Trzymamy rękę na pulsie
Rozmowa z Pawłem Jarczewskim, prezesem zarządu Zakładów Azotowych Puławy, wiceprezydentem Fertilizers Europe
Jak ocenia pan ofertę złożoną przez Synthos w wezwaniu na ZA Puławy (ZAP)?
Do najbliższej środy pisemnie ustosunkujemy się do treści wezwania. Nasza opinia dotyczyć będzie wpływu wezwania na interes spółki. Ocenimy także strategiczne plany zawarte w wezwaniu oraz odniesiemy się do samej jego ceny. Prace nad opinią mają ponadstandardowy priorytet. Dokładamy starań, by przygotowany dokument był rzetelny i wyczerpujący. Mamy nadzieję, że w ten sposób pomożemy akcjonariuszom i inwestorom podjąć stosowne decyzje inwestycyjne. Do jego przygotowania zaangażowaliśmy firmy doradcze.
Portfolio produktów Synthosu i Puław nie pokrywa się. Czy nie lepiej, gdyby Puławy pozyskały inwestora, który mógłby wzmocnić spółkę w segmentach, w których ona działa?
Właśnie tego typu odpowiedzi można spodziewać się w naszej opinii.
Czy jesteście w stanie rozwijać się sami, bez inwestora strategicznego?
Już od wielu lat Puławy sukcesywnie z roku na rok budują swoją wartość. Spółka od debiutu giełdowego w 2005 roku, nawet w kryzysowych dla całej branży latach przynosi dodatni wynik finansowy. W ciągu tych sześciu lat wypracowaliśmy ponad miliard zł zysku netto - nie wliczając w to zysków tegorocznych. Na inwestycje, nie uwzględniając remontów, wydaliśmy również ponad miliard, a w formie dywidendy wypłaciliśmy w sumie 400 mln zł. Inwestycje ostatnich lat przynoszą już wymierne efekty. Po trzech kwartałach osiągnęliśmy 480 mln zł zysku netto przy przychodach na poziomie 3 miliardów zł. To jest najbardziej syntetyczne podsumowanie faktów o naszej samodzielnej działalności z ostatnich lat. Nasz pogląd na kolejne okresy będziemy przekazywać naszym inwestorom w stosownym trybie.
Czy dla Puław nie byłoby zagrożeniem ewentualne przejęcie Azotów Tarnów przez rosyjski Acron? Mówi się, że dzięki tanim surowcom mógłby doprowadzić do obniżki cen nawozów na polskim rynku i zagrozić pozycji konkurencyjnej Puław.
Azoty Tarnów to nasz partner i konkurent, z którym już od lat współistniejemy na rynku. Nasze portfolia produktów i geograficzne struktury sprzedaży są zróżnicowane. To nie są czasy, w których samodzielnie decydujemy o cenach naszych nawozów. Główne trendy cenowe wyznaczane są przez globalne czynniki, przez produkcję i cła eksportowe największego producenta mocznika na świecie, jakim są Chiny, przez subsydia na nawozy, jakie ustanawia rząd Indii, przez anomalia klimatyczne wpływające na produkcję zbóż w Rosji, na Ukrainie, w Australii. Nie jesteśmy samotną wyspą. W naszym kraju jesteśmy głównie beneficjentem lub zakładnikiem tych trendów. To, co przemawia za nami, to wysoka efektywność instalacji i renta geograficzna. Polska jest trzecim rynkiem rolnym w UE, który wciąż się rozwija i zwiększa konsumpcję nawozów. Proszę zwrócić uwagę, że producenci nawozów z krajów, gdzie surowiec jest najtańszy, jak Arabia Saudyjska, wcale nie dążą do globalnej wojny cenowej. Wprost przeciwnie. To one w przemyślany sposób kreują wartość azotu. A globalne podstawy rozwoju są dla branży wciąż trwałe - wzrost liczby ludności przy stałym areale, energetyczne wykorzystywanie produktów roślinnych, zmiany w dietach krajów rozwijających się.
Kilka lat temu mówiłem, że zaryzykuję stwierdzenie, a teraz po prostu stwierdzam fakt - branża żywnościowa, a czujemy się jako producent nawozów jej pierwszym ogniwem, staje się strategicznym elementem budowania wartości gospodarek i niezależności państw. Najlepszym tutaj przykładem są działania Rosji i USA.
Jaką pozycję macie na rynku nawozów i jakie pomysły, by ją jeszcze wzmocnić?
W ostatnich czasach nastąpiło wiele zmian na rynku światowym. Tych właścicielskich, ale także związanych z potrzebami klientów. Dlatego rok temu zredefiniowaliśmy swoją strategię w tym zakresie. Pogodziliśmy się z tym, że bezpowrotnie skończyły się czasy eksportu drogą morską wielkich wolumenów do USA RSM-u (wodny roztwór saletrzano mocznikowy - przy. red.). Znamy swoje miejsce na mapie i dzisiejsze koszty logistyki produktów. Znamy swoje zalety płynące ze zintegrowanego modelu biznesowego, który pozwala nam na swobodne zarządzanie produkcją, łańcuchem wartości - zależnie od koniunktury na konkretne produkty, koszty surowców i w zależności od zawartych kontraktów. To unikalna zdolność Puław i to chcemy wykorzystać. Po tych konstatacjach wiemy, czego chcemy. Po pierwsze zróżnicować portfolio - inwestycje w nowe, wyspecjalizowane nawozy azotowe z siarką i innymi elementami pozwolą nam się wyróżnić i dotrzeć do najefektywniejszych przedsiębiorców rolnych. Po drugie ograniczyliśmy zasięg naszego rynkowego oddziaływania. To może się wydać paradoksalne, bo zwiększyliśmy moce produkcji mocznika, RSM-u i tym samym zwiększyliśmy swoją pozycję nr 2 w UE. Określiliśmy się jako lider Europy Środkowo-Wschodniej, wyznaczający trendy na naszym krajowym rynku, ale również oddziaływujący na rynki ościenne: Niemiec, Czech, krajów basenu Bałtyckiego. To nasz cel.
Macie plany akwizycyjne?
Skupiamy się obecnie na integracji z przejętymi spółkami: gdańską grupą GZNF Fosfory i chorzowskim Adipolem. Oczywiście nie odpuszczamy analiz ciekawych możliwych akwizycji. W swoich poszukiwaniach ostatnio bliżej nam jednak do podmiotów dystrybucyjnych, logistycznych.
@RY1@i02/2012/125/i02.2012.125.21400020j.101.jpg@RY2@
Rozmawiał Michał Duszczyk
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu