Eurogrupa podzieliła się przed czwartkowym szczytem
Mimo pozorów zgody zaplanowany na czwartek kryzysowy szczyt strefy euro zapowiada się na wielki targ o kształt nowego systemu zarządzania Europą. Na trzy dni przed spotkaniem eurogrupa wciąż nie może się porozumieć co do ostatecznego kształtu Europejskiego Funduszu Stabilności Finansowej (EFSF).
Trwa również spór, ile ma wynosić składka każdego z krajów na EFSF.
Wielkość funduszu ma zostać powiększona z 250 do 440 mld euro, tak aby starczyło środków na ewentualne uratowanie przed bankructwem Portugalii i lub innych państw unii walutowej. Jednak wczoraj podczas spotkania w Brukseli ministrowie finansów Eurolandu spierali się, jak podzielić związane z tym koszty. Jak wskazuje "Wall Street Journal", gdyby zastosować formułę uwzględniającą liczbę ludności i PKB kraju, wówczas mała Malta musiałaby przeznaczyć na ten cel aż 8 proc. swojego PKB, podczas gdy Niemcy, filar nowego systemu zarządzania strefą euro, już tylko 5 proc. PKB.
Nie wiadomo też, z czego miałyby się składać dodatkowe fundusze. Kraje, które już teraz są mocno zadłużone, jak Belgia, chcą zminimalizować realny kapitał, którym ma być zasilony EFSF. Zdaniem belgijskiego ministra finansów Didiera Reyndersa wystarczy na ten cel łącznie 18 mld euro. Reszta miałaby się składać albo z gwarancji rządowych, albo z funduszu, które zostaną uruchomione, dopiero kiedy nowy kraj wystąpi o pomoc do Brukseli.
Niemcy wskazują jednak, że taka konstrukcja finansowa może nie być wystarczająca, aby uspokoić rynki. Wielu inwestorów oczekuje bowiem, że EFSF będzie miał środki, aby natychmiast uratować kolejny kraj przed bankructwem.
Szczególnie ostro zwiększeniu swojej składki do EFSF sprzeciwia się Finlandia, której partia rządząca nie chce przegrać nadchodzących wyborów parlamentarnych z powodu oskarżeń o rozrzutność.
Czasu na przedłużanie debat w sprawie kształtu funduszu jednak nie ma. Z opublikowanego wczoraj sondażu brytyjskiego banku Barclays wynika, że 70 proc. spośród ponad tysiąca menedżerów funduszy inwestycyjnych, maklerów i dyrektorów banków spodziewa się bankructwa Grecji, Irlandii lub innego peryferyjnego kraju strefy euro. Jeszcze w grudniu tak sądziło zaledwie 30 proc. pytanych (choć wciąż tylko 2 proc. uważa, że z tego powodu rozpadnie się strefa euro). Wcześniej o pomoc do Brukseli wystąpi najpewniej Portugalia.
Rentowność 10-letnich portugalskich obligacji przekracza już 7,5 proc. Żaden kraj nie jest w stanie na dłuższą metę finansować na takich warunkach swoich zobowiązań, szczególnie jeśli jego gospodarka ponownie wchodzi w recesję - tłumaczy Alan Wide, menedżer funduszu inwestycyjnego Baring Asset Management.
@RY1@i02/2011/056/i02.2011.056.000.0009.001.jpg@RY2@
Fot. AP
Minister finansów Francji Christine Lagarde i jej niemiecki odpowiednik Wolfgang Schaeuble
Jędrzej Bielecki
jedrzej.bielecki@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu