Włosi planują cięcia na 24 mld euro
Włochy są kolejnym, po Grecji, Hiszpanii i Portugalii, krajem zadłużonego południa Europy, który zabiera się do radykalnych oszczędności.
Cięcia w tegorocznym budżecie mają wynieść aż 24 miliardy euro. O tym, jak zmniejszyć wydatki, debatował wczoraj wieczorem rząd Silvio Berlusconiego. Korekta ustawy budżetowej ma niezwłocznie trafić do parlamentu.
- To seria bardzo ciężkich wyrzeczeń, mających uratować nasz kraj przed tym, co stało się w Grecji - powiedział dziennikarzom szef Urzędu Rady Ministrów Gianni Letta, jeden z najbardziej szanowanych polityków w rządzie. Do tej pory włoscy politycy unikali wszelkich redukcji wydatków, utrzymując, że kryzys gospodarczy nie sprzyja takim posunięciom. Teraz jednak Rzym chce do 2012 r. ograniczyć deficyt budżetowy z obecnego poziomu 5,3 proc. PKB poniżej wymaganego przez Unię Europejską - 3 proc. Ma to uratować zarówno wiarygodność finansową Włoch, jak i wesprzeć wysiłki strefy euro, by zażegnać najpoważniejszy kryzys wspólnej waluty.
Ale 24 miliardy euro to kropla w morzu potrzeb. Zadłużenie Włoch szacowane jest obecnie na 1,76 biliona euro. To czwarty pod względem nominalnej wielkości dług publiczny na świecie - po Stanach Zjednoczonych, Japonii i Niemczech. W efekcie inwestorzy traktują włoskie obligacje z podobną ostrożnością jak greckie. Szczególnie że na początku maja rząd zweryfikował swoje prognozy dotyczące wzrostu gospodarczego: w 2010 r. będzie to 1, a nie 1,1 proc. PKB - natomiast w przyszłym roku gospodarka urośnie o 1,5 proc. PKB (a nie zapowiadane 2 proc.).
Dlatego proponowane przez Berlusconiego rozwiązania mogą okazać się niewystarczające. Opozycja twierdzi wręcz, że tylko pogłębią kryzys - bo to nie cięcia mogą uratować Włochy przed bankructwem, ale jedynie reforma systemowa. Tymczasem - zgodnie z ujawnionymi przez media szczegółami dekretu - rząd ma zamiar zaostrzyć walkę z nagminnym uchylaniem się od płacenia podatków, zamrozić na trzy lata pensje w sferze budżetowej, starać się nie przyjmować nowych pracowników w miejsce tych, którzy przechodzą na emeryturę, sprzedać co piąty samochód należący obecnie do administracji państwowej i znacząco okroić dotacje z budżetu centralnego dla władz lokalnych.
Wzorem Wielkiej Brytanii obcięte zostaną również o 10 proc. płace parlamentarzystów i członków rządu. To ostatnie można uznać jednak za gest symboliczny - włoscy politycy należą do najlepiej opłacanych w Europie. Być może po części gabinet Silvio Berlusconiego liczy też, że w ten sposób uratuje swoje notowania: zgodnie z opublikowanymi sondażami co czwarty Włoch jest zdania, że rząd "bardzo źle" radzi sobie z kryzysem gospodarczym. Kolejne 38 proc. uważa działania władz państwa za "rozczarowujące".
Mariusz Janik
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu