Na optymizm trzeba będzie poczekać
By stanąć na nogi, amerykańska gospodarka potrzebuje swoich firm i konsumentów
Jeszcze miesiąc temu wszystko wydawało się iść dobrze. Ale na początku czerwca, jak ujął to były prezes Rezerwy Federalnej Alan Greenspan, gospodarka uderzyła w niewidzialny mur.
Z USA napłynęła seria złych wiadomości: rozczarowujący wzrost liczby miejsc pracy, nieoczekiwanie niskie zatrudnienie, wskaźniki sugerujące, że produkcja i usługi tracą dynamikę, nowe obawy o kondycję europejskich rynków dłużnych i tamtejszych banków. Wprawdzie większość ekonomistów uważa, że nie zapowiada to drugiej fali recesji, której tak boją się decydenci, ale sytuacja ma miejsce w chwili, gdy amerykańskie władze monetarne i fiskalne rozpaczliwie szukają pola manewru.
Neal Soss z Credit Suisse w Nowym Jorku wskazuje, że istnieje duża różnica między spowolnieniem wzrostu a faktycznym spadkiem aktywności gospodarczej. - Gospodarka wciąż rośnie i są wszelkie dane, by sądzić, że będzie rosła dalej - mówi.
Podobnie jak wielu ekonomistów Soss zawsze uważał, że ożywienie będzie powolne, bo gospodarstwa domowe są potężnie zadłużone, a banki muszą naprawić swoje bilanse. Jedną z konsekwencji mogą być jednak powtarzające się ostrzeżenia przed podwójnym tąpnięciem. - Może być zagrożenie zarówno nadmiernym przyspieszeniem, jak i spowolnieniem - mówi. - Jeżeli jednak zaczynasz od wysokiego poziomu bezrobocia, to zagrożeniu spowolnieniem będą prawdopodobnie towarzyszyły raczej takie słowa jak "recesja" niż "wyhamowanie".
USA naprawdę mogłyby sobie poradzić przy niewielkiej pomocy z zewnątrz. Niestety ta wydaje się mało prawdopodobna. Europa sądziła, że kryzys grecki został rozwiązany dzięki pakietowi ratunkowemu UE i MFW, więc zajęła się oglądaniem mistrzostw świata. Być może bezpośrednie potrzeby finansowe Aten zostały zaspokojone, ale nie kończy to spekulacji, że Portugalia lub Hiszpania mogą być następne w kolejce. Nie cichną też obawy o wartość papierów dłużnych Grecji i Hiszpanii, trzymanych przez banki strefy euro.
W ubiegłym miesiącu powróciło charakterystyczne zjawisko awersji do ryzyka. Spready kredytowe zadłużonych krajów rozszerzyły się, bo inwestorzy boją się o wypłacalność rządów; giełdy spadły; dolar i ceny amerykańskich obligacji skarbowych wzrosły, ponieważ inwestorzy szukali bezpiecznego schronienia dla swoich pieniędzy. Nie jest to wyłącznie zła nowina: wyższe ceny obligacji oznaczają niższe długoterminowe stopy procentowe.
Ameryka bardziej od taniego pieniądza potrzebuje jednak optymizmu swoich firm i konsumentów. - Efekt netto w ostatnim miesiącu dla USA był nieznacznie negatywny. Czysto ekonomiczne czynniki mogą znosić się nawzajem, ale niepewność związana ze słabą sytuacją na rynku pracy nie wróży niczego dobrego - mówi profesor Eswar Prasad z nowojorskiego Cornell University.
Żadne łagodzenie polityki monetarnej przez Fed nie pomoże, jeżeli banki nie rozszerzą akcji kredytowej, ponieważ konsumenci nie będą chcieli wydawać, a firmy inwestować. A oręż, jakiego rządy mogą użyć w takich okolicznościach - wzrost wydatków i obniżka podatków - stanowi problem bardziej polityczny niż ekonomiczny.
Po stronie ekonomicznej inwestorzy na rynku obligacji nie wydają się zaniepokojeni konsekwencjami obecnych deficytów dla wypłacalności USA ani nie oczekują też, że Waszyngton będzie chciał zmniejszyć swoje zadłużenie za pomocą inflacji. Rentowność 10-letnich obligacji skarbowych spadła do bardzo niskiego poziomu około 3 procent, a inflacja przewidywana na podstawie cen obligacji indeksowanych pozostaje na poziomie około 2 procent.
Na nieszczęście dla tych przedstawicieli administracji, którzy wierzą w kontynuowanie polityki stymulacyjnej, wsparcie dla wydatków publicznych maleje. Choć niedawne wyniki prawyborów przed listopadowymi wyborami uzupełniającymi nie dają jasnego obrazu, niektórzy zdają się wycinać kandydatów opowiadających się za wielkim rządem.
Przedstawiciele administracji twierdzą, że przepadają głównie ci kandydaci, którzy wspierali program ratowania zagrożonych aktywów (TARP), federalny pakiet ratunkowy dla sektora finansowego, a nie wydatki rządowe jako takie. Jednak nawet kontynuowanie programu stymulacyjnego stoi pod znakiem zapytania. Propozycje przedłużenia zasiłków dla bezrobotnych i pomocy dla stanów zostały źle przyjęte w Kongresie. Jeden z wysokich przedstawicieli administracji wspomina swojego rozmówcę, który powiedział: - W Ameryce zostało tylko trzech keynesistów i wszyscy trzej pracują dla rządu.
Alec Phillips z Goldman Sachs mówi: - Potencjalne wygaśnięcie pakietu stymulacyjnego wydaje się coraz ważniejszym zagrożeniem dla wzrostu. Sekretarz skarbu Tim Geithner z upodobaniem przypomina wszystkim tym, którzy oskarżają USA o fiskalną rozrzutność, że amerykański deficyt ma w najbliższej przyszłości spadać szybciej niż w jakiejkolwiek innej gospodarce rozwiniętej - z 10,6 proc. PKB w 2010 r. do 5,1 proc. w 2013 r. w porównaniu do spadku z 5,5 proc. do niespełna 3 procent w rzekomo samoudręczających się Niemczech.
Phillips szacuje, że jeżeli pakiet stymulacyjny przyjęty w zeszłym roku wygaśnie, obejmując zasiłki dla bezrobotnych, pomoc dla stanów i specjalne ulgi w podatku od dochodów osobistych, efektem może być obniżenie wzrostu PKB o 2 punkty procentowe - ponad połowę amerykańskiego trendu wzrostowego - do połowy przyszłego roku. Nawet bardziej prawdopodobny scenariusz, w którym zasiłki dla bezrobotnych i ulgi podatkowe zostaną przedłużone, obniży przyszłoroczny wzrost gospodarczy przynajmniej o punkt procentowy.
Amerykańska gospodarka nie ma jeszcze poważnych kłopotów. Wzrosty na giełdach, do których doszło w ostatnich dniach, przekonały optymistów, że na rynek wraca zaufanie. Jednak podrygi gospodarki w minionym miesiącu wskazują, jak kruche jest odrodzenie i jak bardzo zależna jest Ameryka od wygenerowania własnego popytu. A jeżeli gospodarka zacznie spadać, zamiast po prostu wyhamowywać, decydenci mogą odkryć, że ich arsenał środków jest niebezpiecznie przetrzebiony.
tłum. tk
Alan Beattie
Robin Harding
"Financial Times"
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu