Ożywienie już jest, ale ciągle słabe
Tempo wzrostu polskiej gospodarki w najbliższych latach będzie niewysokie. Aby przyspieszyć, musimy dokonać zmian, które umożliwią modernizację polskich firm - wynika z wypowiedzi uczestników debaty "Kiedy firmy odczują ożywienie?"
Polskie firmy dotknął kryzys, co widać choćby po spadku sprzedaży detalicznej czy liczbie upadłości w pierwszym półroczu br. Wprawdzie coraz częściej mówi się o symptomach ożywienia, co daje nadzieję na poprawę sytuacji firm, jednak nawet w okresach wzrostu gospodarczego przedsiębiorcy borykają się z kłopotami, wiążącymi się np. z pogorszeniem sytuacji w krajach, będących odbiorcami ich produktów czy choćby zmianami zachowań konsumentów. Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości zaproponowała rozwiązanie, które ma ułatwić polskim firmom radzenie sobie ze skutkami spowolnienia. Chodzi o projekt Instrument Szybkiego Reagowania (ISR), w ramach którego opracowywane są Raporty opisujące bieżący stan polskiej gospodarki oraz zawierające średniookresową prognozę dla 6 kolejnych kwartałów. Partnerem PARP w tej części projektu jest Małopolska Szkoła Administracji Publicznej (UEK). Ekonomiści zaproszeni do udziału w pracach w ramach ISR właśnie opublikowali Raport z X edycji badań.
Temu, jakie wyzwania stoją w najbliższych kwartałach przed gospodarką i samymi firmami poświęcona była debata "Kiedy firmy odczują ożywienie". Udział w niej wzięli prof. Jerzy Hausner z UE w Krakowie, członek Rady Polityki Pieniężnej, prof. Krzysztof Marczewski z SGH, dr Piotr Boguszewski z NBP oraz dr Janusz Jankowiak z Polskiej Rady Biznesu. Partnerem debaty był "Dziennik Gazeta Prawna".
Ostatnie dane pokazują poprawę sytuacji gospodarczej. Na ile tę poprawę odczuwają już przedsiębiorcy?
Nastroje na świecie generalnie się poprawiają, dzięki czemu poziom ryzyka w naszym otoczeniu ekonomicznym wydaje się nieco niższy. Jeśli chodzi o krajowe podwórko, to najnowsze odczyty podstawowych statystyk w zakresie i PKB i produkcji oraz zatrudnienia można oceniać pozytywnie, co także stanowi dobry sygnał dla przedsiębiorców i zachętę dla nich do rozszerzenia produkcji, do podjęcia działalności inwestycyjnej.
Jesteśmy w takim szczególnym okresie w gospodarce, kiedy przechodzimy od stagnacji do ożywienia. Przy stagnacji niektórzy mają dużo mniej zamówień i muszą ograniczać swoją działalność, inni nie zmieszają produkcji, ale także nie wykorzystują wszystkich posiadanych zdolności produkcyjnych, zaś jeszcze inni rosną. Obecnie od tej stagnacji przechodzimy do ożywienia, więc takich firm, które rosną, będzie więcej. Ciągle jednak, w tym okresie lekkiego ożywienia, będą tacy, którzy tracą. Charakterystyczne dla tego etapu rozwoju gospodarki jest to, że będzie więcej upadłości.
W typowym cyklu koniunkturalnym z prawdziwym ożywieniem mamy do czynienia wtedy, gdy rusza konsumpcja. Mamy teraz wyraźne oznaki wzrostu sprzedaży produktów konsumpcyjnych trwałych i mniej wyraźne w przypadku produktów konsumpcyjnych nietrwałych. Taka sytuacja daje szanse na wzrost produkcji ogółem w okresie około kwartału. Jest jednak pewne "ale". Nie wiadomo, czy ten wzrost konsumpcji nie jest jednorazowym zrywem, którego przyczyną jest wycofywanie oszczędności przez bogatszych konsumentów ze względu na niskie stopy procentowe. To mogłoby oznaczać, że ten wzrost konsumpcji nie będzie trwały. Aby takim się stał, potrzebny jest spadek bezrobocia, które jednak obniża się z pewnym opóźnieniem w stosunku do wzrostu produkcji. Według mnie więc, ożywienie już mamy, jednak jest ono dość skromne i będzie się wzmacniać dopiero z upływem czasu.
Według mnie najbardziej interesujące są trwałość tendencji wzrostowych, które się zarysowują, oraz to, jaki poziom te wzrosty mogą osiągnąć. Ja na przykład podzielam pogląd, że ścieżka wzrostu polskiego PKB w średnim okresie, czyli przez najbliższe 3-5 lat, będzie się utrzymywać w przedziale między 1,5 a 3 proc. Dla gospodarek ze strefy euro byłby to dobry wynik, jednak w przypadku Polski byłby to poziom poniżej wieloletniej średniej.
