Obniżki CIT nie uratują niemieckiej gospodarki
Liberałowie zawsze mają jedno lekarstwo na cykliczne kłopoty bogatych gospodarek ze wzrostem. Koniecznie należy, powiadają, obniżyć podatki. Najlepiej te dla biznesu. Bo uwolniony od „nadmiernych obciążeń” sektor prywatny odetchnie i zacznie lepiej płacić, inwestować oraz zatrudniać. Gotowe. Po kryzysie.
Ale czy taki związek naprawdę zachodzi? Traktuje o tym dość świeża (z 2022 r.) praca Philippa Heimbergera oraz Sebastiana Gecherta z Instytutu Międzynarodowych Porównań Gospodarczych z Wiednia. Ekonomiści udokumentowali w niej dwa zjawiska, oba bardzo ciekawe. Zacznijmy od spostrzeżenia z poziomu meta. A więc dotyczy nie tylko efektów obniżek podatków korporacyjnych, lecz także sposobu i prawideł, wedle których analizy tego zjawiska są w polityce ekonomicznej wykorzystywane. Heimberger i Gechert pokazali, że istnieje (a przynajmniej istniała w ostatnich dekadach) wyraźna skłonność badaczy do selektywnego przedstawiania faktów. Bo te prace, które wskazywały na pozytywną korelację podatkowych obniżek ze wzrostem gospodarczym (Young Lee i Robert Gordon, 2005 r. albo Jens M. Arnold, 2011 r.), cieszyły się zainteresowaniem, te zaś, które pokazywały trend przeciwny, ginęły w natłoku analiz jako „niekonkluzywne”. A potem je grzebano.
Jednocześnie – i to druga refleksja po lekturze tekstu Heimbergera i Gecherta – gdyby się pokusić o zbiorczy wniosek ze wszystkich dostępnych analiz badających związki między poziomem obciążenia fiskalnego a wzrostem, to brzmiałby on mniej więcej tak: relacja jest niekonkluzywna. Na podstawie dostępnych badań nie sposób postawić wiarygodnej tezy, że obniżki wpływają na wzrost gospodarczy pozytywnie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.