Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Biznes

Mamy za dużo kredytów walutowych

Ten tekst przeczytasz w 7 minut

STANISŁAW KLUZA - Jeśli zarabiamy głównie w złotówkach, a zadłużamy się w walutach, to ryzykujemy, że w perspektywie dziesięciu, dwudziestu lat możemy stracić kontrolę nad wysokością rat. A tąpnięcia na rynku walutowym zdarzają się dość często

Pojawiają się głosy bankowców i ekonomistów, którzy uważają, że najlepszym rozwiązaniem byłby całkowity zakaz kredytowania w walutach obcych. Bank jako pojedyncza instytucja widzi swój cel i swój zysk, ale nadzór, chcąc ograniczać nadmierne ryzyko w systemie bankowym, musi patrzeć szerzej i dalej. Jako nadzór myślimy w kategoriach zapewnienia bezpieczeństwa systemu finansowego.

W Polsce udział kredytów walutowych w kredytach dla gospodarstw domowych przekracza 60 proc. To niespotykana wielkość w przypadku większości gospodarek rozwiniętych. Wiążą się z tym konkretne ryzyka, na które jako nadzór musimy reagować. Nie usłyszałem dotąd od środowiska bankowego żadnych argumentów merytorycznych, które świadczyłyby o tym, że masowe udzielanie kredytów walutowych jest zgodne ze zdrowym rozsądkiem.

W klientów uderza budowanie iluzorycznego przekonania o tanich kredytach dewizowych i bezpiecznym zadłużaniu się w walucie obcej. Jeśli zarabiamy głównie w złotówkach, a zadłużamy się w walutach, to ryzykujemy, że w perspektywie dziesięciu, dwudziestu lat możemy stracić kontrolę nad ryzykiem. Klienci detaliczni mają niską świadomość ryzyka kursowego.

W niewielkim stopniu, bo spadek wartości złotego do franka i związane z tym zwiększenie obciążeń kredytowych zostały zniwelowane spadkiem stóp procentowych w Szwajcarii. W przyszłości polski kredytobiorca może mieć mniej szczęścia. Dlatego nadzór nie może patrzeć na rynek kredytów walutowych punktowo i odnosić się tylko do obecnej sytuacji, ale musi pamiętać, że tąpnięcia na rynku walutowym zdarzają się dość często - klient, a nawet bank, nie jest w stanie tego przewidzieć.

Bank, który ma portfel kredytowy w większości denominowany w walutach obcych, jest wystawiony na ryzyko związane z finansowaniem tego portfela. Jeśli sytuacja na rynku jest w miarę stabilna, koszty finansowania akcji kredytowej nie są dla banku obciążeniem. Jednak w momencie załamania gospodarczego następuje spadek zaufania w systemie finansowym, a co za tym idzie - dochodzi do zmian na rynku hurtowym i ograniczenia finansowania przez zagraniczne banki matki. Przekłada się to na kondycję całego sektora. To z kolei może wymusić na niektórych bankach konieczność sięgnięcia po pomoc z banku centralnego. Takich sytuacji chcielibyśmy uniknąć.

Nie można pominąć wymiaru makroekonomicznego kredytów walutowych. Znaczny udział kredytów walutowych w gospodarce pogłębia procykliczność akcji kredytowej, bo bank centralny traci wpływ na regulowanie jej poziomu za pomocą stóp procentowych. Odcięcie od finansowania walutowego z banków matek w okresie kryzysowym dodatkowo wzmaga efekt procykliczności. Przykład Węgier i Rumunii pokazuje, że banki centralne tych krajów nie były w stanie zahamować nadmiernego wzrostu akcji kredytowej, ponieważ wzrost stóp procentowych w tych krajach relatywnie zwiększał popyt na kredyty walutowe kosztem kredytów udzielanych w walucie krajowej. To kwestia stabilności systemu finansowego oraz skuteczności prowadzenia polityki pieniężnej.

Dziś polska gospodarka jest w zupełnie innej fazie niż dziesięć lat temu. Podaż pieniądza była wtedy znacznie niższa, słabiej rozwinięty był sektor bankowy, a przeciętny okres kredytowania - dużo krótszy. Obecnie mamy za sobą 5 lat prosperity. Dzięki temu klienci są w stanie uzyskać takie dochody, które pozwolą im na obsługiwanie zaciągniętych kredytów.

Udzielenie każdego kredytu, niezależnie od tego w jakiej walucie, powinno być poprzedzone rzetelną oceną zdolności kredytowej. Jeśli doszłoby do sytuacji, w której mielibyśmy dość dużą zmienność na rynku walutowym, koniunktura gospodarcza nie byłaby najlepsza, a stopy procentowe, od których zależne jest oprocentowanie kredytów walutowych, zostałyby podwyższone, to klienci dotkliwie odczuliby wzrost kosztów obsługi swojego długu. Psucie się portfela kredytowego oznacza dla banku straty, a słabość sektora bankowego od razu odczuwają klienci (poprzez podwyższanie opłat) i gospodarka (poprzez spadek dostępności kredytów). To pokazuje, że nie zawsze jest tak, że im większa akcja kredytowa, tym lepiej. Ważne są jakość kredytów i zrównoważony wzrost akcji kredytowej.

Jeśli osoba nie ma zdolności kredytowej, żeby spłacać pięć pożyczek, to nie będzie miała też zdolności, żeby zaciągnąć kredyt konsolidacyjny. Nie powinno być tak, że pożyczki są zaciągane i udzielane bez zastanowienia.

@RY1@i02/2010/185/i02.2010.185.000.013a.001.jpg@RY2@

Fot. Wojciech Górski

Stanisław Kluza, przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego

ROZMAWIAŁA MAGDALENA A. OLCZAK

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.