Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Gospodarka

Źli chłopcy z giełd nie mają przyjaciół

26 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Zausznicy prezydenta Herberta Hoovera nazywali ich hienami. Prezes jednej ze spółek internetowych twierdził, że akcje jego firmy stały się celem ataku Lorda Sithów. A Ken Lay, były szef Enronu, uważał, że to oni są winni upadkowi tej firmy zajmującej się handlem ropą.

Graczom giełdowym, którzy stawiają na krótką sprzedaż, nigdy nie brakowało wrogów. Ostatnio zaatakowały Niemcy. Zakazały nagiej krótkiej sprzedaży akcji 10 lokalnych firm finansowych. Po raz pierwszy Niemcy zakazały również krótkiej sprzedaży i obrotu swapami od ryzyka upadłości (CDS) obligacji rządowych, co stanowi rodzaj zakładu, że ich ceny spadną. W piątek podobne ograniczenia wprowadzili parlamentarzyści w Holandii. W przyszłym tygodniu w ich ślady mogą pójść kolejne kraje.

Politycy mają nadzieję, że wesprą rynki, atakując graczy, ale dowody historyczne sugerują, że korzyści te mogą być krótkoterminowe. Jednak w dłuższej perspektywie zakaz krótkiej sprzedaży w żaden sposób nie zapobiegnie załamaniu rynku.

Gracze stawiający na krótką sprzedaż żyją z tego, że obstawiają spadki cen: pożyczają i sprzedają akcje, oczekując, że ich ceny spadną, i mając nadzieję odkupić je za mniej. W rezultacie nikt ich nie lubi. Prezesi firm często oskarżają ich o skoordynowane ataki mające na celu obniżenie cen. Politycy nazywają ich spekulantami. Gdy rynek się wali, oni pierwsi dostają po uszach. Tym razem zakaz dotyczy nagiej krótkiej sprzedaży dokonywanej bez pożyczania akcji.

Pierwsze zakazy tego typu pojawiły się w 1609 r. z inicjatywy m.in. holenderskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej. W 1931 r. dwudniowy zakaz krótkiej sprzedaży wprowadzony - pod presją Hoovera - przez nowojorską giełdę papierów wartościowych doprowadził do krótkotrwałej hossy, bo posiadacze krótkich pozycji byli zmuszeni je odkupić. I znów, w 1932 r., ograniczenia dotyczące pożyczania akcji doprowadziły do krótkotrwałego odbicia indeksu Dow Jones Industrial Average. W obydwu przypadkach na giełdę szybko powróciły spadki, a w 1932 r. akcje straciły ponad połowę swojej wartości w niespełna sześć miesięcy.

Do 2008 r. niewiele się zmieniło. W tydzień po upadku Lehmana regulatorzy na całym świecie zakazali krótkiej sprzedaży akcji banków i towarzystw ubezpieczeniowych. Brytyjskie banki zareagowały nawet szybciej niż 77 lat wcześniej, zyskując 21 proc. w ciągu jednego dnia. Jednak podobnie jak poprzednio wykluczenie graczy nie powstrzymało posiadaczy akcji od pozbywania się ich.

Brytyjskie banki ostatecznie sięgnęły dna sześć miesięcy później, tracąc 70 proc. Chronione amerykańskie akcje także zanurkowały. Zakaz nie uratował papierów banków. Ograniczył natomiast płynność i spowodował, że operacje giełdowe stały się kosztowniejsze. Christopher Cox, ówczesny prezes amerykańskiej Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (SEC), przyznał później, że zakaz wprowadzony w 2008 r. był największym błędem w jego karierze.

Kanclerz Niemiec Angela Merkel może być wkrótce zmuszona do podobnego wyznania winy. Tym razem hossy nie było. Akcje natychmiast spadły, podobnie jak, co bardzo wymowne, obligacje zadłużonych peryferyjnych krajów strefy euro. Wynikiem wykluczenia aktywnej grupy inwestorów było ograniczenie płynności, co zwiększyło koszty handlu peryferyjnymi obligacjami europejskimi.

tłum. TK

© The Financial Times Limited 2010. All Rights Reserved

James Mackintosh

komentator "Financial Timesa"

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.