Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Polskie e-sklepy stracą na opłatach prawnoautorskich

28 czerwca 2018

Smartfony i tablety szybko zmieniają nasze zwyczaje zakupowe. Kupowanie w sieci jest szybkie, wygodne i tanie. Jest groźba, że zdrożeje

Handel przenosi się do internetu. To zjawisko jest widoczne na całym świecie już od kilku lat. Jeszcze dziesięć lat temu wartość rynku e-commerce w naszym kraju wynosiła 3,1 mld zł. W ubiegłym roku było to już 27 mld zł, a w tym, według szacunków ekspertów kwota ta będzie przynajmniej o 4 mld zł wyższa. Daje to dynamikę na poziomie ok. 15 proc. rocznie. Handel tradycyjny rozwija się w tempie zaledwie kilku procent rocznie.

Do lat 90. zaopatrywaliśmy się w małych osiedlowych sklepikach oraz na bazarach, bo te królowały na naszym rynku. Po transformacji zaczął pojawiać się tzw. handel wielkopowierzchniowy i centra handlowe oraz duże markety zmieniły nasz sposób robienia zakupów - z drobnych codziennych na jedne większe, raz na kilka dni. Galerie i markety to nadal ulubione miejsce zakupów, przede wszystkim ze względu na duży wybór towarów różnych marek w jednym miejscu. Szeroką, nawet bogatszą gamę towarów oferuje jednak internet. Sklepów online przybywa i coraz więcej osób zamienia tradycyjne zakupy na wirtualne.

W sieci wszystko można kupić taniej, z dostawą do domu i to coraz częściej nieodpłatnie. Nie trzeba lecieć do Wielkiej Brytanii, czy USA, by kupić towar, którego nie można jeszcze dostać w krajowych sklepach. Internetowe zakupy są wygodne również ze względu na zmianę stylu życia Polaków. Pracujemy coraz więcej, dlatego cenimy sobie wygodę. Jednocześnie zarabiamy lepiej, a nowoczesne technologie coraz bardziej upowszechniają się, przez co tanieją. Przybywa więc osób, które korzystają z tabletów, telefonów komórkowych, co dostrzegają handlowcy, dostosowując swoje internetowe sklepy do wymagań i możliwości stawianych przez urządzenia mobilne. Takie podejście sprawia, że wytworzył się nowy odłam handlu online - mobilny. W ciągu 12 miesięcy 26 proc. polskich kupujących online zrobiło zakupy za pomocą smartfonu, a 16 proc. użyło w tym celu tabletu.

- W 2014 r. za pośrednictwem telefonów i tabletów Polacy wydali na zakupy 1 mld zł. W tym roku kwota ta ma sięgnąć 2,5 mld zł - szacuje Piotr Krawiec, prezes zarządu mGenerator.pl. Podobne wyliczenia przedstawili eksperci PayPal i Ipsos w swoim badaniu. Ich zdaniem 2016 r. przyniesie sprzedaż mobilną na poziomie 3,5 mld zł.

Coraz częściej słychać jednak głosy, że dynamika handlu mobilnego może ulec osłabieniu. Zdaniem ekspertów tak się może stać, jeśli organizacje zbiorowego zarządzania prawami autorskimi (OZZ) wdrożą swój pomysł polegający na objęciu opłatą reprograficzną smartfonów i tabletów. W ocenie OZZ urządzenia te są wykorzystywane do kopiowania utworów, a zatem właściciele praw autorskich potencjalnie ponoszą stratę. Obecnie opłatą od kopiowania legalnie pozyskanych utworów w ramach tzw. dozwolonego użytku osobistego objęta jest większość urządzeń elektronicznych oraz nośników, np. twarde dyski w komputerach, karty pamięci w smartfonach, papier do drukarek. Opłata doliczana jest do ceny pierwszego zakupu i stanowi nawet do 3 proc. wartości sprzętu umożliwiającego powielenie utworu. Zdaniem Stowarzyszenia Autorów ZAiKS nowe opłaty nie wpłyną na ceny elektroniki. Dlatego nie ma mowy o tym, by zagrażały ich sprzedaży, a tym samym rozwojowi handlu mobilnego.

Innego zdania są eksperci Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową, według których nałożenie opłat na tablety i smartfony spowoduje wzrost ich cen na krajowym rynku nawet o 8 proc. Takiego samego zdania jest Związek Importerów i Producentów Sprzętu Elektrycznego i Elektronicznego. - Marża na elektronice wynosi około 1 proc. Jeśli na urządzenia zostanie nałożona 2-proc. opłata reprograficzna, producenci nie będą w stanie jej pokryć. W efekcie przerzucą ją na klienta końcowego - mówi Michał Kanownik, prezes ZIPSEE.

Przedsiębiorcy sprzeciwiają się w związku z tym rozszerzeniu opłat na nowe urządzenia. Szczególnie że zachowania konsumentów świadczą o tym, że smartfony służą przede wszystkim do odtwarzania utworów zakupionych w serwisach online, a zatem wynagrodzenie twórcy powinno pochodzić z tego źródła lub też do odtwarzania utworów w streamingu (np. poprzez YouTube). Nie dochodzi więc do kopiowania i opłata reprograficzna nie powinna mieć zastosowania. Dodają też, że objęcie opłatą urządzeń mobilnych spowoduje wielokrotne obciążenie konsumenta. Istnieje bowiem ryzyko dublowania opłat. Kopiując plik z płyty na dysk komputerowy, kartę pamięci opłatę reprograficzną płacimy kilkukrotnie, bo każdy z tych nośników jest nią objęty. - Można tego uniknąć tylko w jeden sposób, poprzez rzetelną analizę tego, gdzie tak naprawdę odbywa się strata dla artysty, a to bardzo trudne do zmierzenia - podkreśla Michał Kanownik.

O tym, że straty nie jest łatwo policzyć, do tego są nieznaczne lub w ogóle nie występują, jest też przekonany dr hab. Rafał Sikorski, adwokat, wykładowca akademicki. Jego zdaniem panuje przekonanie, że jeśli jakieś urządzenie ma funkcję kopiowania, to od razu można na nim zrobić nieograniczoną liczbę kopii, co w konsekwencji oznaczałoby straty dla twórców. A to jego zdaniem nieprawda. Straty, jak podkreśla, występują, gdy kopiuje się z nielegalnych źródeł. Te nie mogą być jednak rekompensowane przez opłaty reprograficzne.

Pojawia się więc pytanie, komu tak naprawdę ma służyć rozszerzenie opłat reprograficznych na nowe urządzenia. Szczególnie, że sami artyści przyznają, że już teraz pieniądze nie trafiają do wszystkich, jak powinny. Tym samym nie ma więc mowy o zwiększeniu finansowania rozwoju kultury w Polsce.

@RY1@i02/2015/187/i02.2015.187.00000210b.803.jpg@RY2@

@RY1@i02/2015/187/i02.2015.187.00000210b.804.jpg@RY2@

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.