W zadłużeniu zagranicznym mamy się czym pochwalić
Zadziwiająco bez szerszego echa przeszły ostatnie dane Narodowego Banku Polskiego dotyczące zadłużenia zagranicznego Polski. Z pozoru mogą nas nie obchodzić - wszak mamy już lipiec, a dotyczyły one stanu z końca I kw. Faktycznie koncentrujemy się zazwyczaj na danych publikowanych około połowy miesiąca opisujących miesiąc poprzedni. No, ujdą jeszcze te nieco bardziej opóźnione, tyczące się obrotów bieżących (wczoraj poznaliśmy statystyki za maj). Z prawdziwych spóźnialskich analizowane są tylko mówiące o dynamice za poszczególne PKB, ale i je (za I kw.) znamy już niemal miesiąc. Do czego więc nam to zadłużenie?
Jak się okazuje, z uwagą przygląda się im sporo zespołów analitycznych dużych inwestorów zagranicznych. Są bowiem składnikiem istotnych (dla bezpieczeństwa lokowania za granicą środków) "wskaźników ostrzegania przed kryzysem walutowym". W telegraficznym skrócie: sprawdza się, jak kształtuje się wielkość zadłużenia na tle produktu krajowego brutto, eksportu, rezerw. Dyscypliną dodatkową jest tu kontrolowanie, jak zmienia się zadłużenie krótkoterminowe (znaczy to bardziej ryzykowne - bo wymagalne najszybciej).
Poprawa wskaźników skutkuje zwiększeniem w systemach limitowych - a na takich opiera się działalność wielu zagranicznych inwestorów - możliwej ekspozycji na Polskę, czyli zakupu polskich aktywów: obligacji, akcji itp. Po dobrych danych można się spodziewać więc stopniowego wzrostu napływu środków. Co ciekawe, po ich wprowadzeniu system sugeruje też (zakładając podwyższone zaangażowanie kapitałowe ze strony inwestorów zagranicznych) zwiększenie prawdopodobieństwa aprecjacji waluty... Niegdyś obserwowany czas reakcji (potrzebny na wbicie nowych wartości do systemu i zmianę dostępnych limitów) wynosił około 10-14 dni od momentu publikacji. Dziś jednak świat idzie naprzód i część inwestorów reaguje wyraźnie szybciej.
A opublikowane niedawno dane NBP dotyczące zadłużenia prezentowały się doskonale. Wynosiło ono w końcu I kw. 275,5 mld euro. W porównaniu z końcem IV kw. 2013 r. obniżyło się o 0,5 proc., tj. 1,3 mld euro. Zmiana okazała się wypadkową minimalnego wzrostu zadłużenia długoterminowego o 0,3 proc., tj. 0,7 mld euro, i silnego spadku zadłużenia krótkoterminowego o 3,6 proc., tj. 2,0 mld euro. Wypada podkreślić, że to już drugi z rzędu spadek - choć zazwyczaj w przypadku zadłużenia oczekiwany jest stopniowy wzrost postępujący wraz ze wzrostem gospodarki. Zadłużenie okazało się też o 1,3 proc. mniejsze niż w analogicznym okresie roku poprzedniego, podczas gdy w końcu grudnia dynamika roczna była też ujemna, lecz wynosiła jeszcze 0,2 proc. Wypada przypomnieć, że w końcu 2012 r. dynamika sięgała 10,9 proc. Zadłużenie długoterminowe w końcu I kw. 2014 r. było o 0,4 proc. niższe niż przed czterema kwartałami (poprzednio był spadek o 0,9 proc.), a zadłużenie krótkoterminowe było o 4,8 proc. niższe niż przed rokiem (po IV kw. wzrost wynosił jeszcze 2,6 proc., a po III kw. - 6,8 proc.).
Rzućmy jednak okiem również na wspomniane wcześniej wskaźniki ostrzegania. Stosunek zadłużenia zagranicznego do PKB w I kw. 2014 r. ponownie bardzo wyraźnie zmniejszył się do zaledwie 69,0 proc. wobec 70,6 proc. w końcu 2013 r. i 71,9 proc. w III kw. 2013 r. Wyraźnej ponownej poprawie uległa też proporcja długu do eksportu. Po wrześniu 2013 r. dług przewyższał eksport towarów 1,82 razy, na koniec 2013 r. było to już tylko 1,78, najnowsze zaś dane z końca I kw. 2014 r. wskazują na zaledwie 1,73. W części ta poprawa to efekt wzrostu eksportu związana z przełamywaniem spowolnienia u większości naszych najważniejszych partnerów handlowych. Zazwyczaj przyjmuje się, że zadłużenie nie powinno przekraczać dwuletniego poziomu przychodów eksportowych. My jesteśmy lepsi (czytaj - bezpieczniejsi).
Poprawa nastąpiła też w przypadku wskaźników pokrycia zadłużenia krótkoterminowego rezerwami walutowymi. Jeszcze w końcu grudnia stosunek rezerw walutowych kraju do zadłużenia krótkoterminowego wynosił 140,8 proc., tymczasem na koniec I kw. 2014 r. poprawił się do 141,7 proc. Tylko w przypadku pokrycia rezerwami całości zadłużenia zanotowano minimalne pogorszenie wskaźnika z 27,9 proc. do 27,2 proc. Trzeba jednak podkreślić, że powyższe wyniki byłyby zdecydowanie lepsze, gdyby nie trwający od kilku miesięcy spadkowy trend w zakresie rezerw.
Od kilku już lat do kanonu analiz należy monitorowanie poziomu zadłużenia sektora bankowego. Wszak w przypadku ewentualnego wycofywania środków pierwszą zaporą stabilizującą byłyby tu rezerwy walutowe. Warto więc analizować ich stosunek do zadłużenia sektora bankowego. W końcu I kw. 2014 r. rezerwy były o 53,1 proc. wyższe niż dług sektora bankowego, podczas gdy kwartał wcześniej o 57,9 proc. Sytuacja oczywiście i tu byłaby lepsza, gdyby nie ubytki w rezerwach walutowych.
Niższy niż poprzednio (i równocześnie niższy niż zakładano) poziom długu powinien zostać pozytywnie odebrany przez rynek. Sprzyjać to będzie poprawie wizerunku Polski jako bezpiecznego rynku do lokowania kapitału. Niewykluczone więc, że kilka najbliższych miesięcy upłynie pod znakiem napływu środków i umacniania złotego.
Niewykluczone, że kilka najbliższych miesięcy upłynie pod znakiem umocnienia złotego
@RY1@i02/2014/135/i02.2014.135.000001100.803.jpg@RY2@
Wojtek Górski
Piotr Soroczyński główny ekonomista KUKE
Piotr Soroczyński
główny ekonomista KUKE
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu