El-Erian - człowiek, który nie ufa Wall Street
JEDEN CZŁOWIEK na świecie potrafi powstrzymać panikę na rynkach finansowych. To szef PIMCO - najpotężniejszego na świecie funduszu inwestującego w obligacje
Włoski kryzys, który nagle wybuchł na początku ubiegłego tygodnia, równie szybko się skończył. Spora w tym zasługa szefa PIMCO. Gdy inwestorzy ulegli podsycanej przez media panice i zaczęli pozbywać się obligacji rządu Italii, a analitycy zastanawiali się, czy Rzym ma szansę znaleźć nabywców na nowe papiery, głos zabrał Mohamed El-Erian.
- Zamierzamy kupić włoskie papiery, bo jak najbardziej są one pewną lokatą. Owszem, Rzym ma problem z zadłużeniem, ale jego finansowych kłopotów nie można porównywać do tarapatów, w jakich znalazły się Ateny, Madryt oraz Dublin. Włochy to nie druga Grecja, Hiszpania czy Irlandia - powiedział szef PIMCO.
Te słowa podziałały na zdezorientowanych inwestorów i na giełdy jak uspokajający balsam. W końcu El-Erian zna się na obligacjach jak nikt inny, a kierowana przez niego firma zarządza papierami wartymi aż 1,3 bln dol.
Mohamed El-Erian lubi działać wbrew rynkowi. Nie zostawia suchej nitki na planie stymulacyjnym Baracka Obamy dla amerykańskiej gospodarki, zaś w jego słowa powinni uważnie wsłuchać się europejscy liderzy reanimujący Grecję. - Powinni przestać nam wszystkim mydlić oczy. Ten kraj już zbankrutował, a przekazywanie mu kolejnych miliardów to tylko marnowanie pieniędzy - powiedział kilkanaście dni temu.
Konsekwentnie trzymający się w cieniu prezes PIMCO jest jednym z najbardziej wpływowych ludzi naszych czasów. Choć urodził się w Nowym Jorku, płynie w nim krew egipska i francuska. Pracujący w dyplomacji ojciec zapewnił mu doskonałe wykształcenie: El-Erian ukończył ekonomię i zarządzanie na Cambridge oraz Oksfordzie. Zaraz po opuszczeniu murów uczelni zaczął pracę w Międzynarodowym Funduszu Walutowym, którego został nawet wiceszefem.
Tak doświadczony specjalista stał się łakomym kąskiem dla prywatnych instytucji finansowych z całego świata. Jednej z nich, Salomon Smith Barney/Citibank, dał się skusić w 1997 roku - przez dwa lata pracował dla niej w Londynie.
City szybko mu się jednak znudziło i powrócił na drugą stronę Atlantyku, by dołączyć do PIMCO, czyli Pacific Investment Management Company LLC. Ją też wkrótce porzucił, pracował potem na uniwersytetach oraz w innych funduszach. Ale trzy lata temu zdecydował się wrócić do PIMCO. Został jej prezesem.
To jemu firma, będąca od dekady własnością niemieckiego ubezpieczyciela Allianz SE, zawdzięcza ekspansję i znaczne powiększenie portfela (jej zyski nie są upubliczniane).
Pytany o receptę na sukces w biznesie odpowiada, że trzeba mieć przede wszystkim otwartą głowę. - Pamiętam, jak byliśmy na placówce w Paryżu i ojciec kupował wszystkie gazety, również te powiązane z komunistami. Gdy pytałem go po co, odpowiadał, że trzeba poznać wszystkie punkty widzenia na daną sprawę, by wyrobić sobie własne zdanie - opowiadał w jednym z wywiadów. - Dziś robię dokładnie to samo. Każdego ranka zbieram wszystkie dostępne informacje, zanim podejmę ważne decyzje. Aha, i jeszcze jedna rzecz: nigdy nie polegam na Wall Street - dodaje Mohamed El-Erian.
@RY1@i02/2011/137/i02.2011.137.000.016a.001.jpg@RY2@
Fot. Reuters/Forum
El-Erian lubi działać wbrew rynkowi
Piotr Czarnowski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu