Dziennik Gazeta Prawana logo

Toyota próbuje uratować reputację i ułagodzić rodziny ofiar wypadków

27 czerwca 2018

Akio Toyoda, prezes Toyoty, zeznając wczoraj przed specjalną komisją śledczą Kongresu USA, przeprosił za problemy techniczne, przez które do serwisów trzeba było wzywać 8,5 miliona pojazdów koncernu.

- Jest mi niezmiernie przykro z powodu każdego wypadku, którego doświadczyli kierowcy Toyoty - mówił w wygłoszonym po angielsku oświadczeniu szef największego producenta samochodów na świecie. Później na pytania członków komisji odpowiadał przez tłumaczkę.

Akio Toyoda, wnuk założyciela koncernu i najważniejszy z szefów firmy, długo zastanawiał się, czy osobiście ryzykować starcie z kongresmenami. Początkowo zamierzał wysłać Yoshiego Inabę, szefa północnoamerykańskich projektów koncernu. Jednak gdy w Japonii na głowę Toyody posypały się gromy z powodu niewystarczająco niskiego ukłonu złożonego na konferencji prasowej w Tokio, gdzie prezes przepraszał rodaków i użytkowników samochodów marki Toyota, zmienił zdanie.

Tym razem szef koncernu najwyraźniej chce zadbać o to, by zrobić na Amerykanach dobre wrażenie. - Wszystkie auta firmy Toyota noszą moje nazwisko. Kiedy uszkodzeniu ulegają samochody, dotyczy mnie to osobiście. Ja, bardziej niż ktokolwiek inny, chciałbym, by toyoty były bezpieczne, a nasi klienci czuli się bezpieczni - mówił wczoraj Toyoda.

Problem w tym, że przeprosiny prezesa mogą nie wystarczyć. W ciągu ostatnich kilku lat tylko w USA doszło do kilkunastu wypadków spowodowanych prawdopodobnie niesprawnością aut różnych modeli i firma będzie musiała jeszcze odpowiedzieć na pytania prawników reprezentujących rodziny śmiertelnych ofiar tych incydentów. Domagają się oni przede wszystkim odpowiedzi na pytanie, od kiedy firma wiedziała o usterkach - i dlaczego reagowała tak wolno, decydując się na ujawnienie cyklicznych awarii dopiero w 2009 roku. Wyjaśnienie, że za powolną reakcję odpowiada wyłącznie azjatycki model działania, zakładający długie dyskusje przed podjęciem decyzji, najwyraźniej nie przekonało prawników.

Co więcej, już w 2006 r. w ręce dziennikarzy dostały się dokumenty dotyczące planowanej globalnej ekspansji koncernu. Szefowie firmy założyli wówczas, że do 2010 r. zdobędą 14 proc. światowego rynku samochodów, odbierając General Motors miano największego producenta. Tak też się stało - Toyota w szybkim tempie zaczęła zwiększać produkcję, przenosząc ją jednocześnie z Japonii nie tylko do USA czy Kanady, ale też do Chin, Indii czy Tajlandii. Tylko w grudniu ubiegłego roku w zagranicznych fabrykach firmy powstało ponad 636 tysięcy samochodów. Oznacza to 33-procentowy wzrost w stosunku do grudnia 2008 r. - Nie ma obaw, za produkcją poszły też standardy - zapewnia James Disdale z brytyjskiego specjalistycznego tygodnika Auto Express. - Na dłuższą metę reputacja koncernu nie ucierpi. Pamiętajmy, że 8,5 miliona aut, które mogą mieć usterki, to niewiele w skali produkcji całej firmy - podkreśla.

@RY1@i02/2010/039/i02.2010.039.000.009a.001.jpg@RY2@

Fot. AP

Akio Toyoda przed wczorajszym przesłuchaniem w Kongresie

Mariusz Janik

mariusz.janik@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.