Stracili miliony przez wilczka z GPW
Pod przykrywką bezpiecznej alternatywy dla bankowych depozytów wciskał nam ryzykowne obligacje korporacyjne - oskarżają poszkodowani
Warszawa to nie Nowy Jork, a giełda przy Książęcej to nie to samo co parkiet przy Wall Street. Jest jednak coś, co łączy oba te centra finansowe: codziennie ktoś tu się bogaci, a ktoś inny musi pogodzić się ze stratami. A najlepiej na tym wszystkim wychodzą pośrednicy, którzy zarabiają na każdej transakcji, jak w filmie Martina Scorsese - "Wilk z Wall Street". Ale czy to znaczy, że pośrednik, który namawiał do inwestycji w obligacje korporacyjne, może czuć się całkowicie zwolniony z odpowiedzialności, jeżeli spółka obligacji nie odkupi? Część klientów kancelarii finansowej Pyffel and Partners uważa, że nie.
Dziś rozpoczyna się proces przeciwko właścicielowi tej kancelarii Norbertowi Pyffelowi. Wytoczył go jeden z obligatariuszy notowanej kiedyś na warszawskiej giełdzie spółki Direct eServices. Spółka nie wykupiła obligacji, narażając kilkadziesiąt osób na stratę ok. 1,5 mln zł. W sprzedaży obligacji pośredniczyła kancelaria Pyffel and Partners i zdaniem poszkodowanych ponosi część odpowiedzialności za straty. Dlaczego? Tłumaczy Michał Jaworski, adwokat jednego z poszkodowanych inwestorów, który zdecydował się pozwać kancelarię do sądu: - Uważam, że pośrednik finansowy popełnił błąd w sztuce, bo od mojej mocodawczyni dostał zlecenie na znalezienie bezpiecznej alternatywy dla bankowej lokaty, a zachęcił ją do inwestycji w ryzykowne obligacje spółki notowanej na rynku NewConnect - wyjaśnia Michał Jaworski.
Ale DES to niejedyna firma, której obligacje sprzedawała kancelaria Pyffel and Partners, a które nie zostały wykupione przez emitentów. Podobnie stało się w przypadku co najmniej dwóch innych spółek - DMG oraz Ratar. Obligatariusze obu firm zarzucają pośrednikowi, że podobnie jak w przypadku DES zapewniał, że te obligacje to bezpieczna alternatywa dla lokat. Ponadto uważają, że nie dokonał prawidłowej oceny ryzyka i nie sprawdził wszystkich dokumentów spółki. - Obligacje miały być zabezpieczone udziałami firmy. Ale umowa zastawu okazała się nieważna, bo zabrakło na niej poświadczonych notarialnie podpisów ze strony zarządu spółki - mówi Piotr Świniarski, reprezentujący jednego z obligatariuszy firmy DMG.
Firma ta nie odkupiła obligacji od kilkudziesięciu inwestorów, na łączną kwotę ok. 5 mln zł i złożyła wniosek o upadłość układową. Pierwsze posiedzenie sądu w tej sprawie ma się odbyć w przyszłym tygodniu. Tymczasem na kolejne 5 mln zł szacowane są straty kilkudziesięciu osób, które za pośrednictwem kancelarii Pyffel and Partners zdecydowały się zainwestować w obligacje spółki Ratar. Papiery miały być zabezpieczone na maszynach. Okazało się jednak, że urządzenia te nie są własnością firmy i nie mogły stanowić zabezpieczenia. W tym wypadku kancelaria Pyffel and Partners występowała nie tylko w roli pośrednika w sprzedaży obligacji, ale również jako administrator zastawu. Innymi słowy gwarantowała, że maszyny mogą być zabezpieczeniem obligacji.
Natomiast na około milion złotych straty szacują obligatariusze spółki Argonaut. Firma ta jest właścicielem przedszkoli i szkół językowych. W 2011 roku wyemitowała obligacje zamienne na akcje. - W sprzedaży tych papierów również pośredniczyła kancelaria Norberta Pyffela i obiecywała, że w marcu 2013 roku spółka zadebiutuje na warszawskiej giełdzie, a wówczas akcje będzie można upłynnić. Do tej pory jednak do debiutu nie doszło, a my zostaliśmy z bezwartościową makulaturą w rękach - mówi anonimowo jeden z akcjonariuszy Argonaut.
Norbert Pyffel odpiera zarzuty. - W odniesieniu do wszystkich tych spółek nie występowaliśmy jako autoryzowani doradcy, a jako pośrednicy, działający na ich zlecenie i poszukujący inwestorów chętnych objąć emisje obligacji. Inwestorzy ci byli przez nas informowani, że wszelkie dane na temat emisji mogą uzyskać bezpośrednio w spółce lub u doradcy. Każdy z nich mógł zapoznać się z dokumentem informacyjnym i miał świadomość, że kupuje obligacje korporacyjne, które nie mogą być substytutem lokaty bankowej - mówi Norbert Pyffel. Podkreśla też, że stawiane mu przez niektórych obligatariuszy zarzuty, że z góry zakładał, iż firmy te nie wykupią obligacji, są całkowicie bezpodstawne. - Wystarczy powiedzieć, że część z nich, np. Ratar oraz DMG, została doceniona przez instytucje publiczne, które przyznały im granty ze środków Unii Europejskiej. To dodatkowo uwiarygodniało te przedsiębiorstwa. Nie mieliśmy powodów sądzić, że ryzyko związane z inwestycją w ich obligacje jest wyższe niż przyjęte na rynku - dodaje właściciel kancelarii Pyffel and Partners.
Zdaniem specjalistów zakup obligacji prywatnych spółek niesie ryzyko, iż nie zostaną wykupione. - Inwestorzy decydujący się na to powinni mieć tego świadomość. Będzie bardzo trudno udowodnić pośrednikowi, że działał w złej wierze - uważa Emil Szweda, analityk Noble Securities. Dodaje jednak, że brak wykupu obligacji przez kilka firm oferowanych przez tego samego pośrednika to nie może być całkowity zbieg okoliczności. - Na pewno może sugerować, że doradca specjalizuje się w wysoce ryzykownych transakcjach, za które otrzymuje odpowiednio wysokie wynagrodzenie - dodaje analityk Noble Securities.
Występowaliśmy jako pośrednicy, a nie doradcy - broni się Pyffel
@RY1@i02/2014/086/i02.2014.086.000000300.812.jpg@RY2@
Obligacje firm notowane na Catalyst
@RY1@i02/2014/086/i02.2014.086.000000300.813.jpg@RY2@
TWÓRCY FINANSOWYCH TSUNAMI ŚWIATOWEJ SŁAWY
Jacek Uryniuk
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu