Na winie można dobrze zarobić, ale najpierw trzeba sporo wydać
Aż 155 proc. podrożała butelka wina Carruades de Lafite z rocznika 2008 od grudnia 2009 roku do listopada 2010 roku.
Taka stopa zwrotu robi duże wrażenie. A Carruades de Lafite to wcale nie wyjątek.
Niestety, inwestycja w wino nie jest ani prosta, ani tania. Zarobić na nim niezwykle ciężko, mimo że niektóre roczniki drożeją nawet o kilkadziesiąt procent w ciągu roku. Zyski mogą nie być jednak oszałamiające za sprawą wysokich opłat, jakie ponosi inwestor. W porównaniu z nimi opłaty dystrybucyjne i prowizje za zarządzanie funduszami inwestycyjnymi to grosze.
Minimalna kwota inwestycji w wino przekracza 10 tys. zł. Niższych zleceń nie przyjmą firmy-pośrednicy działające na tym rynku. Już na wejściu odliczą sobie od tej kwoty nawet kilkanaście procent. Później firma kupująca w naszym imieniu skrzynki z trunkiem pobierze co roku od 2 do 4 procent tej kwoty.
Jakby tego było mało, trzeba zapłacić 15 funtów, czyli ok. 70 zł, rocznie za przechowanie każdej skrzynki w certyfikowanej piwnicy.
Wina inwestycyjnego nie możemy zabrać do domu i trzymać w komórce, bo nikt później go od nas nie odkupi.
Inwestycja w wino to droga zabawa, raczej dla pasjonatów tego trunku.
JSU
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu