Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Gospodarka

Cały świat wpatrzony w strefę euro

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 7 minut

Globalny PKB znów zacznie rosnąć, jeśli Francji i Niemcom uda się zreanimować wspólną walutę

Losy światowej gospodarki będą w przyszłym roku zależały przede wszystkim od tego, czy państwa strefy euro zdołają przezwyciężyć kryzys zadłużenia. Po trzech latach wahań przywódcy Eurolandu opracowali plan, który może - choć nie musi - uspokoić rynki.

Jeśli wszystko pójdzie po ich myśli, to do lata przyszłego roku zacznie obowiązywać system ścisłej kontroli przez Brukselę polityki budżetowej państw strefy euro, tzw. unia fiskalna. Ci, którzy będą mieli nadmierny dług lub deficyt budżetowy i nie będą chcieli poddać się kuracji oszczędnościowej opracowanej przez Komisję Europejską, mogą spodziewać się dotkliwych kar.

Co prawda w 1999 roku w Brukseli przyjęto pakt o stabilności i rozwoju, który też miał zdyscyplinować kraje unii walutowej, ale szybko został on rozmyty. Tym razem powinno być inaczej. Wszystkie kraje Wspólnoty poza Wielką Brytanią w ciągu zaledwie kilku godzin przystąpiły do unii fiskalnej forsowanej przez Berlin i Paryż w obawie, że to ostatnia szansa na uratowanie Eurolandu, a w przypadku takich krajów, jak Portugalia czy Irlandia - na uniknięcie bankructwa. Drastyczne programy oszczędnościowe zainicjowane przez nowych premierów Włoch Mario Montiego i Hiszpanii Mariano Rajoya pokazują, jak bardzo wszyscy chcą dziś odzyskać zaufanie rynków. Niewielki, ale jednak, spadek rentowności włoskich i hiszpańskich obligacji pod koniec tego roku to sygnał, że inwestorzy zauważyli starania Rzymu i Madrytu.

Unia fiskalna to najważniejsza, ale niejedyna nadzieja na uratowanie strefy euro. Drugą jest stopniowa zmiana strategii Europejskiego Banku Centralnego (EBC). Pod kierunkiem Mario Draghiego przekształca się on z instytucji, która dbała tylko o utrzymanie niskiego tempa wzrostu cen, w taką, która chce także sprzyjać wzrostowi gospodarczemu, a nawet gwarantować wypłacalność krajów unii walutowej. Co prawda Draghi nigdy otwarcie nie zapowiedział, że zmienia zasady kierowanego przez siebie banku, jednak EBC zainwestował blisko 250 mld euro w zakup obligacji peryferyjnych krajów strefy euro. Jednocześnie przyznał preferencyjne kredyty bankom komercyjnym na sumę 500 mld euro, co w praktyce oznacza, że Europa idzie w ślady amerykańskiej Rezerwy Federalnej i forsuje własną wersję dodrukowywania pieniądza.

Trzecim źródłem przyszłorocznego optymizmu paradoksalnie mogą być prognozy wzrostu gospodarczego. Co prawda międzynarodowe instytucje finansowe są zgodne, że Unia Europejska na przełomie tego i przyszłego roku wejdzie w recesję. Ma ona jednak być na tyle płytka i krótkotrwała, że już jesienią Wspólnota powróci na ścieżkę wzrostu, i cały rok 2012 strefa euro zamknie na minimalnym plusie. Biorąc pod uwagę niedawne alarmistyczne doniesienia o katastrofalnym stanie europejskich banków, a nawet możliwości rozbicia unii walutowej, nie jest to zły wynik. Dla Polski istotne jest także to, że recesja raczej nie grozi samym Niemcom, naszemu największemu partnerowi handlowemu.

Nie oznacza to jednak, że w przyszłym roku znikną wszelkie zagrożenia dla europejskiej gospodarki. Najpoważniejszym jest to, że społeczeństwa wielu krajów Europy Zachodniej wydają się być u kresu cierpliwości i mogą odrzucić surowe, ale jednak konieczne plany oszczędnościowe. Takie ryzyko w szczególności występuje we Francji, gdzie na maj wyznaczono wybory prezydenckie. Na razie ich faworytem jest lider opozycji Francois Hollande, który już zapowiedział, że wypowie porozumienie o unii fiskalnej, a także odwróci niektóre reformy oszczędnościowe Nicolasa Sarkozyego - jak wydłużenie wieku emerytalnego i ograniczenia liczby pracowników administracji państwowej. Jeśli przywódca socjalistów rzeczywiście zdobędzie Pałac Elizejski i spełni zapowiedzi, Francja straci najwyższy (AAA) rating wiarygodności kredytowej. A to bardzo osłabi gwarancje funduszy stabilizacyjnych, jakich Bruksela udziela peryferyjnym krajom unii walutowej, i może doprowadzić do upadku całą strategię przełamania kryzysu.

"Miękkim podbrzuszem" Eurolandu pozostaje wciąż Grecja, która w zgodnej opinii ekspertów nie ma szans na spłatę swoich zobowiązań, i to nawet po ich redukcji o połowę. Plan Brukseli polega teraz na uzdrowieniu finansów Włoch i Hiszpanii, i dopiero po sukcesie pierwszej fazy na ogłoszeniu bankructwa Aten. Komisja Europejska ma nadzieję, że w ten sposób niewypłacalność greckich władz nie okaże się iskrą, która doprowadzi do spalenia całej konstrukcji unii walutowej.

Taki scenariusz może się jednak nie sprawdzić. Poziom życia Greków spada w tak szybkim tempie, że trudno wykluczyć otwarty bunt społeczny. Wstrzymanie podstawowych funkcji państwa mogłoby doprowadzić do załamania gospodarczego w całej Unii ze względu na ogromne zaangażowanie w Grecji banków niemieckich, francuskich i brytyjskich.

@RY1@i02/2011/252/i02.2011.252.18600050e.802.jpg@RY2@

Bloomberg

Unia fiskalna to tylko jeden z elementów planu ratowania eurostrefy. Innym jest kontrolowane bankructwo Grecji

Jędrzej Bielecki

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.