Chińczycy inwestują z dala od domu
Podczas gdy zagraniczni inwestorzy lokują pieniądze w Chinach, Chińczycy łapią się każdej możliwości, by wyprowadzić oszczędności z kraju
Wolą inwestować w nieruchomości w Stanach Zjednoczonych i Europie.
Spowolnienie gospodarcze spowodowało, że inwestycje w Chinach przestają być atrakcyjne. W ciągu ostatnich 12 miesięcy chińscy biznesmeni wyprowadzili z kraju 225 mld, co jest równowartością 3 proc. PKB Chin - podaje amerykański dziennik "The Wall Street Journal". Z kolei - jak wylicza Charles Dumas z Lombard Street Research, wskaźnik ten może osiągać 300 mld dol. Nawet w kryzysowym roku 2009 z Chin uciekło trzykrotnie mniej pieniędzy.
Mimo że Pekin od roku nie publikuje danych na temat obrotów kapitałów w kraju, "WSJ" zebrał dane mówiące o ucieczce kapitału z Chin dzięki analizie innych statystyk - w tym dotyczące handlu i rezerwy walutowej. Chińczycy wyprowadzają swoje oszczędności, nie zważając na obowiązujące ograniczenia. Obywatel Chin może wywieźć nie więcej niż 50 tys. dol. rocznie. Z kolei chińskie firmy mają prawo wymienić juany na dolary tylko w celach biznesowych, takich jak opłata importu czy zaakceptowane przez władze inwestycje zagraniczne. Formalne ograniczenia nie stanowią rzeczywistej bariery dla chińskich biznesmenów.
Przewieźć 390 tys. dol., potrzebnych do zakupu mieszkania w pobliżu cypryjskiej plaży, chińskiemu biznesmenowi Zheng Nanowi pomogli jego koledzy. W szmuglowaniu pieniędzy uczestniczą także nielegalnie działające agencje i zaprzyjaźnieni bankierzy. Wyprowadzenie pieniędzy możliwe jest też przez Hongkong, gdzie nie obowiązują podobne ograniczenia - wylicza "WSJ".
Ucieczka kapitału przyśpieszyła wraz z postępującym od połowy zeszłego roku spowolnieniem gospodarczym. PKB Państwa Środka zaczął hamować w wyniku pogłębiania się kryzysu finansowego w Unii Europejskiej, gdzie trafia aż 40 proc. chińskiego eksportu. Problem pogłębiła słaba koniunktura w Stanach Zjednoczonych. W efekcie dotychczasowe formy inwestycji w kraju przestały być atrakcyjne dla chińskich biznesmenów. Rynek nieruchomości wciąż nie zdołał odbudować się po punkcie krytycznym w listopadzie 2011 r., gdy w ciągu miesiąca ceny mieszkań spadły aż o 35 proc. We wrześniu popyt na nieruchomości wynosił 11,9 proc. PKB i był nadal sporo niższy niż inwestycje w tym sektorze (13,6 proc. PKB).
Zamiast lokować oszczędności w zakup mieszkań w swoim kraju, Chińczycy skupują domy i mieszkania w Stanach Zjednoczonych i Europie. Jak podaje National Association of Realtors, Chińczycy z kontynentu i Hongkongu są po Kanadyjczykach drugą pod względem dynamiki wzrostu grupą zagranicznych kupców amerykańskich nieruchomości. W okresie od marca 2011 do marca 2012 r. Chińczycy wydali na ten cel 9 mld dol., o 88 proc. więcej niż w 2010 r.
Powstrzymać ucieczkę kapitału chińskie władze próbują m.in. poprzez podnoszenie kursu juana. Obecnie notowania chińskiej waluty znajdują się na maksymalnym od 1993 roku poziomie. Liberalizacja polityki fiskalnej nawet kosztem interesów eksporterów jest konieczna. W ten sposób władze próbują przestawić chińską gospodarkę na nowy etap rozwoju, oparty w większym stopniu na popycie wewnętrznym.
@RY1@i02/2012/204/i02.2012.204.00000060c.802.jpg@RY2@
Reuters/Forum
Ford uruchomił w lutym br. fabrykę w Chongqing, bo wierzy w Chiny. Jednak sami Chińczycy wolą inwestować gdzie indziej
Nino Dżikija
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu