Bogatsze kraje Unii musimy jeszcze gonić
Gospodarka
W tym roku polski PKB zwiększy się o 2,7 proc. - prognozuje Komisja Europejska. Jeśli spełni się ten scenariusz, będzie to największy wzrost w UE. Jeszcze bardziej optymistyczne są prognozy ekspertów OECD, według których nasza gospodarka urośnie o 2,9 proc. Natomiast analitycy, na przykład MFW, oczekują, że będzie to 2,6 proc. Niezależnie jednak od tego, kto ma rację, nadal musimy skracać ogromny wciąż dystans, jaki nas dzieli pod względem zamożności od średniej w Unii Europejskiej.
Szybki wzrost to nie tylko nasza zasługa. Gdy nasza gospodarka będzie rosła to, jak prognozuje Komisja Europejska, w tym roku PKB strefy euro skurczy się o 0,3 proc.
Jest więc szansa, że zyskamy w tym roku, tak jak średnio w poprzednich latach, ok. 2 - 3 pkt proc. w poziomie PKB liczonego na mieszkańca naszego kraju parytetem siły nabywczej PPS. Wyniesie więc on 69 - 70 proc. średniej unijnej.
PPS to umowna waluta wykorzystywana przez Eurostat. Za jej jednostkę można kupić w poszczególnych krajach tę samą ilość dóbr i usług. Dzięki temu eliminowane są różnice w cenach występujących w różnych państwach. W efekcie możliwe jest dość precyzyjne porównywanie poziomu zamożności różnych krajów.
Choć systematycznie nadrabiamy zaległości to są one jeszcze bardzo duże. Jeśli będziemy je zmniejszać w dotychczasowym tempie, to uzyskanie średniej unijnej zajmie nam 15 - 16 lat. Jednak nadal bardzo daleko będzie nam do najbogatszych krajów Unii, od których dzieli nas obecnie wręcz przepaść. Na przykład Holendrzy mają dziś PKB per capita wyższy o 31 proc. od średniej Wspólnoty (czyli 131 proc.), Austriacy o 29 proc., Irlandczycy o 27 proc., Szwedzi o 26 proc., a Duńczycy o 25 proc. Ich dogonienie może nam zająć nawet ponad 30 lat.
- To pokazuje, że Polska jest wciąż bardzo biednym krajem w porównaniu z Europą Zachodnią - mówi Piotr Bujak, główny ekonomista Nordea Banku. Dodaje, że dlatego powinniśmy robić wszystko, aby przyspieszyć wzrost gospodarczy. Tylko to pozwoli nam szybciej dogonić Unię. - Nie da się tego jednak zrobić bez m.in. ograniczenia barier krępujących rozwój biznesu i zwiększenia innowacyjności gospodarki. Tym bardziej że wyczerpują się już proste rezerwy sprzyjające wzrostowi gospodarczemu, jakimi są na przykład inwestycje infrastrukturalne - podkreśla Bujak. A szybszy wzrost gospodarczy potrzebny jest nie tylko po to, aby gonić Unię, lecz także by ograniczyć wysokie bezrobocie, które jest coraz większym problemem.
Janusz K. Kowalski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu