Bruksela chce pomóc Grecji
W czasie weekendu rządy krajów strefy euro prowadziły gorączkowe negocjacje o udzieleniu gwarancji sprzedaży greckich obligacji. Szczegóły porozumienia będą jednak znane dopiero w poniedziałek. Polska w tej inicjatywie nie weźmie udziału
Jeżeli szefowie resortów finansów krajów Eurolandu uzgodnią dziś w Brukseli plan ratowania Grecji przed bankructwem, będzie to wydarzenie bez precedensu w 11-letniej historii strefy euro. Po raz pierwszy Europa zrzuci się, by ratować jednego ze swoich członków przed upadłością.
Zdaniem naszych rozmówców w Brukseli rozważane są dwie możliwości. Pierwsza zakłada, że poszczególne kraje Eurolandu udzieliłyby prywatnym inwestorom gwarancji na zakup greckich obligacji. Dzięki temu ich oprocentowanie radykalnie by zmalało. Gwarancje mają zostać wystawione przez państwowe banki Niemiec, Francji, Holandii i innych państw strefy euro, a nie bezpośrednio przez te państwa. Na takie rozwiązanie nie pozwalają bowiem unijne traktaty. Drugi pomysł zakłada wspólną akcję krajów strefy euro. Za pośrednictwem Komisji Europejskiej pożyczyłyby one fundusze dla Grecji na międzynarodowych rynkach finansowych.
- W żadnej z rozważanych opcji kraje spoza strefy euro, takie jak Polska, nie brałyby udziału w podejmowaniu decyzji ani w finansowaniu pomocy dla Grecji - podkreśla w rozmowie z DGP rzecznik Komisji Europejskiej ds. finansowych Amadeu Altafaj Tardiu.
Na razie nie wiadomo, jak duży miałby być fundusz uruchomiony przez Brukselę dla Grecji. Zdaniem brytyjskiego dziennika The Gurdian mogłoby chodzić o 25 mld euro. Aby obsłużyć wart 300 mld euro dług oraz sięgający 13 proc. PKB deficyt budżetowy, władze w Atenach muszą w tym roku wyemitować obligacje warte 54 mld euro, z czego 20 mld euro do końca maja. Jednak Grecy płacą dziś bardzo wysokie (ponad 6-procentowe) premie, aby znaleźć nabywców na swoje walory.
To cena niepewności zdaniem inwestorów związanej z zakupem wieloletnich greckich obligacji. Zdaniem londyńskiej agencji wyceny ryzyka inwestycyjnego CMA istnieje przeszło 20-procentowe ryzyko, że w nadchodzących 5 latach Grecja rzeczywiście ogłosi niewypłacalność. - Na dłuższą metę nie jesteśmy w stanie płacić tak ogromnego oprocentowania inwestorom, to jest nie do utrzymania - ostrzega jednak grecki premier Georgios Papandreu.
Aby przekonać ministrów finansów strefy euro, że Grecji warto pomóc, minister finansów Georgios Papakonstantinu przedstawił wczoraj dane, które mają wskazywać na szybką poprawę sytuacji budżetowej kraju. W okresie styczeń - luty deficyt budżetowy wyniósł 903 mln euro wobec blisko 4 mld euro w tym samym okresie poprzedniego roku. To efekt zamrożenia pensji urzędników, podniesienia podatku VAT i ograniczenia wydatków państwa. Ale jednocześnie w tym roku PKB może się nawet zmniejszyć o 2,5 proc. A to oznacza spadek dochodów podatkowych i kolejne kłopoty z ograniczeniem deficytu. Perspektywa wsparcia Grecji wywołuje szczególne kontrowersje w Niemczech, które w razie czego musiałyby w największym stopniu sfinansować pomoc dla Aten. Tydzień temu niemiecki minister finansów Wolfgang Schaeuble przedstawił plan utworzenia Europejskiego Funduszu Walutowego, który miałby przychodzić z pomocą krajom strefy euro zagrożonym bankructwem. Jednak pomysł płacenia przez Berlin za grzechy krajów Południa wywołał tak duże oburzenie, że z poparcia wycofała się nawet partia Schaeublego - CDU/CSU.
@RY1@i02/2010/051/i02.2010.051.000.0009.001.jpg@RY2@
Fot. AP
Grecy od wielu tygodni protestują przeciw podwyżkom podatków, zamrożeniu pensji i cięciom wydatków socjalnych
Ministrowie finansów UE są również bliscy porozumienia w sprawie ograniczenia reguł działalności funduszy hedgingowych w państwach Unii Europejskiej. Zdaniem Brukseli ryzykowna działalność tych funduszy w dużym stopniu przyczyniła się do zeszłorocznego kryzysu finansowego. Kompromis zaproponowany przez stojącą na czele Unii Hiszpanię zakłada, że tego typu instytucje finansowe musiałyby otrzymać zgodę na działalność każdego z osobna kraju Unii Europejskiej. Takiemu pomysłowi sprzeciwiają się jednak Brytyjczycy. Ich zdaniem zgoda jednego państwa powinna dać funduszom hedgingowym możliwość działania na terenie całej Wspólnoty. Do tej pory w Londynie działało 70 proc. europejskich funduszy hedgingowych i 80 proc. prywatnych funduszy inwestycyjnych. Z londyńskietgo City mogły prowadzić działalność w całej Unii. Brytyjczycy mogą jednak zostać przegłosowani już na poniedziałkowym spotkaniu ministrów finansów UE. Decyzja w tej sprawie zostanie bowiem podjęta kwalifikowaną większością głosów, a nie jednomyślnie. A Wielka Brytania właściwie nie ma tu żadnych sojuszników.
@RY1@i02/2010/051/i02.2010.051.000.0009.002.jpg@RY2@
Fot. Artur Chmielewski
Stanisław Gomułka, były wiceminister finansów
Nie byłby to dobry pomysł. Polska nie ma zbyt silnych finansów: możemy mieć trudności z ograniczeniem deficytu budżetowego, rząd, sprzedając obligacje, musi płacić o wiele wyższe premie niż Niemcy. Nie powinniśmy brać na siebie nowych zobowiązań. Niemcy i Francja, choć odgrywają przodującą rolę w Unii, też nie palą się do wsparcia Aten.
Polska nie należy do strefy euro i państwa Eurolandu nie będą miały powodu nas wspierać, bo i tak nie wpłynie to na wiarygodność wspólnej waluty. Musimy liczyć na siebie i nie łudzić się, że ktoś nam pomoże.
KE dysponuje niewielkimi środkami, bo cały budżet Unii to 1 proc. jej PKB. Bruksela może więc być co najwyżej pośrednikiem w przekazywaniu pomocy Grekom, ale pieniądze będą pochodziły od państw Eurolandu.
, były wiceminister finansów
jedrzej.bielecki@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu