Smart city, czyli nadzieja motoryzacji
Miasta przyszłości nie obejdą się bez samochodów. Te zaś, by zyskać pełnoprawny status na ulicach metropolii, będą musiały się szybko zmienić. Zeroemisyjność to za mało. Ambicją czołowych producentów jest dołożenie do czterech kółek autonomiczności i AI
6 mln – aż tyle ludzi każdego miesiąca na stałe przeprowadza się do miast. Trend jest jednoznaczny: świat staje się miejskim uniwersum – według prognoz ONZ w jego granicach do 2050 r. mieszkać będzie niemal 70 proc. ludzi, wobec 55 proc. obecnie. To oznacza, że właśnie metropolie oraz ich mieszkańcy będą wiodącym czynnikiem w gospodarce, i ten fakt tyczy się także motoryzacji. I tu na scenę wkraczają starzy wyjadacze z branży produkującej samochody, widzący dla siebie nową szansę i niekoniecznie godzący się z wizją miast-ogrodów, w których transport zapewniają głównie superszybkie sieci typu hyperloop. Zdaniem liderów motoryzacji świat wciąż będzie kochał samochody, o ile te ostatnie staną się ciche, zeroemisyjne, inteligentne (wręcz autonomiczne) i tanie w użytkowaniu. W takiej wersji jak ulał pasować mają do miejskiego krajobrazu.
– Suma funduszy przeznaczonych na rozwój samochodów autonomicznych przebiła właśnie barierę 100 mld dol. – ogłosili we wrześniu analitycy brytyjskiego Leasing Options i wskazali firmę, która zabudżetowała ponad połowę tej kwoty. To lider globalnej motoryzacji – Volkswagen, nieukrywający, że zapowiadana fala jego elektrycznych samochodów dla mas, rozpoczęta wraz z nadchodzącym debiutem ID.3, to zaledwie początek długiej drogi do utrzymania hegemonii w kolejnych dekadach. Jak to mówią w branży – wóz albo przewóz.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.