Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Biznes

Warszawa w porównaniu do innych giełd jest bardzo drogim rynkiem

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Mark Mobius, jeden z najbardziej znanych zarządzających na świecie, zachęca rząd do zdjęcia z funduszy emerytalnych ograniczeń w inwestowaniu za granicą i przyspieszenia prywatyzacji, szczególnie spółek infrastrukturalnych. Bez tych zmian GPW wpadnie w stagnację.

W rozmowie z "DGP" prezes Templeton Asset Management otwarcie mówi, że polskie akcje są dla niego za drogie. W aktywach zarządzanych przez niego funduszy, wartych 36 mld dolarów, polskie papiery to mniej niż 1 proc.

- Polska obserwowana obecnie z perspektywy giełdy jest w tym momencie drogim rynkiem. Nie sprzedajemy teraz polskich akcji, ale też nie dokupujemy. Wystarczy spojrzeć na wskaźniki cena do zysku czy cena do wartości księgowej. Chcielibyśmy kupować firmy warte mniej niż sześciokrotność ich rocznego zysku, o wartości relacji ceny do wartości księgowej mniejszej niż 1 i tak samo niskim wskaźniku długu do wartości rynkowej. Takich okazji w Polsce nie ma za dużo - mówi Mark Mobius.

Zbyt wysokie ceny to jego zdaniem efekt niewystarczającej podaży spółek na GPW i nadmiernego zaangażowania OFE w notowane w Warszawie firmy. Fundusze emerytalne dysponujące dużymi pieniędzmi wykupują znaczną część akcji trafiających na rynek, windując ich ceny.

- Nie ma zbyt wiele miejsca dla innych większych inwestorów. Podstawową zmianą, jakiej chciałbym w Polsce, jest umożliwienie funduszom emerytalnym inwestowania większych środków zagranicą - dodaje szef Templeton Asset Management.

Dopóki z OFE nie zostaną zdjęte restrykcje dotyczące inwestowania za granicą i liczba notowanych na GPW spółek się nie zwiększy, m.in. dzięki bardziej agresywnej prywatyzacji, Mobius nie spodziewa się mocniejszych wzrostów warszawskich indeksów.

Jak mówi, obecnie giełdowych okazji inwestycyjnych będzie szukał w Brazylii, Chinach, Indiach, Rosji, Tajlandii, Turcji, Nigerii, Wietnamie, Kazachstanie i na Ukrainie.

- Wietnam, Nigeria czy Ukraina to bardzo małe rynki, ale tanie. Dodatkowo są tam notowane spółki z interesujących nas sektorów. Ukraina daje na przykład szansę na ciekawe inwestycje w sektorze rolniczym. Na rozwijających się rynkach skupieni jesteśmy jednak przede wszystkim na sektorze surowcowym, głównie na firmach paliwowych i wydobywczych działających w segmencie miedzi, złota, cynku czy niklu - mówi Mark Mobius.

Zarządzane przez niego fundusze koncentrują się też na sektorze produktów konsumpcyjnych, takich jak kosmetyki. Inwestują m.in. w szwedzki Oriflame czy brazylijską spółkę Natura, jedną z największych na tamtejszej giełdzie. Mobiusa interesują też banki kredytujące konsumpcję prywatną, mimo że w wielu krajach tego typu instytucje mają problemy.

- Banki w Brazylii nie mają żadnych kłopotów, są bardzo zyskowne. Podobnie banki w Tajlandii czy Turcji. Poza tymi krajami w portfelach naszych funduszy w segmencie banków dużo miejsca zajmuje też Nigeria. Jeśli chodzi o Europę, niektóre greckie banki wyglądają bardzo interesująco po głębokich spadkach kursów - dodaje.

Mobius studzi jednak ewentualne oczekiwania co do zysków. W kolejnych latach nie ma co liczyć na powtórkę z ubiegłego roku, kiedy średnia stopa zwrotu z inwestycji w akcje na rynkach wschodzących wyniosła 70 proc. W długim terminie liczy on na średnią roczną stopę zwrotu na poziomie trzykrotności oprocentowania depozytów w danym kraju.

@RY1@i02/2010/135/i02.2010.135.000.017a.001.jpg@RY2@

Fot. EAST NEWS

Mobius zamierza teraz szukać giełdowych okazji m.in. w Brazylii, Chinach i Indiach

Małgorzata Kwiatkowska

Mirosław Kuk

gp@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.