Co było do tej pory motorami wzrostu polskiej gospodarki? Pchały ją naprzód trzy czynniki - fundusze unijne, bardzo dobra dynamika gospodarki niemieckiej oraz bardzo potężny impuls płynący od strony polityki fiskalnej, jako że między rokiem 2007 a 2010 deficyt finansów publicznych urósł o 6 proc. Obecnie przy każdym z tych czynników pojawią się znaki zapytania. Funduszy unijnych na razie nie będzie z powodu - z grubsza rzecz biorąc - zazębiania się dwóch perspektyw finansowych.
Jeżeli chodzi o czynniki fiskalne, to możliwość wzrostu wydatków zostanie ograniczona. Mówię to na podstawie deklaracji, płynących z rządu. Zgodnie z nimi, budżet na rok 2015 będzie po raz pierwszy konstruowany w oparciu o nową regułę wydatkową, która nakłada limity na zwiększanie wydatków państwa. Jest ona powiązana ze średniorocznym tempem wzrostu gospodarczego, które za okres ośmiu lat - w tym 6 minionych plus dwie prognozy na lata 2013 i 2014 - można wyliczyć na poziomie ok. 3,6 proc. To byłby górny limit wydatków w roku 2015, ale jako że Polska nadal znajduje się w procedurze nadmiernego deficytu, deficyt sektora finansów publicznych nadal będzie przekraczał 3 proc. PKB, a relacja długu do PKB będzie się znajdowała w przedziale między 50 a 55 proc. PKB, ten limit powinien zostać obniżony o 2 proc. W rezultacie szacuję, że limit wzrostu wydatków na rok 2015 wyniesie jakieś 1,5 proc.
Również w przypadku gospodarki niemieckiej mam spore wątpliwości. Już w krótkim okresie można mówić o całym szeregu zagrożeń o charakterze cyklicznym, które mogą obniżyć dynamikę wzrostu Niemiec, a w dłuższym czasie zagrożenia są znacznie poważniejsze. W końcu do 2040 roku tamtejsza gospodarka straci 10 mln obywateli. Niemcy się starzeją.
Opinia, że w najbliższych latach możemy mówić o wzroście gospodarczym między 1,5 a 3 proc., jest według mnie rozsądna. Ten scenariusz mieści się w skali największego prawdopodobieństwa. Pojawia się pytanie, czy takie tempo wzrostu jest dla nas zadowalające. Żeby na nie odpowiedzieć, trzeba rozważyć trzy kwestie. Pierwsza - przy jakim tempie rozwoju gospodarki zanotujemy wzrost zatrudnienia? Druga - jaka dynamika PKB jest potrzebna, aby ruszyły inwestycje, co jest warunkiem wzrostu konkurencyjności polskiej gospodarki? I trzecia - jak szybko nasza gospodarka musi rosnąc, aby nastąpiła automatyczna poprawa w finansach publicznych?
Kiedy już rozważymy te trzy sprawy, okazuje się, że wzrost rzędu 1,5 - 3 proc. nie rozwiązuje strukturalnych problemów polskiej gospodarki. Jeszcze na początku poprzedniej dekady myśleliśmy, że do ich rozwiązania niezbędne jest tempo wzrostu w wysokości 5 proc. PKB. Obecnie, jak sądzę, wystarczy rozwój na poziomie 4 proc.
W świetle tych wyliczeń widać, że nawet jeśli ożywienie będzie wyraźne i poprawa sytuacji gospodarczej będzie odczuwalna, nadal będziemy się borykać z kłopotami w gospodarce. Po prostu będziemy mieli trochę inną sytuację makroekonomiczną i inną odsłonę problemów strukturalnych.
Okazuje się, że poprawa wprawdzie jest, ale powolna, a na dodatek kolejne lata przyniosą nowe wyzwania. Czego firmy mogą się w tym okresie spodziewać?
Otóż, moim zdaniem, firmy zapewne nie będą miały aż tak dobrej sytuacji jak na początku transformacji czy też po naszym wejściu do Unii Europejskiej. Warunki działania mogą być trudniejsze, z czym firmy muszą się liczyć. To oznacza, że będziemy mieli wzrost, ale nie tak dynamiczny, jak w tych wyjątkowych okresach. Poza tym przedsiębiorstwa muszą w większym stopniu postawić na ekspansję także na obszarach innych niż rozwinięta część Europy. Chcę też podkreślić, że ze względu na podwyższoną niepewność, panującą na rynkach, bardzo ważne jest zapewnienie dobrych warunków regulacyjnych, w tym polityki makroostrożnościowej, stabilizujących m.in. zasady finansowania i cenę pieniądza.
Jedną z przyczyn, dla których warunki działania firm będą stosunkowo trudne, jest sytuacja Unii Europejskiej, przede wszystkim zaś strefy euro. Strefa euro jest największym pod względem obrotów handlowych partnerem zagranicznym Polski. Tymczasem Unia ma przed sobą bardzo trudne 3-5 lat. W tym czasie kontynuowane będzie delewarowanie sektora bankowego, który jest nadal trzykrotnie większy niż PKB łączne strefy euro. Jako że sektor bankowy będzie się kurczył, będą trwały kłopoty z finansowaniem - a trzeba pamiętać, że finansowanie z sektora bankowego w strefie euro jest dla tamtejszych przedsiębiorstw znacznie ważniejsze niż widzimy to w Polsce. Musimy więc zdawać sobie sprawę, że w średnim okresie gospodarka strefy euro czy generalnie Unii Europejskiej będzie się rozwijać wolno.
Ta reorientacja eksportu na rynki pozaunijne już następuje. Jest wprawdzie ograniczona, bo na razie dotyczy 20 proc. polskiego eksportu, jednak w tym zakresie mamy do czynienia ze znaczną zmianą, jako że wzrosty sprzedaży na rynki inne niż UE w pierwszym półroczu sięgały 30 proc. Tutaj bardzo jasnym punktem jest to, że takiej reorientacji dokonują nie tylko firmy duże, ale także mniejsze. Tymczasem wejście na nowe rynki łączy się z dużą niepewnością i zwiększonym ryzykiem. Oczywiście, mniejsze firmy są zmuszone do takiej reorientacji przez trudności ze zbytem na dotychczasowych rynkach, jednak mimo wszystko ich determinacja jest godna podziwu.
Jednak przy takiej zmianie kierunków eksportu konieczne jest rozwijanie systemu ubezpieczeń kredytowych oraz systemu finansowania sprzedaży zagranicznej. Sprzedaż na dalsze rynki oznacza wydłużenie cyklu płatności, co zwiększa konieczność refinansowania, aby firmy zachowały płynność. Dlatego konieczne jest aktywizacja zaplecza finansowego, w tym banków komercyjnych, a nie jedynie promocja, która skądinąd od pewnego czasu jest rzeczywiście dobra.
Problemy jakie stoją przed polską gospodarką trzeba widzieć przynajmniej w dwóch horyzontach czasowych: w tym krótkim, koniunkturalnym, i w nieco dłuższym, strukturalnym. Więc można powiedzieć, że weszliśmy w fazę ożywienia i przedsiębiorcom będzie nieco łatwiej, jednak staje przed nami trudne zadanie, jak to ożywienie uczynić trwałym i zapewnić stabilny, wysoki wzrost gospodarczy w długim terminie.
Oczywiście, wpływ na sytuację firm ma otoczenie zewnętrzne, które się poprawia. Jednak nie możemy wyłącznie czekać na poprawę koniunktury na zewnątrz, gdyż nie będzie ona bardzo wyraźna. Europa nie przezwycięży kryzysu, jaki ją dotknął, ani w przyszłym roku, ani nawet w perspektywie najbliższych 5 lat. Musimy zając się także zmianami u nas. Chodzi nie tylko o czynniki, które zapewnią nam wzrost popytu, ale przede wszystkim o takie, które pozwolą zwiększyć podaż. Konieczne są takie zmiany, które umożliwią modernizację i zwiększenie innowacyjności polskich przedsiębiorstw.
Dziękuję za udział w debacie.
Na podstawie wniosków płynących z Raportów ISR oraz analizy sytuacji przedsiębiorstw, firmy konsultingowe - w ramach komponentu szkoleniowo-doradczego projektu - opracowują diagnozę, która umożliwi identyfikację źródła problemów danego przedsiębiorcy. Ta z kolei staje się podstawą do przygotowania indywidualnego planu rozwoju firmy, który wskazuje obszary działań o charakterze naprawczym lub rozwojowym. Kolejnym etapem wsparcia jest pomoc ekspertów we wdrożeniu wskazanych w Planie Rozwoju zmian. Wsparcie, jakie otrzymują firmy, podobnie jak cały Instrument Szybkiego Reagowania, jest współfinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Społecznego w ramach programu operacyjnego Kapitał Ludzki.
Debatę prowadził Marek Siudaj
@RY1@i02/2013/204/i02.2013.204.00000100a.804.jpg@RY2@
@RY1@i02/2013/204/i02.2013.204.00000100a.805.jpg@RY2@
@RY1@i02/2013/204/i02.2013.204.00000100a.806.jpg@RY2@
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu