Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Polski eksport broni wreszcie odpali? Jest na to szansa

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 19 minut

RYNEK Rządowe wsparcie, kilka ciekawych produktów oraz możliwy mariaż z zachodnimi koncernami zbrojeniowymi. Sprzedaż polskiej zbrojeniówki ma rosnąć

Kilkadziesiąt transporterów Rosomak trafi na Słowację - tym żyła polska zbrojeniówka latem ubiegłego roku. List intencyjny w tej sprawie podpisali ówczesna premier Ewa Kopacz oraz wybrany kilka miesięcy temu na kolejną kadencję premier Słowacji Robert Fico. Do sfinalizowania umowy jednak dotychczas nie doszło - mimo że według deklaracji polskiego Ministerstwa Obrony Narodowej rozmowy w tej sprawie wciąż się toczą.

Udało się jednak sprzedać 40 takich transporterów do Zjednoczonych Emiratów Arabskich. I choć na pewno minusem tej transakcji było to, że nie udało się ominąć pośrednika, to jednak wyprodukowane w Siemianowicach pojazdy trafiły na Bliski Wschód.

Jeśli dorzucimy do tego mocną aktywność ożarowskiego WB Electronics na Ukrainie (wiadomo, że polskie bezzałogowce latały m.in. nad pogrążonym w wojnie Donbasem) czy produkcję routerów bydgoskiego Teldatu dla amerykańskiego Raytheona, to będąc umiarkowanym optymistą, można się pokusić o stwierdzenie, że eksport polskiej zbrojeniówki ma się nieco lepiej. Nieco, bo na razie "prawdziwy eksport", czyli taki, który nie polega na sprzedaży maszyn z demobilu czy produkcji polskich spółek córek dla zagranicznych właścicieli, to zaledwie kilkaset milionów złotych rocznie.

Nasze skorupiaki

Przesłanek dla bycia umiarkowanym optymistą jest kilka. Pierwsza i chyba najważniejsza jest taka, że polski przemysł obronny powoli zaczyna tworzyć coraz więcej produktów, które mogą znaleźć uznanie u zagranicznych klientów. Oprócz podmiotów prywatnych, które zapewne także w tym roku zwiększą swoją sprzedaż za granicę (np. Teldat w sierpniu poinformował o zrealizowaniu przed terminem i bez uwag zamawiającego kolejnej transzy zamówienia routerów, WB czeka m.in. na październikowe rozstrzygnięcie przetargu na niewielkie bezzałogowce we Francji), wreszcie także spółki z Polskiej Grupy Zbrojeniowej zaczynają mieć realne widoki na to, by swoje produkty sprzedawać za granicę. Pierwszym zwiastunem możliwej zmiany jest to, że produkt Huty Stalowa Wola - armatohaubica Krab - startuje w postępowaniu na tego typu uzbrojenie w Danii. Ma czterech konkurentów z USA, Izraela, Francji i Korei. Warto pamiętać, że polski produkt jest montowany właśnie na koreańskich podwoziach, tak więc pokonanie w tym przypadku Azjatów byłoby naprawdę dużym sukcesem, który mógłby pociągnąć za sobą kolejne zamówienia.

- Największa szansa na eksport Polskiej Grupy Zbrojeniowej to tzw. skorupiaki, czyli samobieżny moździerz Rak i właśnie armatohaubica Krab. Na pewno pomaga to, że na rynkach światowych w tej dziedzinie jest stosunkowo niewielka konkurencja - stwierdza dr Dominik Kimla z firmy konsultingowej Avascent, która monitoruje rynek zbrojeniowy. - Warto jednak pamiętać, że w tym drugim przypadku brakuje nam amunicji precyzyjnej i amunicji dalekiego zasięgu. To musimy nadrobić. Szansą eksportową jest spojrzenie na Kraba bardziej kompleksowo: można go obudować systemem bezzałogowców czy sprzedawać w pakiecie z radarem rozpoznania artyleryjskiego Liwiec - dodaje ekspert.

Z raportów ośrodków analitycznych wiadomo, że bezzałogowce stosują np. Rosjanie na Ukrainie - pozwalają one na bardziej precyzyjne kierowanie ostrzałem.

I o ile nie ma co liczyć na szybkie stworzenie polskiego bojowego wozu piechoty (program Gepard jest na zupełnym bezdrożu), to właśnie Rak, Krab czy Rosomak mogą zwiększyć eksport polskiej zbrojeniówki. Choć - jak stwierdza Dominik Kimla - jeśli chodzi o transporter Rosomak, to tak naprawdę powinny się już toczyć prace nad jego następcą.

Kredyty na współpracę

Oprócz nowych produktów, na które - wydaje się - jest popyt, drugą ważną przesłanką dla wzrostu polskiego eksportu zbrojeniowego może być wprowadzony uchwałą Rady Ministrów we wrześniu 2015 r. "Program Wsparcia Bezpieczeństwa Regionu 2022". Jak można przeczytać w tym dokumencie, celem "jest pogłębienie relacji polityczno-wojskowych i przemysłowych z państwami Grupy Wyszehradzkiej (Czechy, Słowacja i Węgry), bałtyckimi (Litwa, Łotwa, Estonia) oraz Rumunią i Bułgarią oraz udzielenie pomocy krajom objętym programem w osiąganiu zdolności bojowych poprzez zapewnienie możliwości kształcenia w krajowych uczelniach wojskowych, centrach i ośrodkach szkolenia oraz wyposażenia w sprzęt wojskowy (produkowany w Polsce)". Dalej można się dowiedzieć, że "pomoc dotyczy finansowania m.in. zakupów wyrobów przemysłu zbrojeniowego dokonywanych w polskich podmiotach przemysłowych w ramach kredytów".

Umowy zakupu mają być realizowane w polskich firmach w oparciu o kredyty rządowe i fundusz specjalny utworzony przez PGZ. I choć na razie spektakularnych owoców tego porozumienia nie widać i trudno się spodziewać, by niektóre kraje - jak np. Litwa - z powodów politycznych kupowały w Polsce uzbrojenie (nasza współpraca skończyła się prawdopodobnie na sprzedaży zestawów przeciwlotniczych krótkiego zasięgu Grom) to wydaje się, że jest to krok we właściwą stronę. Warto też rozważyć rozszerzenie tego programu kredytowania o inne kraje.

Znaleźć się w łańcuchu

Wreszcie trzeba pamiętać, że przez planowane zakupy MON (m.in. tarcza przeciwrakietowa) polska zbrojeniówka jest niczym panna na wydaniu - światowe koncerny zbrojeniowe chcą nawiązać współpracę, by móc czerpać zyski w postaci podpisywanych kontraktów. Dlatego co kilka tygodni Polska Grupa Zbrojeniowa ogłasza podpisanie kolejnego listu intencyjnego ze zbrojeniowymi potentatami.

- Podpisanie listu intencyjnego wprowadza PGZ do grona światowych partnerów Raytheona. A to oznacza, że w przyszłości PGZ będzie miała możliwość dostarczania polskich technologii do zestawów Patriot, których używa także 13 innych krajów - tłumaczy John Baird, wiceprezes ds. zintegrowanych systemów obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej na Polskę w spółce Raytheon Integrated Defense Systems.

Faktycznie, jeśli już kierownictwo resortu obrony zdecyduje się na jakiś poważny zakup (na razie dokończono tylko to, co poprzednicy zapięli prawie na ostatni guzik), to do polskiego przemysłu mogą trafić nowe technologie i jak mantra powtarzane "włączenie w łańcuch dostawców" światowych gigantów może się ziścić.

- Polskie firmy zbrojeniowe mają ogromny potencjał: macie świetnych, kreatywnych inżynierów, sumiennych pracowników i wspaniałe tradycje. Wasze możliwości eksportowe mogą wzrosnąć dzięki transferowi technologii i współpracy ze światowymi firmami, ale opartej na rzeczywiście partnerskich zasadach - mówi z kolei Martin J. Coyne, dyrektor rozwoju biznesu MEADS International, drugi z konkurentów bijących się o kontrakt nad Wisłą. - Ofertę takiego pełnego, równoprawnego z Lockheed Martin i MBDA partnerstwa złożyliśmy PGZ i wiąże się ona w bardzo istotnym stopniu właśnie z szerokim otwarciem światowych rynków dla przedsiębiorstw wchodzących w skład grupy - dodaje były wojskowy.

Oczywiście warto pamiętać o tym, że kawalerowie przed ślubem od wieków obiecują pannom złote góry, i tak naprawdę listy intencyjne nie mają żadnej mocy sprawczej poza tym, że panowie prezesi mogą się pokazać na konferencjach prasowych. Jeśli jednak MON będzie dobrze negocjować, to faktycznie Polska Grupa Zbrojeniowa może na takim mariażu bardzo dużo zyskać. Z jednej strony technologie, z drugiej dostęp do rynków. Warto oczywiście pamiętać, że nawet jeśli to się uda, to taki proces zajmie lata.

Państwo wspiera swoje

Jeśli mówimy o szansach eksportowych polskiego przemysłu, to warto także pamiętać o bardzo silnym wsparciu, jakie ma Polska Grupa Zbrojeniowa w MON. Rząd Prawa i Sprawiedliwości formalnie podporządkował państwowy polski przemysł obronny temu ministerstwu, co wiąże się z tym, że faktycznie PGZ jest niczym przedłużenie ręki resortu obrony. Można zakładać, że ofiarą takiego podejścia może zostać prywatna zbrojeniówka (m.in. KenBIT, który nie może wziąć udziału w postępowaniu na dostarczenie systemu, przy którym brał udział w pracach rozwojowych), ale też rządowe wsparcie na arenie międzynarodowej może wreszcie przyniesie owoce w postaci zamówień dla państwowego wytwórcy uzbrojenia. A jak pokazuje historia, przemysł prywatny sobie poradzi, nawet jeśli państwo rzuca mu kłody pod nogi.

@RY1@i02/2016/172/i02.2016.172.05000020a.801.jpg@RY2@

FOT. ANDRZEJ CAPIGA

Armatohaubica Krab startuje w postępowaniu na tego typu uzbrojenie w Danii

Maciej Miłosz

 maciej.milosz@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.