak te pieniądze są również inwestycją w markę, budowanie wizerunku firmy społecznie zaangażowanej. Zdaniem Michalaka obywatelskie podejście do biznesu staje się coraz częściej warunkiem pomyślnego prowadzenia interesów. Ale to nie tylko duch filantropii budzi takie obywatelskie postawy. Nie trzeba znać teorii socjobiologii, aby wiedzieć, że ludzie nigdy nie są zupełnie bezinteresowni. A już na pewno nie ma zupełnej bezinteresowności w biznesie.
- To postawy i opinie konsumentów zdecydowały o takim kierunku aktywności. Z licznych badań wynika, że klienci są skłonni preferować te firmy, które pracują dla dobra społecznego. Konsumenci oczekują bowiem od znanych marek tego samego co od państwa: uczciwości, troski, przestrzegania reguł etycznych i elementarnej sprawiedliwości - twierdzi Michalak. Wszystko więc sprowadza się do prostej zasady: im więcej oddasz, tym więcej sprzedasz. Twój datek wróci prędzej czy później w innej formie.
Właściciele Atlasu oddają swoje pieniądze (i promują firmę) nie tylko poprzez fundację. Mówią jednak o tym niechętnie. Wiadomo, że dzieckiem Walczaka jest łódzka galeria Atlas Sztuki. Jedni uważają ją za bardzo ważne miejsce na kulturalnej mapie Łodzi i w ogóle jedną z najlepszych prywatnych, niekomercyjnych galerii w Polsce. Inni krytykują ją za to, że próbuje być narzędziem marki Atlas w kreowaniu wizerunku mecenasa sztuki.
Jakkolwiek jednak by patrzeć, działalność filantropijna Walczaka i pozostałych właścicieli Grupy Atlas przynosi firmie spore korzyści. Wartość marki szacowana jest obecnie na około 230 mln zł. Na pewno nie tylko dzięki klejom i gładziom szpachlowym.
@RY1@i02/2010/225/i02.2010.225.186.0014.001.jpg@RY2@
Fot. Stanisław Bielejec
Kilkanaście lat temu ludzie w potrzebie słali listy do burmistrza, księdza i prezesa firmy. Filantropijna działalność Atlasu zaczęła się od materialnej odpowiedzi na taką korespondencję
Daniel Rupiński
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu