Kraj pasterzy dogoni emiraty
Oczy światowych inwestorów są dziś skierowane na Mongolię. Bogactwa, których eksploatacja ma się niebawem rozpocząć, sprawią, że PKB tego kraju będzie rósł o 20 proc. rocznie.
Wartość dziesięciu największych złóż - od złota przez ropę po molibden - jest oceniana na 1,3 bln dol., czyli 310 razy więcej, niż wynosi obecny PKB kraju. Do 2025 r. mongolska gospodarka urośnie 12-krotnie. Jeśli wziąć pod uwagę PKB na osobę, oznacza to awans z poziomu Mołdawii do Norwegii. Taki wzrost to domena państw, w których nagle odkryto olbrzymie bogactwa naturalne (150 proc. wzrostu PKB w Gwinei Równikowej w 1997 r.) lub które odbijały się od dna po zakończeniu wojny (50,7 proc. w 1992 r. w Kuwejcie).
O koncesje wydobywcze w kraju Czyngischana biją się koncerny z całego świata. W 2009 r. walkę o największe na świecie złoże rud miedziowo-złotych Ojuutolgoj wygrały Rio Tinto i Ivanhoe. Jesienią tego roku zaś rozstrzygnie się los ocenianych na 6,4 mld ton złóż węgla Tawantolgoj. O 30 proc. udziałów, które zdecydował się sprzedać rząd, zabiegają firmy z Australii, Brazylii, Chin, Japonii, Korei Płd., Rosji, ze Szwajcarii i z USA. Eksploatacja obu złóż ruszy w 2013 r.
Od chwili podpisania pierwszych kontraktów giełda w Ułan Bator jest najszybciej rosnącym parkietem świata. Akcje spółek Top 20 zyskały od 1 stycznia 71 proc. Niezły wynik, zwłaszcza że sesja trwa tylko dwie godziny dziennie. Rząd musi teraz rozstrzygnąć, co zrobić z przyszłymi zyskami, by skorzystali na nich mieszkańcy 2,7-milionowego kraju. - Zyski z podatków i wydobycia przekażemy na fundusz bogactwa, a ich część posłuży zniwelowaniu poziomu biedy - obiecywał minister finansów Sangadżawyn Bajarcogt. Jest co niwelować. Ostatnia, niezwykle mroźna, trwająca do maja zima w niektórych rejonach zabiła większość stad, z których utrzymuje się 1/3 populacji.
Władze za wzór wzięły podobne fundusze z Alaski i Norwegii. Plan tym bardziej ambitny, że wisi nad nim widmo korupcji. Część firm z rezerwą patrzy na wydobywczy boom, obawiając się, że zyski trafią do kieszeni urzędników. Oskarżeń nie ustrzegł się nawet premier Suchbaataryn Batbold. Sześć lat temu, jeszcze jako minister przemysłu, miał skorzystać na sprzedaży kopalni złota Boroo Kanadyjczykom.
Problemem może być też czynnik chiński. Mongołowie z niepokojem patrzą na sąsiada, którego częścią byli do 1911 r. Tymczasem większość górników trzeba będzie sprowadzić właśnie z Chin, do których trafi też największa część surowców. Liczba miejsc pracy będzie rocznie rosła o 10 proc. Miejscowej siły roboczej po prostu zabraknie, a nowi robotnicy będą ciążyć ku ojczyźnie.
Perspektywa wielkich bogactw pomogła pokonać mongolskie wierzenia, które zakazywały kopania w ziemi, by nie niepokoić mieszkających w niej duchów. Czas pokaże, czy duchy nie zemszczą się powolną aneksją przez ChRL bądź zmarnotrawieniem zysków.
Michał Potocki
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu