Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Gospodarka

Kredyty walutowe: zasobność portfela i zdrowe nerwy

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 7 minut

Jedną z podstawowych decyzji, jaką musimy podjąć, jest wybór waluty. Jeśli wybierzemy źle, zapłacimy za ten wybór

Stopy procentowe w poszczególnych krajach różnią się wysokością. A mówiąc bardziej precyzyjnie, różna jest rynkowa cena pieniądza, która z wysokością oficjalnych stóp procentowych jest ściśle związana. Przyczyna tego zjawiska tkwi w zróżnicowanym poziomie rozwoju gospodarek różnych państw i sytuacji, w jakiej się one znajdują.

Prawidłowość jest oczywista: im gospodarka bardziej rozwinięta i zrównoważona, tym stopy procentowe niższe i stabilne, czyli niepodlegające gwałtownym zmianom. Także waluta takiego kraju jest bardziej stabilna.

Różnice w stopniu rozwoju gospodarek mają charakter w miarę trwały. Zmiany oczywiście są, ale dokonują się w wolnym tempie, liczonym w dziesiątkach lat. To zaś wskazuje, że i różnice na korzyść walut krajów bardziej rozwiniętych i o stabilnych gospodarkach będą się utrzymywać przez dłuższy czas. Ma to znaczenie tym większe, że walutowy kredyt hipoteczny zwykle zaciągany jest na 20 - 30, a nawet więcej lat.

W praktyce mamy trzy możliwości: dolara, franka i euro.

W przypadku zmienności kursów waluty, w której bierzemy kredyt, wobec złotego mamy do czynienia ze swego rodzaju paradoksem. Polega on na tym, że z jednej strony im kurs bardziej stabilny, tym lepiej, bo czerpiemy korzyści z różnicy stóp oprocentowania tego kredytu i kredytu w złotych, z drugiej jednak nie odnosimy korzyści z ewentualnych zmian tego kursu. Zmiany kursowe mogą bowiem grać zarówno na rzecz kredytobiorcy, jak i przeciw niemu.

Ryzyko niekorzystnej zmiany kursu waluty, w której wzięliśmy kredyt, jest spore. Ale nie jesteśmy bezradni wobec tego zagrożenia. Banki, zdając sobie sprawę z ryzyka walutowego, jakie ponosi kredytobiorca, przewidują możliwość przewalutowania: zamiany kredytu z walutowego na złotowy albo kredytu we frankach na kredyt w euro. Zwykle liczba takich zmian jest ograniczona. Określa to umowa kredytowa między bankiem a kredytobiorcą. Najczęściej wiąże się to z koniecznością poniesienia przez klienta jednorazowej opłaty.

Decyzja o zmianie waluty nie jest łatwa niezależnie od wysokości opłat.

Działanie prewencyjne albo wyprzedzające ma na celu uniknięcie prawdopodobnego ryzyka wzrostu kosztów kredytu walutowego z powodu ryzyka niekorzystnej zmiany kursu waluty kredytu.

Działanie tego mechanizmu dobrze jest prześledzić na przykładzie. W połowie 2001 r. mieliśmy do czynienia z sytuacją nieco podobną do tej, która wystąpiła latem 2008 r. 8 - 9 lat temu złoty dość znacznie umocnił się wobec franka szwajcarskiego. Latem 2001 r. kurs franka do złotego spadł poniżej 2,3 zł. W następnych miesiącach ta tendencja się zmieniła i szwajcarska waluta zaczęła dość mocno drożeć. Jesienią franka na rynku międzybankowym wyceniano już na 2,64 zł. Koszt spłaty raty wzrósł więc o blisko 15 proc.

Jeśli kredytobiorca postanowił przewalutować kredyt, udało mu się uniknąć jeszcze gorszej sytuacji. Nieco ponad trzy lata później bank przeliczyłby mu ratę po bardzo niekorzystnym kursie, wynoszącym na początku 2004 r. około 3 zł za franka, czyli o 30 proc. wyższym niż w momencie zaciągania kredytu. Bardzo podobnie było rok temu. Latem frank kosztował nawet nieco mniej niż 2 zł. To, wraz z korzystnym oprocentowaniem i niskimi marżami, skłoniło wielu klientów do wzięcia kredytu w tej walucie. Jednak już w październiku za franka trzeba było płacić około 2,7 zł, czyli o ponad jedną trzecią więcej. Kto w tym momencie nie podjął decyzji o zmianie waluty kredytu, w styczniu, lutym i marcu 2009 r., mógł mieć do siebie pretensje. Frank zdrożał do ponad 3 zł.

Trafność tego typu decyzji łatwo oceniać z perspektywy czasu, czyli po fakcie. Problem w tym, że nawet fachowcom trudno jest przewidzieć zarówno moment wystąpienia, jak i czas trwania oraz skalę zmian kursów. I na tym właśnie polega istota ryzyka kursowego.

Nawet w najgorszym dla posiadacza kredytu we frankach momencie rata kredytu w walucie była nieznacznie niższa niż w złotym. Kto przetrwał trudny czas bez przewalutowania, także niewiele stracił, choć gdyby trafnie przewidział zmiany, mógłby sporo zaoszczędzić.

Poza wszystkimi czynnikami, które już zostały przedstawione, trzeba wziąć pod uwagę także względy indywidualne. Należą do nich skłonność danej osoby do ryzyka i wrażliwość jej portfela na zmiany kosztu kredytu, czyli wysokości płaconych rat.

Za kredytem we frankach przemawia większa stabilność kursu i niższe koszty kredytu, a w krótkim czasie polityka szwajcarskiego banku centralnego zakładająca utrzymywanie niskich oficjalnych stóp procentowych oraz zapobieganie nadmiernemu wzrostowi kursu franka.

Za euro przemawia fakt, że w perspektywie kilku lat stanie się ono walutą stosowaną w naszym kraju i wyprze złotego.

@RY1@i02/2009/205/i02.2009.205.021.0010.001.jpg@RY2@

Porównanie oprocentowania kredytów

Załóżmy, że bierzemy kredyt na 100 tys. franków, gdy kurs franka wynosi 2 zł. Tak było w sierpniu 2008 r. Miesięczna rata wynosi 400 franków. W pierwszym miesiącu na spłatę wydajemy 800 zł. Ale w drugim kurs szwajcarskiej waluty wzrósł do 2,1 zł - na spłatę musimy przeznaczyć już 840 zł. Problem staje się poważniejszy, gdy tak jak między sierpniem 2008 r. a lutym 2009 r. kurs franka wzrósł z 2 do 3,3 zł. Wysokość raty w lutym 2009 roku wyniosła aż 1320 zł. Na szczęście ten stan nie trwał zbyt długo. Rata czerwcowa kosztowała nas już tylko 1200 zł, a wrześniowa 1080 zł, o jedną trzecią więcej niż w czasie, gdy braliśmy kredyt.

Zmiany kursowe zupełnie inaczej będą odbierane przez osobę, która zdecydowała się na wzięcie kredytu we frankach właśnie wczesną wiosną. Wbrew pozorom jej decyzja była słuszna. Trzeba było tylko nie zrażać się głosami o wielkim ryzyku i pokonać trudności związane z ograniczaniem ich dostępności przez większość banków. Wysoki kurs franka był bowiem niekorzystny tylko dla tych osób, które zaciągnęły kredyt wcześniej.

Najważniejsze w tej kalkulacji nie jest to, że biorący kredyt w sierpniu 2008 r. ma poczucie, że stracił na swej decyzji, a ten, który wziął kredyt w lutym 2009 r., ma wrażenie, że płaci coraz mniej. Przy założeniu, że oprocentowanie obu kredytów jest identyczne i kurs franka w sierpniu przyszłego roku będzie taki sam jak w sierpniu 2008 r., okaże się, że obaj spłacili takie same kwoty kredytu w przeliczeniu na złote, tylko w odwrotnej kolejności.

Pan Sierpień 2008 zaczynał od raty niskiej i kończył na wysokiej, a pan Luty 2009 zaczynał od raty wysokiej, a kończył na niskiej.

@RY1@i02/2009/205/i02.2009.205.021.0010.002.jpg@RY2@

Kurs euro i franka do złotego

Roman Przasnyski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.