Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Biznes

Zysk nie może być głównym celem przedsiębiorstwa

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 7 minut

Bolesław Rok: Tradycyjne myślenie w kategoriach PKB jako jedynego czynnika, który ma powodować, że cały świat będzie szczęśliwy, okazuje się nie do końca prawdziwe

@RY1@i02/2017/091/i02.2017.091.00000250b.801.jpg@RY2@

fot. materiały prasowe

Prof. ALK, dr hab. Bolesław Rok - wykładowca akademicki, dyrektor Centrum Badań Przedsiębiorczości Pozytywnego Wpływu, Katedra Przedsiębiorczości i Etyki w Biznesie, Akademia Leona Koźmińskiego. Od 30 lat związany z biznesem jako przedsiębiorca i doradca. Współzałożyciel Forum Odpowiedzialnego Biznesu, współautor corocznego Rankingu Odpowiedzialnych Firm dla Dziennika Gazety Prawnej. Członek m.in. Rady Programowej Instytutu Innowacyjna Gospodarka

Trochę się waham, czy wypada zaczynać rozmowę o CSR od banalnego pytania, czym on właściwie jest?

Pytanie wcale nie jest banalne, lecz świadczy o tym, że ze społeczną odpowiedzialnością biznesu (CSR) mamy ciągle duży problem. Według mnie jest to alternatywne - wobec nadal dominującego - widzenie roli biznesu, sposobu i celu jego funkcjonowania. Mówiąc najprościej, CSR pozwala zrozumieć, po co właściwie wchodzi się do biznesu.

A nie dla pieniędzy?

To jest właśnie podejście dominujące. Jedni myślą tylko o maksymalizacji zysku, inni mają potrzebę ciągłego naprawiania świata poprzez swoje produkty czy sposób działania. Pierwsze artykuły naukowe o CSR pojawiły się w literaturze o zarządzaniu już w 1916 r. W ciągu tych stu lat myślenie o biznesie ewoluowało. Jeśli w ogóle dopuścimy do świadomości, że zysk nie jest ani jedynym, ani głównym celem biznesu, to otwiera się ogromne pole do poszukiwania społecznie odpowiedzialnych form prowadzenia działalności gospodarczej, łączenia efektywności ekonomicznej z pozytywnym wpływem społecznym.

Trochę mnie niepokoi, że próbujemy od 100 lat. Zrobiliśmy postępy na drodze do ucywilizowania biznesu?

Nie, a przynajmniej nie wielkie. Bo nadal dominuje przekonanie, że maksymalizacja przychodów to podstawa prowadzenia firmy, a takie podejście psychologowie wywodzą z natury człowieka i jego wrodzonej chciwości. Optymistyczne jest, że właściciele dużych firm znacznie rzadziej już mówią, że ich głównym celem jest "dorobienie się". Niektórzy już się dorobili, a inni przynajmniej zrozumieli, że tak jak na pewnym etapie życia biznesowego trzeba zacząć się właściwie ubierać, nabyć odpowiednie maniery i poprawnie się wysławiać, tak nie wypada też mówić, że interesuje ich jedynie zysk.

Ale czy to jest już świadomość społecznej odpowiedzialności biznesu, czy tylko działanie PR-owe?

W większości PR, oczywiście, czy też taka poprawność biznesowa. Ale od czegoś trzeba zacząć, warto doceniać nawet małe pozytywne zmiany, które pojawiają się w mówieniu o gospodarce, firmie, zarządzaniu. Europa już to dostrzega, przynajmniej od dziesięciu lat, gdy prezydent Sarkozy w ramach dyskusji o polityce spójności zamówił raport u noblistów na temat wskaźników zrównoważonego rozwoju. Tradycyjne myślenie w kategoriach PKB jako jedynego czynnika, który ma powodować, że cały świat będzie szczęśliwy, okazuje się nie do końca prawdziwe. Wskaźniki ekonomiczne to jedno, a odczuwalna jakość życia to zupełnie co innego.

Lata świetlne miną, zanim PKB przestanie być takim bożkiem.

Bo to jest bardzo duże wyzwanie, co szczególnie teraz widzimy, gdy wszystkie rządy - również polski - próbują właśnie raportować wybrane wskaźniki w ramach Agendy 2030. Lata świetlne upłyną też, zanim firmy zaczną być porównywane z innymi pod kątem zrównoważonego rozwoju, a nie tylko wskaźników finansowych. Ostatnie lata przyniosły w Polsce nieco inne spojrzenie na przedsiębiorstwo, dostrzeżono, że jest ono organizmem, który tworzy i chroni wartość w oparciu o relacje między ludźmi (H2H), a wskaźniki finansowe są efektem jakości tej współpracy. Świadomość obywatelska zaczyna się kształtować, a biznes powoli, ale jednak próbuje dorastać do naszych aspiracji.

Może to jest ten moment, gdy trzeba powiedzieć wyraźnie, że CSR to nie marketing, nie sponsoring, nie filantropia i nie PR.

Owszem, to pewne jego składowe, ale nie istota, o czym wiele firm nie chce pamiętać i chwali się działaniami CSR, które nie mają z nim nic wspólnego. Według mnie społeczna odpowiedzialność biznesu opiera się na współistnieniu trzech filarów. Pierwszy jest budowaniem relacji społecznych z partnerami, drugi to system zarządzania operacyjnego w firmie, a trzeci to podejmowanie nowych wyzwań społecznych poprzez innowacje. To właśnie globalny rynek wymaga dobrego i odpowiedzialnego zarządzania i coraz trudniej bez tego osiągać sukces w biznesie, nawet ten finansowy.

Łatwiej zarządzać procesami, jakością produkcji i logistyką niż ludźmi.

Tak i dlatego niestety w Polsce, gdzie ciągle uczymy się zarządzania, oni są na samym końcu listy zainteresowań. Ale to się zmienia. Nawet ci dobrze zarabiający odchodzą, gdy postrzegają kulturę organizacyjną jako niszczącą ich rozwój nie tylko zawodowy, ale też osobisty, gdy naruszane jest ich poczucie godności. Warto zwrócić szczególną uwagę na tzw. milenialsów, którzy za 10 lat będą stanowić 50 proc. rynku pracy. Dla nich uczciwe traktowanie i zasady etyki są znacznie ważniejsze - co pokazuje wiele badań - niż np. jakość procesów i nastawienie na klienta.

Jacek Santorski w wywiadzie dla DGP w 2014 r. mówił o folwarcznej kulturze zarządzania, która dominuje wśród polskiego biznesu. Coś się od tamtej pory zmieniło?

Tu mamy z Jackiem odmienne doświadczenia, ale ponieważ znamy się bardzo długo, to potrafimy idealnie się uzupełniać (śmiech). On często widzi ciemne strony człowieka i w ten sposób mobilizuje przywódców do zmiany, ja natomiast jestem od razu raczej po "słonecznej stronie ulicy". Na podstawie Rankingu Odpowiedzialnych Firm widzę, że nawet spośród dużych firm nie więcej niż 10 proc. rozumie sens odpowiedzialnego społecznie biznesu w wystarczającym stopniu. Ogólny obraz jest zatem negatywny, ale staram się dostrzegać tylko te 10 proc. firm, ponieważ to one są dla mnie takim polskim laboratorium odpowiedzialnych innowacji. Mówiąc o społecznej odpowiedzialności, trzeba wskazywać korzyści.

Finansowe?

Również finansowe. I na poziomie budowania wartości firmy, efektywności wykorzystania zasobów i tym podobnych twardych wskaźników. Jeśli właściciel lub menedżer jest w stanie sensownie wciągnąć współpracowników we współzarządzanie na różnych poziomach, to motywacja ludzi i efektywność firmy zdecydowanie wzrastają. Profesor Blikle opowiadający z wielką pasją o turkusowych firmach czy profesor Hausner przekonujący do ekonomii wartości to wizjonerzy wyznaczający drogę dla odpowiedzialnego biznesu w Polsce. Właściciele zaczynają dostrzegać, że firma to coś więcej niż maszynka do maksymalizacji zysków.

Jak rozumieć innowacyjność, którą uznaje pan za trzeci filar CSR?

Chodzi o odpowiedzialną innowacyjność i podejmowanie istotnych wyzwań społecznych w ekonomicznie sensowny sposób, by podnosić jakość życia wszystkich. Warto dostrzegać potrzeby różnych grup społecznych i pracować nad nowymi produktami, nowymi formami usług, które pozwolą włączać do rynku osoby dotąd w pewnym sensie marginalizowane.

Rozmawiała Lidia Raś

Cały wywiad na

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.