Będą gwarancje dla najmniejszych
Jan Czeremcha: Gwarancje de minimis to instrument na trudne czasy, dlatego obejmuje tylko kredyty obrotowe. Obniżając nasze ryzyko, umożliwiają nam udzielenie kredytu lub zwiększenie skali finansowania danej firmy
Dlaczego de minimis to pierwsze gwarancje, które się sprzedają?
Muszę przyznać, że mocno nas zaskoczyła popularność tego programu od niemal pierwszego dnia jego funkcjonowania. Wnioski płyną dwutorowo: same firmy pytają, czy mogą z niego skorzystać, co pokazuje, że wśród przedsiębiorców istnieje ogromna potrzeba wsparcia ich działalności w trudnych czasach, a z drugiej strony jest bardzo pozytywny odzew naszych klientów, którym my proponujemy skorzystanie z gwarancji. Po trzech tygodniach działania programu w naszym banku mieliśmy już uruchomionych siedem kredytów z gwarancjami de minimis i kolejnych 40 było w trakcie procedowania. Teraz, po dwóch miesiącach, mamy przyznanych 30 takich kredytów i niemal 70 jest w trakcie rozpatrywania.
Zważywszy na to, że ostatnie miesiące przyniosły zastój w akcji kredytowej dla przedsiębiorstw, to naprawdę powód do optymizmu.
Skąd to zainteresowanie?
Na powodzenie tego programu na pewno wpływa to, że gwarancje są bezpłatne przez pierwszy rok. Ale nie sprowadzałbym wszystkiego do ceny. Procedury dotyczące pozyskiwania innych instrumentów gwarancyjnych i poręczeniowych były w naszej ocenie często zbyt sformalizowane. Wymagały zaangażowania nieproporcjonalnie dużych środków w stosunku do możliwych do uzyskania efektów. Istniało też wiele wyłączeń, co powodowało, że banki wolały jednak nie pożyczać pieniędzy, skoro i tak niemal w całości ryzyko zostawało po ich stronie. Wcześniej oferowane instrumenty były też relatywnie kosztowne.
Czy nie obawia się pan, że gdy po roku opłata za gwarancję de minimis wzrośnie do 0,5 proc., spowoduje to gwałtowny spadek zainteresowania?
Nie sądzę. To będzie nadal atrakcyjny poziom, na pewno do udźwignięcia przez klientów. Z drugiej strony wszyscy liczymy, że za rok sytuacja w gospodarce się poprawi, zmniejszy się ryzyko finansowania dla banków, więc na większą skalę uruchomią one akcję kredytową. Już w wynikach banków za I kw. widać, że mniejsze są rezerwy na niespłacone kredyty. Trudno powiedzieć, czy to stan trwały, ale jest szansa, że do końca roku w sektorze przedsiębiorstw sytuacja pod względem np. liczby upadłości pozostanie w miarę stabilna, a stopniowo w drugim półroczu kondycja klientów banków będzie się polepszać.
Na ile już dziś dzięki gwarancjom poprawiła się sytuacja kredytowa przedsiębiorców?
W naszym banku gwarancje de minimis wykorzystywane są zarówno przy podwyższaniu limitu kredytowego, jak i pozyskiwaniu nowego finansowania. Wiele firm nie jest w stanie przedstawić zabezpieczeń, choć ma potencjał do rozwoju produkcji, gdyby znalazły na to środki. A ponieważ dotyczy to najczęściej niedużych firm, które nie mają możliwości pozyskania pieniędzy w inny sposób, np. z rynku kapitałowego, to zostaje im komercyjny kredyt. I tutaj pojawia się gwarancja z Banku Gospodarstwa Krajowego. Obniżając nasze ryzyko jako banku kredytującego, umożliwia nam ona udzielenie kredytu lub zwiększenie skali finansowania danej firmy. A to rozwiązuje jej problemy z płynnością, z zatorami, pozwala rozwinąć produkcję. Gwarancje de minimis to instrument na trudne czasy, dlatego obejmuje tylko kredyty obrotowe.
Czy faktycznie w państwa banku korzystają z nich firmy, które nie mają wystarczających zabezpieczeń, czy gwarancje proponowane są każdemu przedsiębiorcy, bo czemu bank nie miałby sobie zabezpieczyć 60 proc. finansowania?
W Raiffeisen Polbanku finansowanie może otrzymać tylko taka firma, która ma zdolność do spłaty kredytu. I to samo dotyczy kredytów objętych gwarancjami de minimis. To pomoc dla wiarygodnej finansowo firmy, która chce zwiększyć skalę biznesu, pozyskując dodatkowe środki z banku. Mówimy tu głównie o małych firmach z obrotami od kilku do kilkunastu milionów złotych rocznie. Przykładowe branże to: przetwórstwo przemysłowe, handel hurtowy, produkcja wyrobów metalowych. W czerwcu zaproponujemy gwarancje de minimis najmniejszym firmom, czyli tym z przychodami do 4 mln zł rocznie. One również mają problem z przedstawieniem zabezpieczeń kredytowych, bo nie posiadają dużego majątku i kapitałów.
Jeśli bank dostaje zabezpieczenie w wysokości 60 proc. wartości finansowania, to dlaczego znaczna część banków nadal nie chce finansować start-upów nawet jeśli wezmą gwarancje?
Gwarancje nie zmienią tego, że odsetek upadłości nowo powstałych przedsiębiorstw jest wysoki. O tym, czy dana instytucja udziela finansowania firmom typu start-up, decyduje jej polityka kredytowa. My wymagamy co najmniej 12 miesięcy funkcjonowania na rynku.
Jak można porównać atrakcyjność kredytu z gwarancją de minimis z innymi instrumentami finansowania obrotowego, np. faktoringiem?
Faktoring to doskonałe narzędzie do poprawienia płynności firmy, lepszego zarządzania należnościami i zobowiązaniami, monitorowania i dyscyplinowania kontrahentów. Widzimy teraz bardzo duże zainteresowanie faktoringiem odwrotnym, dzięki któremu klient może wspomóc swoich dostawców szybką zapłatą za faktury, uzyskać od nich w zamian rabat, a dodatkowo wydłużyć sobie samemu termin spłaty na rzecz banku. Ale pamiętajmy, że faktoring służy finansowaniu faktur, konkretnej sprzedaży, natomiast kredyt, również ten objęty gwarancjami de minimis, może posłużyć na sfinansowanie dowolnego celu związanego z bieżącą działalnością firmy. Widząc, jak układa się nasza i innych banków współpraca z BGK, można oczekiwać, że program gwarancji przyniesie bardzo pozytywne skutki dla całej gospodarki, a w szczególności dla segmentu małych firm, który najmocniej odczuwa obecne spowolnienie.
@RY1@i02/2013/103/i02.2013.103.05000020c.802.jpg@RY2@
Jan Czeremcha , wiceprezes Raiffeisen Polbanku odpowiedzialny za bankowość korporacyjną
Rozmawiała Beata Tomaszkiewicz
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu