Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Gospodarka

Fundusz odzyskuje reputację

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 17 minut

Dla MFW kryzys był zawsze szansą na wzmocnienie swojej pozycji

Opisując renesans Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW) w ciągu ostatnich kilku lat eksperci uciekają się do tej samej metafory. - Odrodził się jak Feniks z popiołów - mówi Ken Rogoff, były główny ekonomista tej instytucji. Zanim krach kredytowy w Ameryce przeistoczył się w 2008 r. w światowy kryzys finansowy, MFW stopniowo tracił na znaczeniu. Względny spokój, jaki zapanował w globalnej gospodarce po boomie z 2003 r., oznaczał, że mniej krajów potrzebowało nadzwyczajnej pomocy. Fundusz miał też złą prasę z powodu represyjnego traktowania państw dotkniętych w latach 1997 - 1998 azjatyckim kataklizmem finansowym, a wcześniej, w latach 80., latynoamerykańskim kryzysem dłużnym.

Sytuacja się zmieniła. Kemal Dervis, szef globalnego programu ekonomicznego w Brooking Institution i były minister finansów Turcji, mówi: - W porównaniu z sytuacją sprzed trzech czy czterech lat wszystko w funduszu wygląda inaczej.

Kryzys zawsze był dla MFW szansą na powrót do gry. Podczas serii spektakularnych wydarzeń w latach 90., za czasów Michela Camdessusa, ówczesnego dyrektora zarządzającego, okazał się czołową siłą wdrażającą kapitalizm finansowy w stylu amerykańskim. Jednak po odejściu Camdesussa ostatnim wielkim występem MFW była pomoc Brazylii w 2002 r. Później MFW zajmował się głównie obserwowaniem globalizacji z pozycji komentatora. Ponieważ nie było głębokiej recesji, z którą należałoby walczyć, fundusz bez większego powodzenia próbował koordynować wysiłki zmierzające do przywrócenia równowagi w światowej gospodarce.

Jednocześnie azjatyckie (i niektóre latynoamerykańskie) gospodarki wschodzące zgromadziły ogromne rezerwy walutowe, często wprost deklarując, że chcą się zabezpieczyć na wypadek załamania, zamiast polegać na kredytach z MFW i spełniać długą listę warunków, od których jest uzależnione ich uruchomienie. Później, gdy w 2008 r. kryzys zaczął się rozszerzać, fundusz nieoczekiwanie zaistniał w Europie Środkowej i Wschodniej. Kilka krajów z dużymi deficytami na rachunku obrotów bieżących, często w połączeniu ze sztywnymi kursami walutowymi, potrzebowało pożyczek z MFW, by zrównoważyć swój bilans płatniczy. Łotwa otrzymała pakiet 10,5 mld dol., a Węgry 25 mld dol. Środki własne MFW uzupełniały pieniądze z Unii Europejskiej, poszczególnych krajów europejskich i Banku Światowego.

Pod wodzą Dominiquea Straussa-Kahna MFW zdołał pozyskać nowe środki, zwiększając swoje zasoby do około 750 mld dol. Zmodernizował procedury kredytowe, by móc pożyczać pieniądze szybciej i w sposób bardziej elastyczny, jeżeli chodzi o ich wykorzystanie. Porzucił też niektóre z wolnorynkowych dogmatów z lat 90., takich jak nacisk na kraje, by otwierały swoje rynki kapitałowe i pozwalały pieniądzom wpływać i wypływać w niezakłócony sposób.

Fundusz kontynuował wysiłki podjęte przez Horsta Koehlera, który bezpośrednio zastąpił Camdesussa na stanowisku, by osłabić warunkowość przyznawanych kredytów, szczególnie jeżeli chodzi o konieczność podejmowania przez kraje reform strukturalnych, takich jak prywatyzacja i deregulacja, co wywoływało wyjątkowo złe skojarzenia w Azji.

Dodatkowo MFW w końcu uruchomił projekt, z którym zmagał się od ponad dekady. Kraje z dobrymi wynikami ekonomicznymi - na pierwszy ogień poszły Meksyk, Polska i Kolumbia - podpisały rodzaj umowy ubezpieczeniowej, umożliwiający im szybkie pozyskanie pieniędzy, gdyby finansowa zaraza dotarła i do nich. William Rhodes, bankier z Citigroup i współorganizator wielu akcji ratunkowych dla zadłużonych rynków wschodzących, mówi: - Psychologicznie fundusz znów stał się ważny.

Teraz MFW stoi w obliczu największego wyzwania od lat. Grecja, pierwszy kraj zachodnioeuropejski, który ubiega się o pomoc MFW od czasu Włoch i Wielkiej Brytanii w latach 70., zwiększy swoje i tak już poważne zadłużenie - 113 proc. PKB - z deficytem rządowym sięgającym 13,6 proc. PKB. Ponieważ Grecja jest członkiem strefy euro, nie może ani zdewaluować swojej waluty, ani poluzować polityki monetarnej. Simon Johnson, były główny ekonomista MFW, mówi: - Gdyby to był rynek wschodzący ze sztywnym kursem walutowym, mówilibyśmy o wartości tej waluty i przyszłości reżimu kursowego.

Sprawę komplikuje fakt, że kraje strefy euro naciskają, by to one sfinansowały przynajmniej dwie trzecie pakietu pomocowego. Wewnętrzne tarcia opóźniły o tygodnie negocjacje kredytowe i nie wróżą dobrze tempu i zdecydowaniu działań, kiedy pieniądze zaczną już płynąć.

Tymczasem inwestorzy wywindowali premię za ryzyko dla greckich obligacji. - Europejskie niezdecydowanie wystawia Grecję na strzał - mówi Johnson. - Rynki finansowe uwielbiają takie sytuacje.

Nie jest też do końca jasne, kto ma być odpowiedzialny za kierowanie programem, kiedy ten ruszy. Podkreślanie przez strefę euro, że to ona będzie trzymać kierownicę, nie oznacza, że MFW może zawiesić praktykę wydatkowania pieniędzy zgodnie z własnymi zasadami. Choć fundusz współfinansował już kilka akcji pomocowych - od pakietu dla Meksyku w 1995 r. po kilka programów dla Europy Wschodniej w 2008 i 2009 r. - zawsze było jasne, że kredyty te są udzielane na warunkach MFW.

By program ratunkowy zadziałał i Grecja uniknęła niewypłacalności, Ateny będą musiały wdrożyć jeden z największych i najszybszych programów zaostrzania polityki fiskalnej w historii - około 10 punktów procentowych PKB w ciągu roku lub dwóch. A jeżeli program strefy euro i MFW nie zdoła przywrócić zaufania inwestorów i odwrócić dynamiki narastania długu, sytuacja zacznie przypominać jedno z najbardziej traumatycznych doświadczeń funduszu: Argentynę.

Przyznawanie kredytów Buenos Aires rozpoczęło się w połowie lat 90. i miało na celu ustabilizowanie kraju, który uchodził wtedy za jedną z gwiazd wśród rynków wschodzących, i pozwolenie mu na utrzymanie sztywnego kursu walutowego wobec dolara. W rzeczywistości fundusz dawał rządowi dłuższą linę, na której ten się powiesił. Historia znalazła kulminację w upadku waluty w 2001 r. i największym bankructwie suwerennego państwa w historii. Potem nastąpiły lata szarpania się z obligatariuszami i MFW, z których wszyscy chcieli odzyskać swoje pieniądze.

Ekonomiści obawiają się, że jeżeli sprawy w Grecji pójdą źle, to zarówno strefie euro, jak i MFW będzie trudno przyznać, że gra się skończyła, i zaakceptować restrukturyzację długu - co jednak i tak wydaje się mniej porażającą opcją niż opuszczenie strefy euro. Ta niechęć nie wynika bynajmniej z europejskiej solidarności: większość greckich obligacji znajduje się w posiadaniu banków francuskich i niemieckich.

W tych okolicznościach trwanie przy beznadziejnym zadaniu może ożywić jeden ze starych zarzutów stawianych MFW: że bardziej dba on o ratowanie zagranicznych inwestorów niż o pomoc krajom, które wpadły w kłopoty. Zamiast stosować doktrynę Powella z pierwszej wojny w Zatoce, czyli szybkie zdobycie pogrążonego w kryzysie kraju, zaprowadzenie tam porządku i wycofanie się, MFW może zostać wciągnięty w coś, co będzie ekonomicznym odpowiednikiem wojny w Wietnamie.

Polityka ogranicza swobodę manewru MFW. Dervis, który w 2001 r. negocjował dużą pożyczkę MFW dla Turcji, mówi: - Fundusz nie może być na pierwszej linii restrukturyzacji długu i promować jej jako uniwersalnego narzędzia. Nawet jeżeli uważa, że jest to jedyne rozwiązanie, nie może tego przyznać publicznie. Jego zdaniem fundusz nie może być postrzegany jako ten, który zachęca obciążone długami kraje do restrukturyzacji - bo rozwścieczyłoby to inwestorów. Może jednak jasno dać do zrozumienia, że dalsza pomoc jest uzależniona od pozostania zagranicznego kapitału w kraju.

O ile jednak nastroje zagranicznych inwestorów są ważne dla przywrócenia w kraju samonapędzającego się mechanizmu wyższego wzrostu i niższej premii za ryzyko, to bezpośrednie uprawnienia MFW w tym obszarze są ograniczone. Tendencja do sekurytyzacji w minionych dekadach zaowocowała tym, że większość długu ma postać obligacji, a nie kredytów bankowych. Dawno minęły czasy, kiedy wpływowa postać taka jak Rhodes mogła zebrać tuzin bankierów przy stole i zdecydować o finansowaniu kraju.

Wraz z odzyskaniem znaczenia przez MFW pojawia się zarówno odpowiedzialność, jak i możliwość spektakularnej porażki - a byli pracownicy ostrzegają, że takie prawdopodobieństwo nie jest wcale bez znaczenia. Rogoff jest pod wrażeniem tempa, w jakim MFW sam się zrehabilitował. Obawia się jednak, co się stanie, jeżeli w Grecji lub gdzie indziej sprawy pójdą źle. - Jaka jest strategia wyjścia? - pyta. - Zawsze łatwiej jest wejść, niż wyjść.

@RY1@i02/2010/084/i02.2010.084.000.0015.001.jpg@RY2@

Fot. AFP

Grecja to pierwszy od lat 70. kraj zachodnioeuropejski, który ubiega się o pomoc MFW

Alan Beattie

tłum. TK

© The Financial Times Limited 2010. All Rights Reserved

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.