Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Biznes

Firmy w Polsce nie na sprzedaż

Ten tekst przeczytasz w 6 minut

Jacek Siwicki: Działające w naszym kraju spółki zależne międzynarodowych koncernów borykających się z problemami to łakomy kąsek dla branży private equity, ale trudno dostępny

Dzięki sprzedaży akcji m.in. Zelmera i firmy windykacyjnej Kruk przychody Enterprise Investors z zakończonych inwestycji osiągnęły w 2013 r. rekordowy poziom 332 mln euro. Gorzej było z nowymi transakcjami. Fundusze private equity EI zainwestowały w trzy firmy 47 mln euro. Co się stało?

Taka skala inwestycji rzeczywiście nie do końca spełnia nasze oczekiwania, tym bardziej że w ramach nowego funduszu zebraliśmy na inwestycje, przede wszystkim w Polsce, ponad 300 mln euro. Ale w naszym biznesie nie da się z góry zadekretować liczby transakcji. Teraz pracujemy nad kilkoma i w perspektywie 2-3 miesięcy okaże się, czy dojdą do skutku. Liczę, że ten rok w kontekście nowych inwestycji będzie dla nas lepszy. Na naszą korzyść pracuje m.in. czas. Wielu przedsiębiorców, którzy w latach 90. rozwijali prywatne biznesy, zbliża się do sześćdziesiątki, a ich dzieci często nie są zainteresowane prowadzeniem rodzinnych firm - sukcesja niekonieczne je interesuje. W takich sytuacjach połączenie sił z funduszem private equity może być dobrym rozwiązaniem. Tym bardziej że często przedsiębiorcy zostają w spółce jako akcjonariusze mniejszościowi, a z poziomu rady nadzorczej mają nadal realny wpływ na przyszłość zakładanych przez siebie organizacji.

Inną ciekawą możliwością, na którą liczymy jako branża, są przejęcia spółek należących m.in. do międzynarodowych korporacji, które popadły w kłopoty lub musiały upłynniać aktywa. Niestety na razie tego typu transakcji jest stosunkowo niewiele.

Dlaczego?

Bo polskie spółki zależne wielkich korporacji zwykle świetnie prosperują. Kilka razy negocjowaliśmy zakup producentów części motoryzacyjnych od międzynarodowych firm. Nie było takiej możliwości, chyba że razem z polską kupilibyśmy w pakiecie podupadłe spółki w innych krajach. Polskie firmy nie są na sprzedaż, bo korzystają z dobrej, na tle innych krajów, sytuacji naszej gospodarki i mają dobrą, doświadczoną kadrę zarządzającą, która poradziła sobie w czasach kryzysu.

Jak kryzys w stosunkach ukraińsko-rosyjskich wpłynął na postrzeganie polskich spółek przez zarządzających Enterprise Investors?

Ten konflikt wzbudza wiele emocji i trudno jest jednoznacznie powiedzieć, w jakim kierunku się rozwinie. Toczą się dyskusje, czy sankcje wobec Rosji są wystarczające i na ile uderzą w nas. Warto jednak zwrócić uwagę, że Polska jest krajem, który liczy się w dyskusji na ten temat na forum międzynarodowym, a na naszym rynku walutowym i giełdzie nie doszło z powodu tego konfliktu do zapaści, m.in. dzięki mocnym fundamentom makroekonomicznym. Sądzę, że rola, jaką odgrywamy w tej sytuacji, nawet poprawi postrzeganie Polski w oczach zagranicznych inwestorów. Już od pewnego czasu jesteśmy głównym celem inwestycyjnym w Europie Środkowo-Wschodniej, i ta tendencja może się jeszcze umocnić. Bardziej niż o reakcję inwestorów obawiałbym się o to, jak na wydarzenia na Ukrainie zareagują polskie spółki.

...czy znajdą inne rynki zbytu?

Chodzi o powrót syndromu z lat 90., kiedy wielu przedsiębiorców uznało, że wystarczy im działalność na polskim rynku, który znają i który jest w miarę przewidywalny, przez co zamknęły sobie drogę rozwoju. Na pewno poza rynkami na Wschodzie firmy powinny szerzej otwierać sobie furtki w innych krajach. Nie będzie to łatwe, bo nie można nagle z Rosji przerzucić sprzedaży na nieznany rynek. W ramach długoterminowych strategii trzeba jednak próbować. Nie powinno się też od razu spisywać rynków wschodnich na straty, bo kasandryczne scenariusze nie muszą się spełnić, a momenty zawirowań można wykorzystać na swoją korzyść. Przykładem może być Zelmer. Kiedy po wybuchu kryzysu finansowego w 2009 r. na Ukrainie i w Rosji wszyscy cięli wydatki na reklamę, my poszliśmy pod prąd. To był ryzykowny ruch, ale się opłacił, bo spółka szybko zwiększyła udziały w tych rynkach, mocno przekraczając plany. Na dodatek znacznie taniej, niż zakładała.

Jak zagraniczni inwestorzy postrzegają Polskę? Nadal jesteśmy rynkiem rozwijającym się?

Jeden z naszych amerykańskich inwestorów powiedział mi trzy lata temu, że zostaliśmy przeniesieni z grupy rynków rozwijających się do grupy rozwiniętych, choć według niego rozwinięta Europa generalnie nie jest miejscem, w którym należy inwestować. Taki był punkt widzenia globalnych inwestorów, którzy nie chcieli ryzykować lokowania pieniędzy w regionie, gdzie kraje mogą np. zbankrutować. Mają zresztą wiele innych możliwości inwestycyjnych, bo na Europie świat się nie kończy. A trzeba pamiętać, że o pieniądze tych największych trzeba walczyć, bo do inwestorów z USA czy Bliskiego Wschodu lub Azji ustawiają się kolejki. Inwestorzy poświęcają nam tyle uwagi, ile wynosi nasz udział w światowym PKB. Nie zmienia to faktu, że gdyby w Polsce pojawiła się okazja na dokonanie dużej i atrakcyjnej inwestycji, najwięksi inwestorzy na pewno będą ją analizowali. System pośredników i doradców na światowym rynku finansowym jest na tyle rozwinięty, że trudno ominąć znaczącą transakcję.

Na rynku inwestycji w młode, rozwijające się polskie firmy, poza prywatnymi funduszami, aktywnie działa Krajowy Fundusz Kapitałowy, kontrolowany przez państwowy Bank Gospodarstwa Krajowego. Czy to dla prywatnych funduszy duża konkurencja?

Jego działalność jest widoczna, choć dla nas nie jest bezpośrednią konkurencją, bo KFK skupia się na start-upach. Jestem jednak daleki od jego krytykowania, bo rynek inwestycji w młode spółki jest dzięki niemu coraz bardziej poukładany. Na dodatek sam Enterprise Investors w 1990 r. rozpoczynał działalność w Polsce z funduszem, który został utworzony przez amerykańską administrację, która chciała wspierać rozwój przedsiębiorczości w Polsce. Był on pierwszym w historii amerykańskiej pomocy zagranicznej funduszem, który przyniósł zyski. Kiedy w 1999 r. zakończył działalność, musieliśmy czekać kilka miesięcy, aż Kongres USA uchwali odpowiednią ustawę, która umożliwi transfer zysków. Prawo wcześniej przewidywało tylko wypłaty pieniędzy. Najwyraźniej nie doceniono potencjału polskich firm.

@RY1@i02/2014/075/i02.2014.075.00000150a.802.jpg@RY2@

Szymon Łaszewski

Jacek Siwicki, prezes Enterprise Investors

Rozmawiała Małgorzata Kwiatkowska

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.