Branża budowlana powoli podnosi się z kolan, ale przedsiębiorcy muszą sobie radzić z wieloma problemami
Duża konkurencja i wysokie koszty działalności przy niskich wycenach usług - to główne kłopoty. Szczególnie dla MSP
Po trzech kwartałach 2014 r. produkcja budowlano-montażowa była o 5,5 proc. wyższa niż przed rokiem, kiedy zanotowano spadek o 15,6 proc. Poprawę potwierdzają też dane firm badawczych. Według szacunków PMR branża budowlana zakończy 2014 r. jednocyfrowymi wzrostami, 2015 r. przyniesie ich kontynuację, a rynek rozwinie się o kolejne 8 proc. Przyczynią się do tego m.in. rozpędzające się inwestycje w energetyce oraz na kolejach, a także stabilizacja w budownictwie drogowym.
Ożywienie widać też w segmencie budownictwa mieszkaniowego. Do września urzędy wydały pozwolenia na budowę ponad 120 tys. mieszkań, o 14,8 proc. więcej niż przed rokiem. O 17 proc., do 114,6 tys., wzrosła też liczba lokali, których budowa się rozpoczęła.
To wszystko przekłada się na poprawę kondycji firm działających w branży, która po zakończeniu inwestycji związanych z Mistrzostwami Europy w piłce nożnej w 2012 r. i w związku z kryzysem finansowym została przetrzebiona przez upadłości.
Według danych firmy Euler Hermes do września tego roku ogłoszono plajtę 141 firm budowlanych wobec 196 przed rokiem. - Upadłości firm budowlanych są rzadsze niż rok temu, ale oprócz tego w ostatnim czasie zmienił się ich charakter. Częste jeszcze niedawno, w pierwszym półroczu upadłości firm prowadzących prace wykończeniowe, elektryczne, hydrauliczne i inne, są obecnie rzadkie. Powróciły za to do statystyk upadłości firmy budownictwa ogólnego oraz realizującego prace infrastrukturalne, w tym drogowe, co świadczyć może o małej rentowności czy problemach z rozliczeniami przy aktualnej nowej fali inwestycji - wskazuje Grzegorz Błachnio z Euler Hermes.
Stawki jak przed laty
Problemy firm wynikają najczęściej z wysokich kosztów stałych, m.in. związanych z zatrudnieniem, przy dużej konkurencji cenowej. - Stawki dla mniejszych firm są teraz takie jak jeszcze 13-14 lat temu, tymczasem koszty nie spadają, a konkurencja w branży jest bardzo duża. To przekłada się na niższe stawki. Na dodatek wymagania zleceniodawców nieustannie rosną - mówi Arkadiusz Troszczyński, właściciel firmy, która specjalizuje się w robotach wykończeniowych dla deweloperów, m.in. wylewkach cementowych i malowaniu.
Andrzej Kulik z Krajowego Rejestru Długów wskazuje, że dodatkowym dużym problemem zgłaszanym przez wierzycieli z segmentu budowlanego przy przekazywaniu długów do windykacji są m.in. umowy zawierane z generalnymi wykonawcami czy też dużymi zleceniodawcami, konstruowane przez prawników w taki sposób, aby zawsze znalazł się pretekst do podważania jakości wykonanej usługi, a tym samym kwestionowania zapłaty.
- W tej sytuacji najważniejsze jest fachowe wykonanie wszystkich prac. Nie dopuszczam do konieczności wykonywania nadmiernych poprawek, bo to tylko generuje dodatkowe koszty i odciąga pracowników od innych aktualnych zleceń. Dla małych firm to zbyt duże ryzyko - tłumaczy Troszczyński.
Zadbaj o swoje interesy
W tym biznesie niezbędne jest pilnowanie kilku innych kwestii, m.in. zachowywanie poduszki finansowej, która pozwoli przetrwać np. opóźnienia w płatnościach czy utratę kaucji na ewentualne poprawki (średnio to ok. 5-6 proc. wartości wystawianych faktur) oraz zabezpieczanie płatności za zlecenia. Chodzi o zagwarantowanie sobie płatności nie tylko od generalnego wykonawcy inwestycji, z którym podwykonawcy podpisują umowy, ale dopilnowanie zgłoszenia podwykonawcy do inwestora, tak aby był on solidarnie odpowiedzialny za jego opłacenie. Jeśli zleceniodawca ociąga się z płatnością, można u niego dochodzić roszczeń. Ale ciągle wielu wykonawców decyduje się na ryzykowny krok i przyjmuje zlecenia bez profesjonalnych umów.
- W Kaczmarski Inkasso, firmie windykacyjnej współpracującej z Krajowym Rejestrem Długów przyjęto do windykacji wierzytelność na kwotę 600 tys. zł, gdzie podstawą wykonania prac na moście budowanym przy drodze szybkiego ruchu było odręcznie wypisane zlecenie na serwetce - mówi Andrzej Kulik.
Zaznacza jednak, że firma obserwuje wzrost świadomości firm budowlanych jako wierzycieli. Nie czekają już miesięcy i lat, zanim zaczynają windykować należności, ale robią to w kilka tygodni po upływie terminu płatności, co znacznie zwiększa szanse na odzyskanie długu.
- Afery z brakiem zapłaty dla podwykonawców z lat 2012-2013 nagłośnione przez media też sprawiły, że zwiększyła się świadomość właścicieli małych firm budowlanych, którzy lepiej zaczęli dbać o swoje interesy - tłumaczy.
Małgorzata Kwiatkowska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu