Zdolność kredytowa nade wszystko
Za niespełna miesiąc wchodzi w życie część regulacji rekomendacji T. Druga część dokumentu ma obowiązywać od grudnia. KNF wprowadziła obostrzenia, aby nie dopuścić do niebezpiecznych napięć na rynku kredytowym
W czasach kredytowego boomu zdolność kredytowa traktowana była z przymrużeniem oka i przez banki, i przez ich klientów.
A przecież w każdych warunkach jest to kwestia podstawowa dla obu stron. O jej wadze mogła się przekonać nie tylko Ameryka, ale i cały świat. To właśnie zlekceważenie jej znaczenia legło u podstaw globalnego kryzysu finansowego, którego skutki odczuwamy do dziś. Trudno się dziwić, że Komisja Nadzoru Finansowego stara się wprowadzać regulacje ograniczające niebezpieczeństwo nadmiernego zadłużania się kredytobiorców, a jednocześnie narastania złych długów w bankach. Jedną z najnowszych i najbardziej kontrowersyjnych jest słynna już rekomendacja T, której część zaleceń ma wejść w życie pod koniec sierpnia.
O tej podstawowej, zdawałoby się, zasadzie gospodarowania pieniędzmi, a w szczególności zaciągania pożyczkowych zobowiązań, kredytobiorcy dość często zapominają. Zdarza się też, że nie starcza im wiedzy lub wyobraźni. To wszystko można zrozumieć, zwłaszcza gdy widzi się tylko swój przedmiot marzeń: własne mieszkanie. Ale marzenia trzeba dostosowywać do potrzeb, a te do możliwości ich zaspokojenia. Nadmierny optymizm w tym zakresie często prowadzi do kłopotów. Trzeba wziąć do ręki ołówek i kalkulator i dokonać rzetelnego bilansu, w którym po jednej stronie znajdą się przychody i ewentualne posiadane zasoby czy oszczędności, po drugiej zaś comiesięczne wydatki. Po tej matematycznej konfrontacji poznamy kwotę, jaką możemy przeznaczyć na spłatę ewentualnych kredytowych zobowiązań.
Analogicznej kalkulacji powinien dokonać bank, do którego zwracamy się o udzielenie kredytu. To ich obowiązek i interes. W końcu to on ryzykuje pieniądze. Bank ma nad nami przewagę w tym zakresie, ponieważ dysponuje i fachową wiedzą, i doświadczeniem zebranym w kontaktach z dziesiątkami tysięcy klientów biorących kredyty. Jest to jednak przewaga, która nie jest skierowana przeciw nam, lecz powinna być wykorzystana dla obopólnej korzyści: zadowolenia banku - ze spłaty kredytu wraz z odsetkami i szczęściem klienta, który ma własne mieszkanie i nie został przygwożdżony kosztami ponad jego siły.
Bank ma też możliwości weryfikacji wiarygodności informacji podawanych przez osobę wnioskującą o udzielenie kredytu. Może je sprawdzić u naszego pracodawcy, jeśli jesteśmy zatrudnieni na umowę o pracę lub w urzędzie skarbowym, gdy prowadzimy działalność gospodarczą. Jest też w stanie sprawdzić, czy nie mamy obciążających nas niespłaconych długów i pozostających do spłaty innych zobowiązań kredytowych, korzystając z baz danych Biur Informacji Gospodarczej i Biur Informacji Kredytowej oraz innych baz danych, zawierających informacje o naszej historii kredytowej.
Mimo to zdarzają się sytuacje, w których albo część klientów, albo część banków z sobie znanych powodów nie docenia wagi tego zagadnienia.
Z tego względu szczególnie w związku z globalnym kryzysem finansowym niebagatelna rola przypada organom nadzorującym i regulującym to, co dzieje się na rynku finansowym. Dlatego też Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) wprowadza regulacje mające na celu ograniczanie ryzyka wystąpienia sytuacji, w której banki prowadzą zbyt ryzykowną politykę, udzielając kredytów osobom, które nie dają należytej gwarancji ich spłaty. Odnoszą się one przede wszystkim właśnie do zasad ustalania zdolności kredytowej. Obecnie największe znaczenie ma tzw. rekomendacja T.
Rekomendacja T określa zasady "dobrych praktyk w zakresie zarządzania ryzykiem detalicznych pozycji kredytowych". Dokument to reakcja KNF na trwające, jej zdaniem, od kilku lat obniżanie wymogów stosowanych przez banki. Wątpliwości komisji budzi zwłaszcza analiza zdolności kredytowej, nadmierne i nieuzasadnione wydłużanie okresu kredytowania w celu zmniejszenia wysokości rat, czyli poprawiania zdolności kredytowej klientów, oraz zwiększanie relacji wysokości kredytu w stosunku do wartości kredytowanej nieruchomości, czyli współczynnika LTV. Te zjawiska groziły z jednej strony niewypłacalnością coraz większej liczby klientów, z drugiej zaś narastaniem w bankach zjawiska złych długów.
Zdaniem KNF nadmierne rozluźnienie polityki udzielania kredytów wynikało z przyjęcia przez banki zbyt optymistycznych ocen przyszłej sytuacji gospodarczej, spodziewanego wzrostu cen nieruchomości oraz presji konkurencji między bankami w dążeniu do zdobywania klientów. To wszystko mogło stanowić zagrożenie i dla banków, i dla klientów. Rekomendacja nakłada na banki obowiązek szczegółowego badania możliwości spłaty zobowiązań przez kredytobiorcę i weryfikowania przedstawianych przez niego danych. W praktyce oznaczać to będzie zwiększenie uciążliwości i pracochłonności czynność związanych z udzieleniem i uzyskaniem kredytu.
Samo wprowadzenie i stosowanie zapisów rekomendacji T przez banki nie będzie stanowić gwarancji pełnego bezpieczeństwa ani dla banków, ani dla kredytobiorców. Szczególnie ci ostatni przy podejmowaniu decyzji o zaciągnięciu kredytu powinni stosować zasadę jak największej ostrożności. W praktyce powinno to oznaczać przyjęcie jeszcze bardziej restrykcyjnych założeń. Wobec samych siebie i dla własnego finansowego bezpieczeństwa. Zawsze trzeba brać pod uwagę ryzyko pogorszenia się naszej sytuacji finansowej, zwłaszcza w obecnych, niezbyt spokojnych i zdecydowanie niepewnych czasach. Trzeba więc wziąć pod uwagę niebezpieczeństwo obniżenia się naszych dochodów lub nawet czasowej ich utraty. Musimy na taką okoliczność mieć albo jakąś rezerwę na czarną godzinę, albo wykupić ubezpieczenie chroniące nas przed skutkami tego typu przypadków. Jeśli chodzi o wspomniane rezerwy, to mogą nimi być np. papiery wartościowe, które w razie konieczności mogą zostać spieniężone, może to również być uzgodniona z rodziną lub przyjaciółmi obietnica pomocy w razie nieszczęścia, oczywiście oparta na racjonalnych podstawach i mająca szansę realizacji.
Możliwości zawarcia umowy ubezpieczenia, czyli kupna polisy chroniącej przed skutkami utraty pracy lub niemożności spłaty kredytu z innych powodów, jest obecnie niemało. Najczęściej są one oferowane już na etapie składania wniosku o kredyt, a coraz częściej skorzystanie z nich stanowi warunek zawarcia umowy kredytowej. Nie należy tego typu kwestii traktować jedynie w kategoriach dodatkowego i zbędnego kosztu, wciskanego nam przez bank ani zbędnej i mało istotnej formalności, lecz dopilnować, by ubezpieczenie takie rzeczywiście chroniło nas za rozsądną cenę przed konsekwencjami niewypłacalności w przypadkach losowych.
Mimo wejścia w życie zapisów rekomendacji T można przypuszczać, że podobnie jak do tej pory, ta sama osoba uzyska różną miarę zdolności kredytowej. W jednym zasłuży na kredyt w wysokości np. 300 tys. zł, w innym zaś tylko na 250 tys. W końcu rekomendacja to tylko rekomendacja, a nie ustawa, rygorystycznych sankcji na banki nie nakłada, a te mają jednak pewną swobodę działania. Wciąż będzie z pewnością szansa znalezienia banku bardziej liberalnie podchodzącego do oceny możliwości spłaty kredytu. Przy tej okazji poza powtórzeniem przestrogi, że lepiej nie doszacować swoich możliwości, niż je przecenić, trzeba dodać, że nie ma nic za darmo. Już teraz jest bowiem na ogół tak, że im bardziej liberalny wobec zdolności kredytowej klienta bank, tym wyższe koszty sobie za tę przyjemność liczy. I zresztą trudno mu się dziwić. W końcu zasada mówiąca, że im większe ryzyko, tym większy musi być zysk, ma na rynku finansowym powszechne zastosowanie.
Roman Przasnyski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu