Portugalia nie chce ratunku
NIEMCY I FRANCJA NACISKAJĄ NA LIZBONĘ, by zwróciła się do Brukseli o pieniądze na wyjście z kryzysu. Według szacunków będzie potrzebowała co najmniej 47 miliardów euro
Portugalia jest bliska wystąpienia do Brukseli o pomoc w zapobieżeniu bankructwu. Zdaniem tygodnika "Der Spiegel" do podjęcia takiej decyzji nakłaniają premiera Jose Socratesa przywódcy Niemiec i Francji. Obawiają się, że w przeciwnym wypadku panika na rynkach ogarnie kolejne kraje strefy euro, a przede wszystkim Hiszpanię.
Portugalczycy zaprzeczają. - Jestem zaskoczony, że tak poważne pismo pisze o tak poważnej sprawie, choć temat ten w ogóle nie był dyskutowany w Brukseli - powiedział wczoraj prezydent Anibal Cavaco Silva.
Jednak jesienią zeszłego roku przed przyjęciem pakietu pomocowego w taki sam sposób do ostatniej chwili doniesieniom o wystąpienie o pomoc do Unii zaprzeczał irlandzki rząd. Na 51 ekonomistów pytanych przez Reutera aż 44 uważa, że Portugalia nie zdoła przezwyciężyć kryzysu samodzielnie.
- Inwestorzy obawiają się, że Portugalia nie spłaci długu, bo jej gospodarka się nie rozwija. Do tej pory jej wzrost był oparty na konsumpcji wewnętrznej i tanich kredytach, ale rząd został zmuszony do zaciskania pasa i to się skończyło - tłumaczy "DGP" Cinzia Alcidi, ekspertka brukselskiego Centrum Europejskich Analiz Politycznych (CEPS).
Zdaniem Komisji Europejskiej w tym roku kraj wpadnie w pętlę zadłużenia: jego gospodarka skurczy się o 1 proc. To wynik m.in. cięcia płac w sektorze publicznym o 5 proc. i podniesienia podatków (np. VAT o 2 pkt proc.). Mimo to portugalski dług będzie szybko rósł. Tylko w tym roku skoczy z 82,8 proc. PKB do 88,8 proc.
Jeżeli rentowność obligacji w najbliższych tygodniach nie spadnie, rząd nie będzie w stanie zaciągnąć wystarczających pożyczek na rynku finansowym, aby wywiązać się ze swoich zobowiązań, i będzie zmuszony wystąpić o pomoc do Brukseli - uważa Alcidi.
Uzgodnione wcześniej z Grecją i Irlandią plany ratunkowe zakładają, że oba kraje otrzymają wystarczające fundusze, aby przez trzy lata finansować deficyt. To ma im dać czas na uporządkowanie swoich finansów. Z danych CEPS wynika, że w latach 2011 - 2013 Portugalia będzie potrzebowała przynajmniej 47 mld euro na ten cel. To mniej, niż w maju przyznano Grecji (110 mld), a w listopadzie Irlandii (85 mld).
Portugalczycy robią jednak wszystko, aby uniknąć planu ratunkowego Unii. Warunkiem uruchomienia pomocy jest o wiele bardziej restrykcyjny plan oszczędnościowy niż ten, które na razie aplikuje rząd. Lizbona szuka więc alternatywnych źródeł finansowania. Stara się przekonać Chiny, Brazylię i kraje Zatoki Perskiej do zakupu portugalskich obligacji na wolnym rynku, prowadzi także bezpośrednie rozmowy w sprawie zakupu pakietu papierów skarbowych z konkretnymi inwestorami (tzw. direct placement).
Zdobycie zaufania prywatnych inwestorów jest jednak bardzo trudne. W piątek Narodowy Bank Szwajcarii zakazał bankom komercyjnym przyjmowania obligacji Portugalii jako zabezpieczenia kredytów. Z kolei Komisja Europejska uważa, że redukcja deficytu budżetowego kraju (z 7,3 proc. PKB w 2010 r. do 4,9 proc. w tym) będzie miała przejściowy charakter. W 2012 r. różnica między dochodami i wydatkami ma znów wynieść 5,1 proc. PKB.
@RY1@i02/2011/005/i02.2011.005.000.008a.001.jpg@RY2@
Fot. Reuters/Forum
Premier Portugalii Jose Socrates szuka sposobów na uratowanie kraju przed bankructwem
Portugalia w przyszłym tygodniu musi znaleźć nabywców na obligacje warte 1,5 mld euro. Ale będzie miała konkurentów. Swoje papiery skarbowe w tym samym czasie będą starały się sprzedać Niemcy, Holandia, Belgia, Włochy i Hiszpania. Łącznie do piątku będą starały się w ten sposób pozyskać na rynkach około 20 mld euro. Taka konkurencja powoduje, że Lizbona musi zaoferować coraz bardziej atrakcyjne warunki sprzedaży obligacji, aby jej papiery znalazły nabywców i nie zostały wypchnięte z rynku. Taka sytuacja będzie się jednak powtarzać przez cały rok. Jak obliczył Reuter, w tym roku wszystkie kraje strefy euro będą musiały sprzedać obligacje za rekordową kwotę 800 mld euro. To wynik m.in. kredytów zaciągniętych w 2008 i 2009 roku na ratowanie upadających banków. Teraz te zobowiązania albo trzeba spłacić, albo przynajmniej zapłacić od nich odsetki.
J.Bie.
Jędrzej Bielecki
jedrzej.bielecki@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu