Royal Baby, royal money
Światowa histeria towarzysząca narodzinom potomka księcia Williama i księżnej Kate jest irracjonalna. Jednak Londyn może się z niej tylko cieszyć. Dziecko znacząco ożywi gospodarkę kraju, wciąż borykającą się z kryzysem
Choć demografowie w całej Europie biją na alarm i ostrzegają, że zbyt mała liczba dzieci grozi zawaleniem się systemów emerytalnych, to nie da się ukryć, że posiadanie potomstwa sporo kosztuje. Czasem - jak w przypadku księcia Williama i księżnej Catherine - kosztuje wręcz fortunę. Ale też następca brytyjskiego tronu już w chwili narodzin z nawiązką spłaci wszystkie poniesione nań wydatki. Royal Baby było nie tylko najbardziej wyczekiwanym dzieckiem na świecie, ale będzie też jednym z najdroższych w utrzymaniu i jednym z najbardziej dochodowych.
Według firmy ubezpieczeniowej LV Life Insurance statystyczna brytyjska para na sam tylko poród wydaje 1,8 tys. funtów. Z kolei koszt utrzymania dziecka od narodzin do ukończenia 21. roku życia to 222 458 funtów. Najdroższą pozycją jest edukacja, która pochłania średnio 72 832 funty, drugą są wydatki na opiekę nad dzieckiem - 63 738 funtów, a trzecią - koszty jedzenia wynoszące 19 270 funtów. To sporo, jeśli weźmie się pod uwagę, że średni koszt utrzymania dziecka (do osiągniecia pełnoletności) w Polsce też szacuje się na ok. 200 tys., ale złotych.
Jednak w przypadku Royal Baby te kwoty idą w miliony. Sam remont przystosowujący pałac Kensington, rezydencję Williama i Catherine, do potrzeb dziecka kosztował okrągły milion funtów, na co poszły pieniądze z budżetu państwa (ale brytyjski podatnik nie powinien zbytnio narzekać - koszt utrzymywania całej monarchii w przeliczeniu na osobę to mniej niż funt rocznie). Dalej poród. Dziecko książęcej pary przyszło na świat w Lindo Wing, prywatnej części londyńskiego St. Mary’s Hospital (tam też księżna Diana urodziła Williama i Harry’ego). Standardowy naturalny poród kosztuje w nim 4965 funtów, a każda kolejna doba to wydatek 900 funtów (lub 1050 w przypadku pakietu deluxe). Wiadomo, że książęca para wybrała wersję ponadstandardową, obejmującą m.in. wino i szampan, którymi goście wznieśli toast po narodzinach. Do tego doszły opłaty za konsultacje lekarskie, które zwiększą sumę o co najmniej 6 tys. funtów.
Po wyjściu ze szpitala przyszły następca tronu będzie się poruszał - lub raczej będzie wożony - wózkiem dziecięcym. Pod koniec kwietnia księżna Catherine kupiła niezwykle modny wśród londyńskiej klasy wyższej i celebrytów wózek firmy Bugaboo, którego cena to 1,2 tys. funtów. Do opieki nad dzieckiem książęca para wynajmie prywatną nianię. Według specjalistycznej agencji Royal Nannies wykwalifikowana opiekunka bądź guwernantka może żądać pensji w wysokości nawet 1,5 tys. funtów tygodniowo, co rocznie daje prawie 80 tys. Ale w przypadku królewskiego dziecka tygodniówka niani może być znacząco wyższa.
Następnie szkoła. Royal Baby pójdzie zapewne do szkoły średniej w Eton, w której uczył się książę William, a także m.in. 19 brytyjskich premierów. Czesne zaczyna się od 30 tys. funtów za rok. Między szkołą średnią a studiami brytyjscy uczniowie robią sobie zwykle rok przerwy (gap year), który wykorzystują na podróżowanie po świecie czy zagraniczny wolontariat. Średnie wydatki podczas takiego gap year to 4 tys. funtów, ale następca tronu musi przez cały czas mieć ochronę, co koszt zwiększy je co najmniej kilkukrotnie.
Tyle po stronie (najważniejszych) wydatków. Dziecko to nie tylko koszty, lecz także radość dla rodziców i korzyść dla gospodarki. A w tym przypadku - wielka radość dla całego kraju, która przełoży się na wielką korzyść dla gospodarki. Centre for Retail Research, mający siedzibę w Nottingham instytut badający sprzedaż detaliczną w Wielkiej Brytanii, wyliczył, że narodziny królewskiego potomka oznaczać będą dla brytyjskiej gospodarki zastrzyk w wysokości 243 mln funtów. Na świętowanie narodzin Brytyjczycy wydali (i wydadzą) 87 mln funtów, przy czym z tej sumy 62 mln pójdą na alkohol, a 25 mln - na jedzenie podczas okolicznościowych przyjęć. CRR szacuje, że z tej okazji w całym kraju zostanie kupionych 3 mln butelek szampana i wina musującego, nie licząc innych alkoholi. Sprzedaż pamiątek i zabawek związanych z nowo narodzonym dzieckiem osiągnie wartość 80 mln funtów, a książek, płyt DVD i innych wydawnictw poświęconych dziecku czy całej rodzinie królewskiej - kolejne 76 mln. Przy czym 37 mln z ostatnich dwóch pozycji zostanie uzyskanych w efekcie sprzedaży przez brytyjskie firmy towarów za granicę. - Nie jest wielkim zaskoczeniem, że tego typu pozytywne wydarzenie jest z zadowoleniem przyjmowane przez sprzedawców, bo skłania konsumentów do dodatkowych wydatków - mówi szef CRR Joshua Bamfield.
243 mln funtów to kwota, która oczywiście ze sporym zapasem pokryje wszystkie wydatki na dziecko Williama i Catherine nie tylko do 21. roku życia, lecz nawet dłużej, ale to nie wszystko. Szacunki Centre for Retail Research dotyczą bowiem tylko sprzedaży detalicznej związanej bezpośrednio z dzieckiem i tylko w lipcu i sierpniu. Wprawdzie emocje za kilka tygodni opadną, ale zwiększona sprzedaż pamiątek i gadżetów jeszcze się utrzyma. Beneficjentami "Royal Baby fever", czyli gorączki związanej z narodzinami królewskiego szkraba, będą też wszystkie firmy, z których produktów skorzysta książęca para. - Nie ma lepszej reklamy dla marki niż to, że korzysta z niej rodzina królewska - mówi Richard Cope z londyńskiej firmy Mintel, która bada trendy rynkowe. Zwiększonych przychodów może się spodziewać przed wszystkim wspomniane wcześniej Bugaboo, ale także cały rynek wózków dziecięcych i nosidełek. W ciągu roku jego obroty wzrosną o 13 proc., do 288 mln funtów, bo rodzice zainspirowani przykładem księżnej będą kupowali swoim dzieciom nowsze i lepsze modele. O tym, jak silny może to być wpływ, świadczy przykład Victorii Beckham - po tym jak w lipcu 2011 r. kupiła dziecku wózek iCandy Peach, ich sprzedaż w Wielkiej Brytanii się potroiła. Zresztą sama księżna już nieraz wywołała podobny efekt - kiedy w 2011 r. na spotkaniu z Barackiem Obamą pokazała się w sukience Reiss, z powodu ogromnej liczby wejść strona internetowa firmy zawiesiła się na 2,5 godz., a w całym roku sprzedaż ubrań tej marki wzrosła o 5,2 proc. Oprócz producentów wózków zwiększonych obrotów mogą się spodziewać także wytwórcy ubranek dla dzieci, łóżeczek czy zabawek - szczególnie jeśli będą one w jakiś sposób nawiązywały do najmłodszego członka rodziny królewskiej. A firmy chętnie to robią - Mothercare, największy w Wielkiej Brytanii niezależny sprzedawca produktów dla dzieci, wypuścił na rynek kolekcję śliniaków i śpioszków "Prince" i "Princess" w cenie 4-6 funtów. Wzrostu sprzedaży takich pośrednio związanych z narodzinami dziecka produktów obliczenia Centre for Retail Research nie uwzględniają, ale można spokojnie założyć, że brytyjska gospodarka zyska na tym co najmniej kolejne ćwierć miliarda funtów.
Do tego dochodzą zyski niewymierne, takie jak poprawa wizerunku rodziny królewskiej, która jeszcze kilka, kilkanaście lat temu co rusz wikłana była w skandale obyczajowe, oraz darmowa reklama Wielkiej Brytanii na całym świecie, bo przecież stacje telewizyjne będą przez wiele dni informowały o narodzinach, pierwszym spacerze, chrzcinach i tym podobnych wydarzeniach z życia dziecka. Obie sprawy są bezcenne, bo dzięki takim wydarzeniom, jak ślub Williama i Kate Middleton dwa lata temu czy narodziny dziecka, poparcie dla monarchii jest na najwyższym od lat poziomie i w przeciwieństwie do np. Hiszpanii ruch republikański jest tam zupełnym marginesem.
Z kolei gdyby Wielka Brytania chciała wykupić reklamówki turystyczne trwające tyle, ile relacje z narodzin Royal Baby, kosztowałoby ją to setki milionów funtów. A te zyski wizerunkowe przekładają się na całkiem wymierny wzrost wpływów z turystyki. W zeszłym roku Wielką Brytanię odwiedziło nieco ponad 31 mln turystów, którzy zostawili w tym kraju 18,6 mld funtów. Atrakcje turystyczne związane bezpośrednio z rodziną królewską, takie jak pałac Buckingham czy Tower of London, przynoszą dochód w wysokości ponad 500 mln funtów rocznie. W tym roku ta suma ma wzrosnąć o 3 proc., choć i tak dwa ostatnie lata ze względu na ślub Williama i Kate, a następnie 60-lecie panowania Elżbiety II w zeszłym roku były bardzo dobre.
Według firmy konsultingowej PwC całościowy zysk, jaki brytyjskiej gospodarce przyniósł w 2011 r. książęcy ślub - tzn. wszystko, od zwiększonej liczby turystów, przez reklamę kraju, handel pamiątkami, po zwiększoną sprzedaż alkoholu i jedzenia - to 2 mld funtów. W przypadku Royal Baby można zakładać, że będzie on podobny. Nawet biorąc pod uwagę, że koszt wychowania dziecka zazwyczaj jest wyższy niż ślubu, to i tak monarchia Brytyjczykom po prostu się opłaca.
@RY1@i02/2013/144/i02.2013.144.000001500.802.jpg@RY2@
Bulls
Bartłomiej Niedziński
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu