Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Biznes

John Rose musi znowu ratować Rolls-Royce’a

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

ZAWSZE GŁOŚNO i OSTRO BRONIŁ interesów swojej firmy. I znów będzie miał ku temu okazję - wyprodukowane przez Rolls-Royce’a silniki samolotowe mają kolejne awarie

Nobliwa londyńska firma przeżywa trudne chwile, po tym jak w ubiegły czwartek airbus A380 australijskich linii lotniczych Quantas z 450 osobami na pokładzie musiał lądować w Singapurze po awarii wyprodukowanego przez Brytyjczyków silnika. Od tamtej pory poważne problemy miał też wyposażony przez Rolls-Roycea boeing 747, a w trzech kolejnych maszynach Quantasu odkryto niebezpieczny wyciek oleju. Australijski przewoźnik zapowiedział, że wszystkie maszyny przez trzy dni muszą pozostać na ziemi.

Jak na razie Rolls-Royce ograniczył się do wydania lakonicznego oświadczenia w sprawie awarii dostarczanych silników. Inwestorów to oczywiście nie uspokoiło. Tymczasem wartość akcji przedsiębiorstwa spadła o 10 proc. A w zatrudniającej 35 tys. osób firmie, która jest jedną z niewielu pozostałych w globalnej grze pereł w koronie potężnego niegdyś brytyjskiego biznesu, pojawiła się zrozumiała nerwowość.

W tej sytuacji to właśnie sir John będzie musiał posprzątać cały ten bałagan. Paradoksalnie ma to być ostatnia wielka bitwa 56-letniego dyrektora drugiego na świecie producenta silników lotniczych. Jeszcze przed awariami maszyn Quantasu Rose zapowiedział, że w marcu 2011 roku - po 15 latach pracy dla Rolls-Roycea - czas na pożegnanie z firmą, w której spędził niemal całą swoją karierę. Na wieść o tej decyzji brytyjski rząd zdecydował się na wydanie niezwykle rzadkiego oświadczenia wychwalającego zasługi Rosea dla całej brytyjskiej gospodarki.

Trudno się dziwić tym peanom. Aż do zeszłego czwartku rządy urodzonego w Malawi menedżera uchodziły za najlepszy okres w historii firmy podzielonej i sprywatyzowanej w 1987 roku przez Margaret Thatcher.

Gdy Rose przejmował władzę w koncernie, bilans zamówień był wart 7,6 mln funtów. Dziś sięga... 58,3 mld funtów.

Ten zdeklarowany amator kawy (co rzadkie wśród preferujących raczej herbatę wyspiarzy) sam określa tajemnicę swojego sukcesu jako mieszankę szczęścia i uporu. Biznesowo tajemnica tkwiła przede wszystkim w dywersyfikacji usług i poszerzeniu oferty o produkcję silników dla statków oraz technologie na potrzeby sektora energetycznego.

Rządy Rosea nie były jednak bynajmniej spacerkiem. Po kryzysie na rynku lotniczym wywołanym atakami z 11 września 2001 roku akcje firmy spadły np. o 22 proc., a centrala musiała zwolnić 5 tys. osób, czyli ok. 10 proc. załogi. To wówczas Rose - z zawodu psycholog - dał się poznać jako dobry negocjator w sporach ze związkowcami.

- Nasze produkty wytrzymują temperaturę 2000 st. Celsjusza i prędkość 1500 km na godzinę. Pamiętajcie, że popychamy prawa fizyki do ich naturalnych granic - brzmi często przytaczane przez Rosea credo firmy.

Pytanie, czy taka dewiza wystarczy akcjonariuszom i inwestorom, którzy obawiają się, by zeszłotygodniowe awarie nie stały się czymś więcej niż tylko wypadkiem przy pracy.

@RY1@i02/2010/219/i02.2010.219.000.020a.001.jpg@RY2@

Fot. AFP/East News

Przed odejściem z firmy sir John Rose będzie musiał wytłumaczyć się jeszcze z awarii silnika w airbusie A380

Rafał Woś

rafal.wos@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.