Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Biznes

Spółki Skarbu Państwa potrzebują strategii rozwoju

30 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 6 minut

ANDRZEJ KIDYBA Z jednej strony spółki kapitałowe powinny dążyć do generowania jak największych zysków. Z drugiej - na podmiotach z udziałem państwa ciąży oczekiwanie, że będą też pełniły funkcję ważną z punktu widzenia obywateli

W skład najważniejszego indeksu na warszawskiej giełdzie - WIG30 - wchodzi aż 11 spółek z udziałem Skarbu Państwa. Choćby to pokazuje, że odgrywają one kluczową rolę z punktu widzenia naszej gospodarki.

To prawda, choć w dużej mierze wynika to z tego, że przez lata dominującą własnością w Polsce była własność państwowa. W wyniku procesów prywatyzacyjnych następowało stopniowe odchodzenie od przedsiębiorstw państwowych, które przekształcano w spółki. Następnie te ostatnie decydowano się wprowadzić na Giełdę Papierów Wartościowych. Obecny stan to naturalne pokłosie zmian zachodzących po 1989 r.

Wydaje się, że ten proces mamy już za sobą. Co dalej?

Należy wypracować model efektywnego zarządzania tymi spółkami, które zostały w rękach państwa lub są na giełdzie, a państwo pozostaje ich akcjonariuszem. Ta praca jest już stopniowo wykonywana, bo w Ministerstwie Skarbu Państwa powstał departament polityki właścicielskiej. Wydaje się więc, że w ciągu ostatniego roku uruchomiono proces pełnego porządkowania przedsiębiorców obecnych w portfelu państwa. To, co jest niezbędne, to przede wszystkim konkretne określenie roli takich spółek w gospodarce.

Nie jest to jednak takie proste, co pokazuje bogactwo problematyki poruszanej na organizowanej przez Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie ogólnopolskiej konferencji naukowej "Spółki z udziałem Skarbu Państwa a Skarb Państwa".

Oczywiście, działalność tego typu podmiotów to konieczność łączenia ognia z wodą. Z jednej strony spółki kapitałowe powinny dążyć do generowania jak największych zysków. Z drugiej - na takich spółkach ciąży oczekiwanie, że będą też pełniły funkcję ważną z punktu widzenia państwa i obywateli, jak dostarczanie pewnych dóbr po rozsądnych cenach. Nie bez powodu są pewne sfery rynku społeczno i gospodarczo użyteczne, jak energetyka czy branża paliwowa, z których państwo nie powinno się wycofywać, bo są to dobra niezbędne z punktu widzenia prawidłowego, bezpiecznego funkcjonowania kraju i mieszkańców.

Tymczasem bardzo często zachodzi sprzeczność między realizacją tych dwóch odmiennych zadań. Bierze się to chociażby z tego, że obok Skarbu Państwa, jako podmiotu dominującego w spółce, są też prywatni akcjonariusze, którym zależy przede wszystkim na maksymalizacji zysków, a nie zaspokajaniu potrzeb obywateli. W takiej sytuacji powstaje konflikt interesów.

Można go jakoś rozwiązać?

Z pewnością trzeba próbować. Prywatny podmiot, czy to osoba fizyczna, czy inwestor instytucjonalny, który chce kupić akcje spółki z udziałem Skarbu Państwa, powinien wiedzieć, czego może się po tej inwestycji spodziewać w najbliższych kilku latach. Jest to niezwykle istotne pod kątem podejmowania decyzji o ulokowaniu kapitału. Musi wiedzieć, czy nabywa spółkę dywidendową, która wypłaca dochód akcjonariuszom, czy też nastawioną na dalszy rozwój, a więc reinwestującą zyski. Jeśli dostanie taką informację, to później nie będzie mógł mieć pretensji, że Skarb Państwa, jako podmiot dominujący na przykład w spółce energetycznej, nie głosuje za wypłatą dywidendy, bo potrzebuje ona środków na podejmowanie innych działań, jak choćby rozbudowa infrastruktury.

W jaki sposób można urzeczywistnić tę ideę?

Uważam, że to powinno być zapisane w strategii, formalnym dokumencie opracowywanym dla każdej spółki z udziałem Skarbu Państwa, a przyjmowanym przez walne zgromadzenie akcjonariuszy. Horyzont czasowy dla takiej strategii powinien wynosić co najmniej kilka lat. W dokumencie należałoby określić oczekiwania względem spółki, oczywiście z uwzględnieniem interesu państwa. Tego typu rozwiązanie pozwoliłoby w dużym stopniu zabezpieczyć się przed sytuacją, w której przetasowania polityczne we władzach państwa powodują drastyczne zmiany w funkcjonowaniu tych spółek i roli, jaką mają spełniać. Wszystko dlatego, że każdorazowa modyfikacja strategii wymagałaby uzasadnienia i przegłosowania na walnym zgromadzeniu, co nie jest takie proste i szybkie. Dzięki temu omawiane spółki stałyby się bardziej przewidywalne.

Z pańskich słów wynika, że relacje w takich spółkach nie należą do najprostszych. Może więc giełda to nie jest dobre miejsce dla kluczowych - z punktu widzenia państwa - spółek?

Tak to się potoczyło. Giełda jest sposobem na szybką prywatyzację, choć moim zdaniem obecność na parkiecie nie zawsze jest korzystna. Jak już wspomniałem, w szeregu spółek występują różnice oczekiwań między akcjonariuszami mniejszościowymi a większościowym. Istnieją, nieco zapomniane, lepsze formy wpływu państwa na podmioty zależne, jak chociażby przedsiębiorstwo państwowe, gdzie mamy do czynienia ze stuprocentową zależnością takiego podmiotu od państwa, więc żadne sprzeczne interesy się nie nakładają. Może więc warto dla przyszłych inwestycji państwa "odkurzyć" i unowocześnić obowiązujące w tym zakresie przepisy.

@RY1@i02/2014/068/i02.2014.068.18300050d.802.jpg@RY2@

FOT. RAFAŁ SIDERSKI

Andrzej Kidyba, prof. dr hab., kierownik Katedry Prawa Gospodarczego i Handlowego Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie

Rozmawiał Piotr Pieńkosz

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.