Sklerotyczna Europa nie jest taka zła
Rynki pracy też są niedoskonałe, więc nie ma jednej uniwersalnej recepty na sukces. Anglosasi w końcu zaczynają to rozumieć
Lubi pan czytać książki o ostatnim kryzysie?
Z Tito Boerim rozmawia Rafał Woś
Lubię.
Ma pan ulubioną?
Najbardziej inspirująca opowieść, jaką do tej pory czytałem, to "Linie uskoku" Raghurama Rajana.
Byłego profesora z Chicago, głównego ekonomisty MFW, a od niedawna szefa Banku Centralnego Indii.
Jako pierwszy zwrócił uwagę, że paliwem tego kryzysu były nierówności. I, co ważne, nie chodziło mu tylko o nierówności społeczne, o których tak wiele się ostatnio mówi, ale również o innego typu makroekonomiczne nierównowagi - choćby w bilansie handlowym między państwami czy w relacjach pomiędzy bankami. Rajan przekonuje, że krach nie nastąpił przez przypadek, bo nagle gospodarka wymknęła się spod kontroli, tylko był to efekt wadliwego ułożenia instytucji ekonomicznych. Takich jak rynki finansowe, ale również rynki pracy i sieci zabezpieczeń socjalnych. I ja się z nim zgadzam.
Co to znaczy, że winne były instytucje?
Odwołam się do własnej książki "Ekonomia niedoskonałych rynków pracy", którą napisałem do spółki z Janem Van Oursem z Uniwersytetu w Tilburgu. Napisaliśmy ją jeszcze przed kryzysem, gdy dominowało przekonanie, że europejski model uregulowania rynków pracy, opodatkowania pracy czy zasiłków jest niewydolny i sklerotyczny. Bo jest przeregulowany i ociężały. Przeciwstawiano mu instytucje znane z krajów anglosaskich, lżejsze i podobno lepiej dopasowane do wyzwań końca XX w. i początku XXI w. Tymczasem my mówiliśmy na to: nie tak szybko z tą krytyką.
Jakie były wasze argumenty?
Naszym zdaniem fascynacja anglosaskimi instytucjami ekonomicznymi wiązała się z przyjęciem pewnego specyficznego założenia: że rynki pracy działają w sposób doskonały.
A nie działają?
Oczywiście, że nie. Dam przykład. Na doskonałym rynku pracy utrata zajęcia nie jest niczym strasznym. Po prostu człowiek przyjmuje inną ofertę, choć zdarza się, że mniej atrakcyjną. Ale takie podejście nie uwzględnia fundamentalnego faktu: utrata pracy jest doświadczeniem o głębokich konsekwencjach psychologicznych i społecznych. A w konsekwencji również ekonomicznych. W ostatnich latach powstało na ten temat wiele intrygujących badań, np. Tilla von Wachtera z nowojorskiego Uniwersytetu Columbia. Pokazał on, że gdy człowiek jest przez dłuższy czas bezrobotny, wpływa to na jego zawodową, materialną i zdrowotną kondycję jeszcze przez kolejnych 10, a nawet 15 lat po znalezieniu zatrudnienia.
I jaki z tego wniosek?
W naszej książce zaproponowaliśmy, by zacząć traktować rynki pracy jako mechanizmy niedoskonałe. I zrezygnować z tego jednego niepodważalnego katalogu jednakowych rekomendacji dla bardzo różnych krajów. Wtedy przyjmowane to było jako herezja albo przejaw tego, że sklerotyczna Europa chce bronić starego porządku, podczas gdy świat idzie do przodu.
I wtedy przyszedł kryzys?
Tak. I dyskusja trochę się zmieniła. Bo wiele europejskich krajów - choć nie wszystkie - poradziły sobie na rynku pracy lepiej niż USA. Dziś więc nawet tacy amerykańscy ekonomiści, jak choćby Paul Krugman, mówią, że ten sklerotyczny i nieruchawy model europejski może nie jest taki zły. Anglosasi bardzo się interesują zachodnioeuropejskimi modelami relacji ze związkami zawodowymi albo negocjacjami płacowymi. Zaczyna się zupełnie nowa i bardzo ciekawa opowieść.
@RY1@i02/2014/118/i02.2014.118.00000210a.802.jpg@RY2@
RAFAŁ SIDERSKI
Tito Boeri jeden z najbardziej renomowanych włoskich ekonomistów. Profesor na Uniwersytecie Bocconi w Mediolanie. Współzałożyciel popularnego portalu ekonomicznego Voxeu.org. Jego najważniejsza książka "Ekonomia niedoskonałych rynków pracy" ukazała się po polsku w 2011 r.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu