Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Biznes

Kapitału warto szukać za granicą

Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Koszty są niemałe, ale innowacyjne firmy mają szansę pozyskać większe kwoty i na lepszych warunkach

Krok na Zachód wykonała niedawno firma Boruta-Zachem, która podpisała właśnie z londyńskim Strand Hanson Limited umowę o współpracy przy pozyskaniu kapitału oraz wprowadzeniu akcji do obrotu na rynku alternatywnym AIM prowadzonym przez londyńską giełdę. Spółka z sektora chemicznego i biotechnologicznego, notowana już na warszawskim NewConnect, chce zdobyć od tamtejszych inwestorów z emisji akcji ponad 50 mln zł. Dofinansuje z tego m.in. projekt produkcji biosurfaktantów z biomasy rzepakowej. Ma to być ekologiczna alternatywa dla tradycyjnych surfaktantów wykorzystywanych w przemyśle chemicznym, kosmetycznym czy spożywczym do wytwarzania emulsji lub piany. Kapitał ma też posłużyć do przejęć.

Dlaczego Boruta Zachem nie szuka chętnych na akcje w Polsce? Przesądziła większa otwartość zagranicznych inwestorów. - Na obecną wycenę spółki składa się kapitał wiedzy i posiadanej technologii, to są unikalne na skalę światową rozwiązania. Projekty badawczo-rozwojowe, na których się skupiamy, są dla krajowego inwestora zupełnie nowe. Na londyńskim rynku alternatywnym akceptowane jest wyższe ryzyko, wyższe wskaźniki ceny do zysku, a w ślad za tym uzyskuje się wyższe wyceny. To kwestia zrozumienia potencjału biznesu - tłumaczy Marcin Pawlikowski, wiceprezes Boruty-Zachem, dodając, że po kapitał do Londynu od dekad zgłasza się cały świat. Jeśli plan się powiedzie, Boruta-Zachem będzie pierwszą polską firmą notowaną na parkiecie stworzonym przez London Stock Exchange dla nowatorskich spółek.

To niejedyna innowacyjna krajowa firma, która za inwestorami rozgląda się nie tylko u nas, lecz także w londyńskim City. O takiej możliwości myśli Zmorph, producent drukarek 3D, który chce rozwijać produkcję i sprzedaż za granicą. Przemek Jaworski, założyciel spółki, twierdził niedawno, że od inwestorów zagranicznych można pozyskać pieniądze na dużo lepszych warunkach i do tego większe kwoty.

Artur Stechmiller, szef firmy doradczej Platinium Investment, która wspiera m.in. Borutę-Zachem, wskazuje, że polskie małe i średnie spółki starające się o kapitał z emisji akcji za granicą to nieliczne jak do tej pory przypadki.

- Spółki małe i średnie mają niską świadomość takiej możliwości, niemniej klienci Platinium Investment coraz odważniej podchodzą do sprawy. Prowadzimy kilka projektów zagranicznych na różnym etapie zaawansowania - mówi. Dodaje, że o ile same negocjacje za granicą i w Polsce niewiele się różnią, to wyższa świadomość inwestycyjna zachodnich inwestorów sprawia, że dokumenty muszą być przygotowane perfekcyjnie.

Potwierdza to wiceprezes Boruty-Zachem. Tłumaczy, że najważniejsze różnice w wymaganiach i oczekiwaniach daje się zauważyć na etapie wzajemnego poznawania się.

- Proces zaznajamiania z Borutą-Zachemem Londyn rozpoczął od wnikliwych analiz raportów finansowych. Przeciętny inwestor biegle czyta raporty finansowe, grzebie we wskaźnikach i jest partnerem do dyskusji dla naszego autoryzowanego doradcy - mówi Marcin Pawlikowski.

Dużą wagę przykłada się tam także do przejrzystości i transparentności. Nieczytelny raport lub wybiórczość w prezentowaniu danych finansowych spotykają się z szeregiem pytań albo z odrzuceniem.

- Szczególnie ważna na londyńskim rynku jest słowność, co jeśli chodzi o wyniki finansowe, oznacza realizację przyjętych prognoz. Potencjalny partner biznesowy traktuje poważnie kandydatów do współpracy, gdy widzi świadomość odpowiedzialności i umiejętność liczenia. Krótko mówiąc, sam pomysł na biznes nie wystarczy - podsumowuje.

Pozyskiwanie pieniędzy za granicą oznacza jednak też koszty. Rozmówcy DGP wskazują, że prowizyjne koszty pozyskania kapitału na rynku brytyjskim są na podobnym poziomie jak w Polsce. Trzeba jednak pamiętać, że praktycznie każdy doradca, z którym podpiszemy umowę na pozyskanie kapitału, będzie co miesiąc wystawiał fakturę za usługi konsultingowe, tzw. retainer.

- Są to kwoty rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych miesięcznie. Oczywiście, w przeciwieństwie do rynku polskiego dochodzą też koszty zewnętrzne działań doradcy, jak koszty wyjazdów, tłumaczeń tekstów, koszty prawnicze i inne - dodaje Artur Stechmiller. Koszt samego debiutu na rynku AIM to ok. 0,5-1 mln zł.

O ile małe i średnie spółki zaczynają coraz odważniej szukać za granicą chętnych na swoje akcje, rynek obligacji korporacyjnych poza Polską będzie dla nich jeszcze długo zamknięty. Główna przyczyna to znacznie wyższe koszty pozyskania kapitału ze sprzedaży papierów dłużnych.

- Spółkami, które poszukują finansowania na rynkach zagranicznych poprzez emisję euroobligacji, są zazwyczaj podmioty z sektorów gospodarki wymagających znacznych nakładów inwestycyjnych, np. z sektora energetycznego, telekomunikacyjnego lub zamierzające sfinansować cele akwizycyjne związane z nabyciem aktywów poza rynkiem polskim lub planujące zmianę istniejącej struktury zadłużenia - wyjaśnia Agnieszka Bogaj-Gryglicka, kierownik zespołu rynku pierwotnego w Raiffeisen Polbanku. Jej zdaniem minimalny poziom finansowania, o jaki warto się starać, biorąc pod uwagę koszt pozyskania takiego finansowania, to kwota rzędu 100 mln euro.

- Poza tym emitent musi uzyskać rating jednej lub dwóch agencji, co również tworzy dodatkowy koszt. Ważnym elementem jest również poziom wskaźników zadłużenia i możliwość wyemitowania dodatkowego długu - dodaje.

@RY1@i02/2014/204/i02.2014.204.13000070s.802.jpg@RY2@

Zagraniczne spółki notowane na europejskich rynkach akcji

Małgorzata Kwiatkowska

malgorzata.kwiatkowska@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.